IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Gabinet Profesora Machiavelliego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Enzo Romulus
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 27/08/2015
Liczba postów : 176
Skąd : Watykan, Rzym

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Machiavelliego   Czw Wrz 24, 2015 9:51 pm

Skąd miał wiedzieć, że gra aż tak istotną postać w życiu swojego starszego brata? Przez prawie całe życie Enzo się kłócili. Prawie całe, bo przez pierwszych sześć lat Sebastian był dla Krukona bogiem. Jako szczyl chciał być dokładnie taki sam jak on, robić te wszystkie fajne rzeczy co on i wiedzieć tyle o świecie co on. A potem on go odepchnął. Jego własne życie pochłonęło go na tyle, by odsunąć od siebie Romulusa. I to go zabolało. Wszystkie książeczki z runami spłonęły w kominku, a sztuka kłamania podpatrzona u mistrza niestety pozostała. Jednak marzenie o Gryffindorze zostało zakopane równie głęboko co trędowaty po śmierci. Nie znosił też kiedy Machiavelli go okłamywał, a robił to dość często. Zbyt często. Prawdopodobnie to właśnie jego zasługą jest to, że wyrósł na takiego dupka. Gdyby poświęcił mu jeszcze przez rok trochę więcej uwagi to możliwe, że byłby innym człowiekiem. I może nie czułby się jak ciężar u jego nogi. A czuł się tak. Dokuczanie mu pozwalało trochę wyładować tą złość którą wciąż czuł. Niby jedenaście lat minęło, ale skurczybyk był pamiętliwy. "Mam lepsze zajęcia niż spędzanie czasu z tym szczylem" - dokładnie te słowa opuściły Sebastianowe usta kiedy stał za drzwiami chcąc zrobić mu niespodziankę. I to właśnie ta chwila kiedy złamał mu jego malutkie serduszko. Które już nigdy się nie zrosło. Jak u jakiejś królowej lodu czy coś. Dlatego nie spodziewał się, że te słowa sprawią, że tamtemu się gówno w dupie zagotuje... A przynajmniej wyglądał tak jakby się zagotowało. Enzo jednak wiedział, że nie dostanie po mordzie. Może i Seb był gnidą, ale raczej nie przypierdzieli mu gdy ten ma włączoną nieśmiertelność, a jego mózg zamienił się w kisielowaty musk hasający radośnie wśród różowych owieczek na skraju tęczy. Obserwowanie jego złości z tak bliskiej odległości było doprawdy interesujące. W normalnych warunkach mogłoby być lekko przerażające i z pewnością od razu przypomniałby sobie jak się moczył w trakcie burzy, ale te warunki nie były normalne. Po pierwszej przemowie prychnął pogardliwie i zaraz zakrztusił się swoją śliną. To, że leży już na podłodze odnotował tylko dlatego, że zmienił mu się punkt widzenia, bo to przecież niemożliwe żeby pan pedagog roku urósł w przeciągu ułamka sekundy o tyle centymetrów.
- Ty mnie od siebie odsunąłeś. Chciałem być twoją wierną kopią, żebyś chociaż przez chwilę był ze mnie dumny. A potem wróciłeś ze szkoły na wakacje. I stwierdziłeś, że masz lepsze zajęcia niż spędzanie czasu z tym szczylem. Swoją drogą to chyba najprawdziwsze zdanie jakie udało ci się wydusić. I przestałem chcieć. Zjebało mi to psychikę. Mój ojciec musiał być wyjątkowo miękką fają, skoro taki jestem, że do dziś mnie to boli. I wkurwia. I boli - leżał na kanapie niczym na kozetce u psychologa mówiąc i nie do końca zdając sobie sprawę z tego, że mówi. W zasadzie słowa opuszczały jego usta bez większego udziału mózgu, a kaseta rejestrująca wszystko już dawno zacięła się w nagrywarce. Nie będzie tego pamiętał. Na pewno nie.
- Brzmi jak chujostwo a'la Sebastian Machiavelli. Specjalność kurwa zakładu. Dziewczyna na której mi jakoś tam zależy kontra drużyna i pozycja na którą pracowałem latami... Niby uczciwa oferta, ale Blake mnie udusi poduszką jak się dowie, że rzuciłem ją dla Quidditcha - słowa wydobywały się powoli i w języku ojczystym, bo w chwili obecnej żył w przekonaniu, że nie zna ani jednego słowa po angielsku. Ani jednego.
- Co Ci ci się w niej nie podoba? Nie bawi się w święte runy czy ma za mało zer na koncie? - zapytał patrząc nieobecnym wzrokiem na opiekuna domu.
Zobacz profil autora
Sebastian Machiavelli
avatar
Opiekun Ravenclawu
Data przyłączenia : 22/06/2014
Liczba postów : 263
Skąd : Watykan, Rzym

