IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Magiczna Menażeria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Evan Rosier
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 535
Skąd : Wiltshire.

PisanieTemat: Magiczna Menażeria   Sob Lut 15, 2014 9:23 pm


Ten bardzo duży budynek znajduje się kilkaset metrów za miastem, gdzie jest odpowiednia ilość miejsca dla wszystkich stworzeń jakie menażeria posiada. Jest to kompleks ponad czterdziestu budynków, stawów, tuneli, gdzie żyje mnóstwo stworzeń z różnych planów. Centralny budynek, gdzie trzymane są również mniejsze magiczne stworzenia, służy jako biuro. I to właśnie on znajduje się na ulicy Pokątnej. Na ścianie dumnie została zamontowana tabliczka z napisem "Najlepsza Magiczna Menażeria w całym Uniwersum!". Biorąc pod uwagę ilość stworzeń i ilość pieniędzy włożonych w stworzenie tego kompleksu, może być to prawda. A najlepiej o tym może zaświadczyć August Pyle, założyciel tej cudownej instytucji.
Zobacz profil autora
Skai Wilson
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 25/06/2014
Liczba postów : 183
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Sro Sie 27, 2014 5:19 pm

Ulewa, jaka rozpętała się nad Londynem zatrzymała dziewczynę w domu aż do późnych godzin popołudniowych, uniemożliwiających jakiekolwiek korzystanie z uroków posiadłości. Przez większość dnia chodziła zadowolona z oceny uzdrowiciela, że Adolf zatruł się składnikami przygotowanymi do eliksiru uzdrawiającego przygotowywanego przez matkę. Szczyt jej szczęścia osiągnął najwyższy poziom dopiero wtedy, kiedy do domu przybyła babcia, z którą to Skai miała naprawdę dobre kontakty. W trójkę – niestety razem z Sethem, a nie matką, która miała zbyt wiele obowiązków na głowie – upiekli smaczną szarlotkę i słuchali opowieści z młodości czarownicy, popijając przywieziony przez nią jagodowy kompot o soczystym, niebieskim kolorze.
Z samego rana wybrali się na ulicę Pokątną tradycyjnymi środkami, przenosząc się przez sieć Fiuu do kobiety, która utrzymywała przyjazne stosunki z seniorką rodu Wilson. Przez cały czas zmuszone były odpowiadać na dociekliwie pytania młodszego brata, który skakał na wieść ujrzenia tysiąca i jednego magicznego stworzenia. Krukonka bardziej sceptycznie podchodziła do tej propozycji, jednak dała się namówić wizją ujrzenia jednorożca – co najzwyczajniej w świecie było sprytnym kłamstwem w ustach kobiety. Kiedy przekroczyli próg menażerii, chłopiec od razu pociągnął w stronę większych klatek babcię, pozostawiając oszołomioną wielkością budynku siostrę. Skai odpowiedziała nieobecnym głosem, że zaraz ich dogoni, nie rejestrując nawet polecenia opiekunki o nieoddalaniu się dziewczynki poza zasięg jej spojrzenia.
Kątem oka dostrzegła zbliżającego się sprzedawcę do pozostawionej dwójki, wiec wykorzystując chwilę nieuwagi czmychnęła za najbliższy tunel prowadzący do kolejnego budynku wypełnionego średniej wielkości klatkami zamieszkiwanej przez różnokolorowe ptactwo. Skai poprawiła swoją błękitną spódniczkę upewniając się, że nie ma żadnego śladu po proszku z kominka, przyglądając się z rosnącą na twarzy fascynacją. Niczym zaczarowana podeszła na odległość trzech kroków od świergotników, na które rzucono zaklęcie uciszające.
Uświadomiona swoim zachowaniem przymknęła usta i uśmiechnęła się do różnobarwnych ptaków, nie wiedząc na którym powinna zatrzymać dłużej spojrzenie. Były przepiękne! Nawet jej spódnica nie równała się z lśniącymi piórami, a koszula w kratkę niknęła przy tak szerokiej gamie barw.
Zobacz profil autora
Spencer Delaney
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 20/06/2014
Liczba postów : 82
Skąd : Manchester

PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Sro Sie 27, 2014 5:50 pm

Spencer nawet pośród swego pociągu do wiedzy, zdecydowanie wyróżniał kategorie które interesowały go bardziej i te spośród których informacje były zwyczajnie rutynowo zbierane. Niestety to miało swoje odbicie w przyszłości - tak bardzo skupił się na wiedzy personalnej na temat swych ofiar, że jego znajomość ONMS była bardzo wybrakowana. Szczególnie ucierpiało ptactwo. Sprawa wydawała się całkowicie jasna - potrzebował ptaka doświadczalnego. Nakłuć go w odpowiednich miejscach, troszkę poszperać we wnętrzu - to zdecydowanie by wystarczyło żeby uzupełnić swoje braki. Jednakże Delaney był bardzo sumienny jeśli o to chodzi - nie zamierzał wybierać gołębia czy innego ptactwa podwórkowego. Nie, potrzebował czegoś..ciekawszego. Tylko zwykły zbieg okoliczności sprawił, że jego cel po pewnym czasie uległ delikatnej zmianie.
Tuż przed jego nosem, przemknęła mu Skai Wilson.
Nic dziwnego że go nie zauważyła - była zbyt zaaprobowana kolorowymi ptaszkami, żeby zauważyć niewyróżniającego się, szczupłego przeciętniaka w czarnym płaszczu, skrytego pomiędzy klatkami. Czyż może być coś piękniejszego od momentu, gdy ofiara sama wpada w sidła?
Jego lodowate oczy zapłonęły mrocznym blaskiem, mimo że poza powolnym obrotem głowy nawet nie drgnął. Nie wykazał w żaden sposób tego chorego głodu, tej potrzeby odkrycia wszystkiego, potrzeby spenetrowania jej jestestwa, graniczącej wręcz z ludzkim podnieceniem - chociaż to uczucie było mu zdecydowanie obce, jak zresztą większość uczuć. Dlatego właśnie ta postać drobnej, pozornie takiej samej jak inne Krukonki czarownicy tak go fascynowała. Taka żywa, taka pełna niezrozumiałych bodźców których on sam nie potrafił odebrać, tak bardzo otwarta na wpływy otoczenia. Nie potrafił by tolerować tego w samym sobie, jednakże u osób postronnych...to była na pewno cecha, którą przyjmował z radością.
Szczególnie że nadszedł już czas, gdy należało podeprzeć zwyczajne obserwacje i zasłyszane plotki (a może raczej wydarte siłą) o własne odczucia. O żywe reakcje na bodźce które sam będzie wprowadzał. Idealna okazja - w pobliżu nikogo kto mógłby mu przerwać, poza grupą ptactwa.
Podszedł do niej cicho jak kot, dbając o to aby ani przez chwilę nie zaszeleścił płaszcz, nie zaskrzypiała podłoga - by nie była świadoma jego obecności tak długo, dopóki nie postanowi jej uświadomić sam. Ten moment nadszedł. Zmierzył ją lodowatym spojrzeniem.
-Niewinna owieczka odrywająca się od stada, w miejscu takim jak to raczej nie może oczekiwać niczego przyjemnego.-powiedział cicho swoim wypranym z emocji głosem. Chłód który bił z całej jego postaci był tak intensywny, że nawet Krukonka prawdopodobnie mogła go odczuć na swojej skórze. Jego obecność wszędzie zostawiała to samo - wrażenie pustki, jakby nic się nigdy nie stało...jakby był bezbarwny. Chociaż fakt faktem - słabsze jednostki często odbierały to jako grozę - nic w tym dziwnego, w końcu ktoś kto jest odporny na wpływ otoczenia...czy może zostać zraniony? Nie, raczej nie.
Zobacz profil autora
Skai Wilson
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 25/06/2014
Liczba postów : 183
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Sro Sie 27, 2014 6:15 pm

Z radosnymi błyskami przypatrywała się trochę przydługawym ogonom żółtego ptaszka, który ośmielił się przyczepić pazurami między prętami i chciał obdarzyć swoim świergotem. Doskonale dostrzegała ruchy dzioba oraz szyi zwierzęcia, które odfrunęło spłoszone zapewne jakimś niesłyszalnym dla dziewczyny dźwiękiem. Przez chwilę pochylała się jeszcze nad ścianą klatki, splatając dłonie na swoich plecach, nieświadoma zbliżającego się niebezpieczeństwa.
Podskoczyła w miejscu pod wpływem nieoczekiwanego szeptu rozchodzącego się tuż za plecami, a właściwie nad ramieniem. Odwróciła się gwałtownie w zgrabnym obrocie zakończonym solidnym uderzeniem plecami o klatkę, hałasując tym samym na całe pomieszczenie.
Przestraszone spojrzenie wbiła w twarz znajomego chłopaka, którego kilka razy spotkała w Pokoju Wspólnym. Plotki na jego temat nie były ani trochę przychylne, dlatego przełknęła ciężką ślinę w nagle zasychającym gardle i pokręciła burzą loków spiętych luźno w warkocz. – Ja… Ja może już .. pójdę… – Wydukała odzyskując władzę nad własnymi członkami i przesunęła dłonie ponownie po bokach spódniczki, czując zbierający się z nerwów pot w ich wnętrzu. Nie do końca wiedziała co chłopak zamierzał osiągnąć swoimi dwuznacznymi słowami, jednak z pewnością dostrzegł w sarnich oczach przestrach, jaki złagodniał pod wpływem opanowania odruchu ucieczki.
Nie zamierzając zmniejszyć dystansu między nieznajomym chłopakiem przesunęła się w bok, przypominając sobie jego nazwisko i poczuła nieprzyjemny dreszcz przebiegający po kręgosłupie. Uczyniła błąd zerkając w kierunku przeraźliwie obojętnego spojrzenia błękitnych oczu, działając na nią dokładnie w taki sam sposób, jakby zobaczyła przed chwilą bogina. Uciekła spojrzeniem gdzieś poza linię jego spojrzenia, przesuwając się w bok po raz kolejny, aby niepewnym krokiem ruszyć w stronę tunelu, z którego przeszła. Zerknęła tęsknym wzrokiem w kierunku klatek, do których jeszcze nie podeszła, nie pozwalając sobie na zbyt długą chwilę na to.
Miała nadzieję, że Delaney nie usłyszał piekielnie głośnego bicia zdenerwowanego serca.
Zobacz profil autora
Spencer Delaney
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 20/06/2014
Liczba postów : 82
Skąd : Manchester

PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Sro Sie 27, 2014 8:29 pm

Taka strachliwa. Niewinne dziecko, które chyba w porę się zorientowało że go nie powinno tu być. Chociaż to i tak za późno - nie zamierzał wypuścić jej tak szybko, co to to nie. Szkoda że byli w miejscu publicznym - z radością zbadałby strukturę jej płuc, czy skosztował jak właściwie smakuje krew półkrwi dziecka rodziców z różnych ras. Nie żeby miał coś przeciwko osobom czarnoskórym - wręcz przeciwnie, uwielbiał ich. Byli naprawdę rzadkimi eksponatami, w każdym razie tak było w kręgach w których się obracał, a wiadomo że towar który ciężko dostać staje się atrakcyjniejszy. Mimo to, na wszystko przyjdzie odpowiednia pora - jej wnętrze zbada kiedy indziej, tym razem chciał po prostu ją sprawdzić. Nacieszyć się emocjami. Położył jej rękę na ramieniu.
-Obawiasz się czegoś? Zło jest ukryte w każdym z nas, zaś Ci którzy nie mają problemów z kontrolą pozornie nie są zagrożeniem dla szarych śmiertelników. Chyba nie myślisz że pozwoliłbym aby coś się stało gwiazdeczce drużyny naszego domu?-spytał chłodno zdając sobie sprawę z tego że odkrywa się z wielu różnych stron, jednakże czy mu to przeszkadzało? Ludzie i tak szeptali na jego temat różne rzeczy, a żadna nie była nawet bliska prawdy - cóż szkodziło mu rozpuścić jeszcze kilka trefnych informacji, aby zataić prawdziwą doniosłość swej egzystencji w ich oczach?
Gdyby był w stanie się cieszyć, jego dusza wykonywałaby salta z radości - miał doskonały słuch a jej przyśpieszone bicie serca brzmiało dla niego jak najrozkoszniejsza aria mistrza. Strach...to było jedno z najlepszych uczuć jakie mógł odczytywać u innych. Tak intensywne, tak uderzające, tak cudownie ludzkie. Zrobił krok w bok tak aby stać naprzeciwko dziewczyny i nachylił się trochę.
-Spójrz na te wszystkie ptaszyny, zwane pięknymi - cóż tak wspaniały, przyzwyczajony do wolności i majestatyczny twór natury robi zamknięty, niczym bydło na ubój?-szepnął lodowatym głosem, który mógłby konkurować z lodowcami na biegunie północnym. Wbrew pozorom to wcale nie była wiadomość o wysokiej wartości merytorycznej - Spencer po prostu nie potrafił żartować, nie był do tego zdolny, a właśnie to próbował teraz zrobić. Ot, niewinna gierka, kolejny test, zwykła rozmowa bez głębszego dna - bzdura.
Tak naprawdę uważnie obserwował każde drgnięcie któregokolwiek z jej nerwów, nasłuchiwał każdego słowa i karmił się każdym uczuciem które okazywała. Tak daleko od Hogwartu był odcięty od swoich małych ofiar...tak długo pozostawał głodny. To spotkanie było darem z niebios.
Zobacz profil autora
Skai Wilson
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 25/06/2014
Liczba postów : 183
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Sro Sie 27, 2014 8:51 pm

Nazwanie jej owieczką z pewnością spodobałoby się jej w okolicznościach pozbawionych aury tajemniczości i grozy, jaką roztaczał swoją postacią pozostawiony przez nią chłopak. Przełknęła po raz kolejny ślinę, zastanawiając się czy to spotkanie musiało w ten sposób się potoczyć i co chciał osiągnąć swoim niepopranym zachowaniem. Skai nie należała do osób, które moralizują innych i wytykają ich niewłaściwe gesty, dlatego pozostawiła swoje rozważania w bezpiecznym umyśle.
Nie spodobała się jej reakcja chłopaka, kiedy przesunął się dokładnie w tym samym momencie co ona, blokując drogę ucieczki nie naruszając między nimi dystansu. Zadane przez niego pytanie napotkało się z przeszkodą w postaci milczenia Skai, która patrzyła na niego rozszerzającymi się oczyma, kiedy wspomniał o drużynie quddicha. Lucas z pewnością zdążył się pochwalić przed kilkoma osobami nowym nabytkiem, jednak w wypowiedzi Spencera brzmiały złowrogie nutki wprowadzające dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Spomiędzy delikatnie rozchylonych powiek wydobywał się spłycony, nienaturalnie przyspieszony oddech przestraszonego dziewczęcia zapędzonego w kozi róg. Przełknęła pośpiesznie ślinę, nieopatrznie zwilżając końcówką języka dolną wargę, spękaną pod wpływem gwałtownych emocji i ponownie uciekła spojrzeniem przed nieugiętymi słowami Spencera. Pochyliła nieznacznie głowę nie odpowiadając na jego pytania, zaciskając coraz mocniej usta i próbowała zebrać w sobie wystarczająco dużo siły, aby odsunąć się od niego. Jej myśli przepełnione były jednak przede wszystkim usilnymi prośbami pojawienia się babki, albo chociaż Setha, który swoją osobowością potrafił narobić sporo zamieszania. Może wtedy chłopak wystarczyłby się na tyle, że odsunie się i odejdzie?
Drgnęła wyczuwalnie pod wpływem zadziwiająco ciężkiej dłoni na swoim ramieniu, utrzymującej ją w tym samym miejscu co poprzednio. Cofnęła nawet głowę do tył, uderzając zawiązanymi włosami i tyłem głowy o klatkę, po raz kolejny stając się przyczyną hałasu prętów od klatki. Ciepły oddech chłopaka zmieszany był z wyraźnie męskim zapachem, od którego Krukonka chciała najwyraźniej uciec odsuwając twarz w prawą stronę. Spojrzenie utkwione miała gdzieś w podłogę, podczas gdy dłonie zaciskały się coraz mocniej na materiale spódnicy na wysokości ud. Nie czuła chłodu, jaki zakradł się do opuszków palców, doszukując się ponownie wystarczającej odwagi, aby przeciwstawić się wyraźnie silniejszemu człowiekowi.
- Przestań. – Wyszeptała słabym głosem, który zadrżał pod wpływem niepewności związanej z obecnością przy chłopaku odnoszącym się do niezbyt przyjemnych odczuć. – Proszę. – Dodała po krótkiej chwili, walcząc z usilną potrzebą zaciśnięcia powiek i wyparcia z siebie obrazu jego twarzy, a szczególnie oczu. Emanował chłodem i grozą, która nie była naturalna dla nastolatka w wieku Spencera. Zapomniała o przełykaniu śliny, ponownie rozchylając wargi i cofając się kolejny krok w tył. Z tą maleńką różnicą, że podniosła prawą rękę i chwyciła go za nadgarstek, próbując strzepnąć jego dłoń z własnego ramienia. Tak jak podejrzewała, dotyk jego skóry przywołał odruch paniki i obrzydzenia, zupełnie dla niej niezrozumiały. – Odsuń się, to nie jest miłe. – Poprosiła go po raz kolejny, przypominając sobie nauki ojca, aby nie mówiła wprost napastnikowi o własnych odczuciach. Jeżeli miała do czynienia z kimś groźnym, zrobiłby dokładnie na przekór jej słowom. Jęknęła w duchu na własną głupotę, wykonując dokładnie odwrotność rady Jareda.
Zobacz profil autora
Spencer Delaney
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 20/06/2014
Liczba postów : 82
Skąd : Manchester

PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Sro Sie 27, 2014 9:35 pm

Jej reakcje tylko utwierdzały mrocznego jegomościa w przekonaniu, że słusznie wybrał swoją ofiarę. Chyba jeszcze nikt nigdy nie dał mu na tacy tylu informacji naraz, nikt nigdy nie pozwolił mu tak bardzo wniknąć we własną psychikę, bez posuwania się do drastycznych metod. Zdecydowanie była wspaniałym obiektem. Z jego chłodnych oczu biło coś jeszcze - to było zainteresowanie. Pożądał większej ilości informacji, chciał żeby reagowała bardziej, żeby dała mu więcej.
Zamierzał przemieścić się trochę dalej, chciał żeby to magiczne spotkanie dało mu znacznie wspanialszych wrażeń - oczywiście jej wrażeń. Kolejna zagrywka była wyjątkowo okrutna, w każdym razie w tym kontekście wykorzystana. Przyłożył swoją chłodną, sztywną dłoń do jej policzka.
-Nie rozumiem, skąd Twa niechęć wobec mej osoby. Czy zrobiłem Ci coś złego? Nie. Jeszcze nie.-bardziej syknął niż szepnął. Doskonale wiedział że w życiu zrobi jej wystarczająco wiele złego, żeby zdążyła zapamiętać (a raczej zapomnieć) jego nazwisko, jednakże gdy robił coś dla nauki - czy mogło być to złe? Nie. Wiedza była tym co definiowało cały świat. Każdy zły uczynek, nawet najbardziej odrażający i paskudny, który posłuży szczytnemu celowi gromadzenia informacji, musiał być dobry. Zresztą czy to miało znaczenie? Czy naprawdę powinien przejmować się tym, jak świat na to patrzy? Mówili że morderstwa i tortury są złe, ale czy były? Nigdy niczego nie żałował, nawet nieudanych eksperymentów i niewykorzystanych szans. Każdy błąd czegoś uczył, a każda nauka znajdowała swoje miejsce w stosie jego notesów.
Wszystko co robił, było częścią większego planu, planu który miał doprowadzić go do wielkości i naginania świata według własnej woli tak, aby wycisnąć z niego każdy okruch wiedzy, każdy strzępek informacji - by zabrać wszystko, co uczyni z niego byt absolutny, stojący ponad śmiertelnikami. Czy dla osób tak światłych, wielkich samotników owładniętych wyższymi celami, kilka czy kilkaset istnień przeciętnych istot miało znaczenie?
Nie. Skoro oni nie musieli się nimi przejmować to i Spencer nie czuł potrzeby próby odnalezienia w sobie empatii. Po prostu chciał wiedzieć.
Przeniósł dłoń z jej policzka na włosy, zupełnie jakby zapragnął dowiedzieć się z czego są zrobione. Potarł je opuszkami palców, rozmyślając.
-Jesteś udaną kobietą. Twoi rodzice są pewnie dumni.-mruknął, bardziej do siebie niż do niej. Właśnie...rodzice. Udało mu się już powiązać jej obecność, z jednym z aurorów o tym samym nazwisku, którego przydzielono do ochrony Hogwartu - prawdopodobnie to był właśnie jej ojciec. Zastanawiał się - jak zareagowałby agresor Jared Wilson, gdyby pewnego dnia sowa przyniosła mu głowę jego córki? Zapewne byłby...rozemocjonowany. Będzie musiał poważnie przemyśleć czy nie opłaca się przypadkiem poświęcić małej Krukonki tylko po to, aby wydobyć z aurora te wszystkie uczucia. To byłaby wspaniała uczta, jednakże najpierw musiałby się do niego zbliżyć.
-Przestraszyłem Cie? Czujesz się zdegustowana? Życzysz mi by moje trzewia strawił ogień?-spytał obojętnie patrząc ponad jej głową. Czasami żałował że nie jest lepszym aktorem - wówczas poza obserwacją, mógłby jeszcze bardziej zbliżyć się do ofiary. Niestety, nie był w tym najlepszy, a raczej nie było na świecie nikogo tak głupiego by go zlekceważyć i dopuścić zbyt blisko siebie. Z własnej woli. Nachylił się do jej ucha i szepnął:
-Uwierz mi, gdybym chciał Cie skrzywdzić, leżałabyś już martwa, a mnie by tu nie było. Nie życzę Ci źle, Skai Wilson
To akurat była szczera prawda - wcale nie życzył jej źle, wręcz przeciwnie! Chciał by się rozwijała, poznawała nowe rzeczy, by zaznała większej ilości uczuć, by wyrosła na młodą kobietę rozchwytywaną wśród mężczyzn. By jej życie było wspaniałe i idealne, by stało się najbardziej wartościowym co dziewczyna posiada - by mógł odebrać jej to, co dla niej najcenniejsze.
Zobacz profil autora
Skai Wilson
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 25/06/2014
Liczba postów : 183
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Sro Sie 27, 2014 10:01 pm

Miarka cierpliwości i wytrwałości Skai kiedy tylko zarejestrowała ruch dłoni nieznajomego chłopaka, wraz z nagłą informacją jak brzmiało dokładnie jego imię. Zaskoczenie zostało przysłonięte falą irytacji, kiedy okrył dłonią rozgrzany policzek dziewczyny. Uświadomiła sobie nie tylko o różnicy temperatur i własnym wzburzeniu, ale przede wszystkim nieprzewidywalności Spencera. Gwałtownie wciągnęła powietrze, wracając sarnimi oczyma na wyraz jego twarzy w momencie, kiedy w bezczelny sposób ograniczał jej prywatną strefę. Zamiast ponownie uciec pod jarzmem nieugiętego błękitu wzroku, krzyżowała z nim hardo spojrzenia. Ręce same odnalazły odpowiednią kombinację ruchów, ponieważ prawa dłoń wycelowana została bezpośrednio w twarz chłopaka, kiedy odważyła się aktywnie sprzeciwić się jego zamiarom. Nauka tatusia nie poszła w las, ponieważ starając się odetchnąć twarz, naciskała palcami gdzieś nad chrząstką poniżej linii oczu i wkładała w ten gest całą nagromadzoną w drobnym ciele siłę.
- Odczep się ode mnie! – Warknęła zdenerwowana, wykorzystując chwilę nieuwagi chłopaka po to, aby prześlizgnąć się pod jego długimi rękoma i stanąć kilka kroków dalej. Uczucie osaczenia zaczęło mijać, ustępując adrenalinie nie pozwalającej odejść jej dopóki nie pokaże arogantowi z kim zadarł. – Jesteś wariatem, Spencer. – Oceniła go lekko drżącym głosem, czując wciąż obecne oznaki strachu przed nieokrzesanym chłopakiem. Sama myśl o tym, że potrafił tak szybko i gładko zadawać brutalne w opisie pytania napawała ją czystą formą grozy. Nie znali się, nawet nie podając sobie dłoni na powitanie, chociaż z pewnością oboje zdążyli rozpoznawać swoje sylwetki na korytarzach. Powody Skai były bardzo proste – rady innych osób mówiły jasno, aby unikała go i nie próbowała nawiązywać z nim żadnych relacji.
Przełknęła po raz kolejny ślinę, odczuwając subiektywnie ciężki i chłodny ślad na swoim policzku i włosach. Powstrzymała się przed wzdrygnięciem, przeczuwając że jedynie sprowokowałaby go do podjęcia dalszych działań. Nie chciała wiedzieć dlaczego zachowywał się tak niestosownie, dlatego przesuwając dłonią po swoim policzku, próbowała zmazać wszelki ślad jego dotyku. Obserwowała go niezwykle uważnie, zastanawiając się czy nie powinna stchórzyć i pobiec po swoją babkę, ukrywając się pod jej bezpiecznymi ramionami. Była silną czarownica i w razie czego potrafiłaby ją obronić, ale teraz… Przecież jedynym zagrożeniem było niestosowne zachowanie Spencera, który w nieokreślony sposób hipnotyzował ją swoim spojrzeniem i nie pozwalał odejść poza zasięg wzroku. Przełknęła nerwowo ślinę, gwałtownie pozbywając się nieprzyjemnego mrowienia na policzku i potrząsnęła równie mocno głową:
- Czego chcesz, Spencer? Po co mi to wszystko mówisz? Chcesz mnie nastraszyć, tak? Co ci to da? – Wraz z kolejnym pytaniem, którym celowała w niego, zyskiwała coraz większą kontrolę nad własnym głosem. Ciężko było powiedzieć, żeby pragnęła usłyszeć prawdę z jego ust, jednak rodzice zawsze uczyli ją wytrwałości i cierpliwości w osiąganiu celów. Co prawda nie miała ochoty na dalsze słuchanie chłopaka, jednak ojciec z pewnością nie byłby z niej zadowolony, jeśli odwróciłaby się teraz na pięcie. A nie groziło jej nic poza chwilową utratą równowagi psychicznej i emocjonalnego rozstrojenia w obecności Spencera, dlatego postanowiła zaryzykować. Przynajmniej jeszcze minutę zostanie, cofając się krok za krok, jeśli postanowi ponownie się do niej zbliżyć. Nie wzięła jednak pod uwagę tego, że był zdecydowanie od niej wyższy i silniejszy.
Zobacz profil autora
Spencer Delaney
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 20/06/2014
Liczba postów : 82
Skąd : Manchester

PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Czw Sie 28, 2014 8:04 pm

Odepchnęła go - wcale nie zamierzał się temu przeciwstawiać - wręcz przeciwnie. To było cudowne, odczuć jej gniew na własnej skórze - udało mu się ją wyprowadzić z równowagi. Zastanawiał się tylko czy wiedziała że daje mu dokładnie to, czego od niej wymagał i czy wie, że gdyby chciał to nie pozwoliłby jej stawiać oporu.
-Wariatem? Szaleństwo różne ma definicje - sama jesteś jedną z nich-mruknął obojętnie. Wariat to dość ciekawe określenie na jego zamiłowania do wiedzy - zwykle nazywali go po prostu "tym dziwnym Krukonem". Ludzie byli tak nieprzeciętnie ograniczeni, że prawdopodobnie to był najłatwiejszy możliwy obiekt testowy. Nawet królik wiedział, kiedy wisiała nad nim groźba śmierci i utraty kończyn - ludzie nie byli w stanie zauważyć tego, że właśnie wchodzą na cienki lód. Spencer doskonale wiedział, co jeszcze powinien zrobić, aby dopełnić zbieranie informacji - zostało mu już tak niewiele do roboty, a czas zapewne również się kończył. Powoli musiał się zbierać, jednakże najpierw musiał coś jeszcze zrobić.
-Czego chcę? Najchętniej sprawdziłbym czy krwawisz tak samo jak przeciętny czarodziej - to zapewniłoby mi wiele materiałów-odszepnął jej lodowatym, przenikliwym tonem. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dziewczyna go usłyszy, pomimo odległości i cichego tonu. Mimo tego jak wspaniale spędzał z nią czas, to wszystko się tak śpieszyło, wszystko utrudniało mu rozkoszowanie się tą chwilą, a do tego...do tego ktoś w każdej chwili mógł tutaj wpaść i przeszkodzić mu w wywiadzie.
Zastanawiało go to trochę - skąd biorą się w niej te wszystkie emocje, jak to możliwe że ludzie są w stanie odczuwać je i sycić swoje dusze czymś tak ulotnym i nierealnym? Czym był ten element układanki, którego jemu tak bardzo brakowało?
-Ludzie obracają się w proch, bo żaden z nich nie jest w stanie znieść palącego wstydu. To dotyczy Ciebie, jego, jej, ich, was...-dodał, chociaż zdawał sobie sprawę z tego że nie musiał już nic mówić - wystarczyło jeszcze tylko jedno słowo. Miał już to, po co przyszedł, a nie zamierzał przedłużać ponieważ czas go naglił - musiał zakończyć to wspaniałe przyjacielskie spotkanie.
-Nie bierz życia tak poważnie. Jeśli takie gierki wyprowadzają Cie z równowagi, ktoś kto faktycznie chce Cie skrzywdzić, zmanipuluje Cie bez trudu. To przykre.
Chwycił klatkę z jednym z potrzebnych mu ptaków i wyruszył do kasy. To był udany dzień. Zapłacił, po czym wyszedł ze sklepu i udał się do Dziurawego Kotła - nadeszła pora aby skorzystać z sieci Fiuu i wracać do domu.

z/t
Zobacz profil autora
Skai Wilson
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 25/06/2014
Liczba postów : 183
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Pią Sie 29, 2014 5:22 pm

Przypatrywała się uważnie nieruchomemu chłopakowi przed sobą, nie rozumiejąc dlaczego zachowuje się w taki dziwny sposób. Nie trzeba było spędzać z nim dużo czasu, aby dojść do takiego wniosku. Wystarczyło spojrzeć na jego rysy twarzy i intonację głosu, a dreszcze same biegały wzdłuż kręgosłupa. I tylko silna wola Krukonki powstrzymała ją przez wzdrygnięciem się, na samą myśl o dotyku, jakim ją obdarzył chwilę wcześniej.
Nawet nie udawała, że nie nadążyła za słowami chłopaka i wciąż wpatrywała się w niego wyczekująco. Dla niej sprawa była prosta – był niebezpieczny i w dziwny sposób zagrażał jej swoją osobą. Zacisnęła mocniej szczęki, nieświadomie wypychając pełne usta do przodu, tworząc zmarszczkę między nosem a ustami. Próbowała dojść do jakiegoś wniosku czy chłopak uznał ją za szaleńca czy definicję, co miałoby bardziej logiczny sens, gdyby rozmawiali na ten konkretny temat. Teraz te słowa wydawały się jej całkowicie pozbawione kontekstu.
Oczy Skai powiększyły się znacznie, podczas gdy ona sama cofnęła się kilka kroków w tył uderzając po raz kolejny plecami o jakąś klatkę. Tym razem jednak mieszkaniec zaskrzeczał donośnie niezadowolony, przywołując jej spanikowane spojrzenie w tamtą stronę. Wystarczyły dwie sekundy, aby straciła rezonans w sytuacji i dotychczasowa odwaga wyparowała razem z pewnością siebie. Cera Krukonki była ciemna, jednak teraz utraciła część znaczących kolorów, co zostało podkreślone przez drżącą, dolną wargę.
Przełknęła nerwowo ślinę, wracając wyraźnie przestraszonym wzrokiem do chłopca, który zamierzał pogłębić jej strach jeszcze bardziej. Myśli śmigały w jej umyśle w zastraszającym tempie, tworząc nieprzyjemny chaos. Dotychczas stabilne nogi wrosły w ziemię, równocześnie stając się niepokojąco miękkie. Teraz aż za dobrze rozumiała, co oznacza fraza „nogi jak z waty” i nie była z tego ani trochę zadowolona.
Przytrzymywała klatkę z biednym ptakiem, zaciskając opuszki palców między poszczególnymi prętami z odwróconą głową do Spencera. Nie zamierzała prowadzić z nim dalszej rozmowy, usilnie przywołując myślami swojego ojca, który z pewnością nie pozwoliłby na takie śmiałe słowa. Czekała z duszą na ramieniu aż kolega odwróci się i odejdzie spoza zasięgu jej spojrzenia. Nawet rada wypowiedziana jego ustami zabrzmiała złowrogo, jakby zapewniał ją o kolejnym spotkaniu. Zadrżała w tym samym momencie, kiedy się odwracał i odprowadzała go aż do pierwszego zakrętu, gdzie zniknął jej z oczu.
Z mocno bijącym sercem stała wciąż przy klatce i gdyby nie interwencja ptaka, który skubnął jej środkowy palec – zapewne spędziłaby tutaj przynajmniej pół godziny. Z jękiem podniosła dłoń do ust, zasysając zraniony opuszek i po raz ostatni zerknęła, czy Spencer nie rozmyślił się. Niemalże biegiem ruszyła na poszukiwanie babci, która od razu dostrzegła drżące ręce Skai i zimny pot, jaki wystąpił na czoło. Z przeświadczeniem, że się przeziębiła – skrócili zakupy i wrócili do domu.
[zmiana tematu]
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   

 

Magiczna Menażeria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Magiczna Menażeria
» Menażeria u Nanuka
» Sala lustrzana
» Rośliny
» Magiczna Szafa Grająca.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Londyn
 :: 
Magiczne Ulice
 :: Pokątna
-