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Machiavelliego   Sob Wrz 26, 2015 11:44 pm

Sebastian słuchał potoku słów, który nagle wydostał się z jego ust, niczym wodospad. Oczywiście, wszystko co powiedział nie było mu obce. Wręcz odczuwał konsekwencje swoich czynów bardzo dosadnie i boleśnie, jednak czasu cofnąć nie mógł. Postanowił wtedy obrać inną taktykę i to właśnie to nauczyło go kłamać i oszukiwać, aby tylko dostać to, czego chciał. Nie mógł odzyskać dawnego brata, swojej niedoszłej kopii samego siebie, wiec trzeba było pocieszać się czymś innym, co za odrobiną kłamstwa łatwo było dostać. W tej chwili miał wrażenie, jak grunt się pod nim zapada. Chciał po prostu tego głupiego gówniarza mocno do siebie przytulić i zapewnić, że już nigdy więcej nie sprawi mu takiego bólu, jaki musiał odczuwać przez tyle lat.
Poczuł, jak w jego wnętrzu zbiera się złość, którą ciężko było pohamować. Zacisnął mocno pięści i szczękę, przyglądając się zupełnie zjaranemu Enzo. Być może, gdyby się tak nie spił, to takie słowa nie wypłynęłyby mu z ust. W końcu uczył się od mistrza, jak to mówili. Westchnął ciężko, po czym usiadł naprzeciwko niego i oparł łokcie na kolanach. Milczał, starając się poskładać wszystko w swojej głowie, jednak jedyne na co miał ochotę, to zdzielić go po twarzy pięścią. I pewnie by to uczynił, gdyby nie to, że całkiem wrażliwy z niego gość.
- Słuchaj, młody. Nie wiem czy mam ochotę w ogóle na dyskusję o tym co było kiedyś, skoro teraz i tak tego nie zmienimy. Ja wiem swoje, ale najwyraźniej i ty wiesz coś nie coś całej sytuacji i spoko, szanuję to. Jednak to ja, niezależnie od twojego wieku, nastawiałem karku, aby ci tyłka nie sprano. Właśnie w wakacje, czy też teraz, w szkole. Matka tylu rzeczy nie wie, co ja wiem. W porządku, jeśli byłem złym bratem, to przepraszam, ale nie umiem być inny – powiedział, chociaż brzmiało to prawie jakby mówił na bezdechu. Słowa same wylatywały mu z ust, jednak nie chciał na siłę cokolwiek naprawiać, chociaż bardziej spieprzyć się i tak nie dało. A co do jego dziewczyny, to nie podobała mu się i to nie dlatego, że należała do Hufflepuffu. Potrafił rozpoznać kłamstwo lub kiedy ktoś kombinował za bardzo pod górkę. Był w końcu mistrzem mydlenia komuś oczu, a ona… no cóż, tylko młodym dziewczęciem w barwach żółci. Nie ruszył się z miejsca, spoglądając na Enzo z niewyjaśnionym wyrazem twarzy. Argumenty bazowane tylko na domysłach nie miały żadnej wagi, która mogłaby chociaż trochę przekonać chłopaka do racji, jakimi kierował się Sebastian.
- Co do niej mam? I tak masz w dupie moje zdanie, więc po co będę się produkował? Uważam, że skoro ważniejszy jest dla ciebie Quidditch, a wiem, że jest, to dziewczyna powinna o tym wiedzieć i to z twoich ust. Nie ufam jej i nie chcę, żeby MÓJ BRAT miał do czynienia z kimś niższych lotów, jeśli tak dobitnie chcesz, żebym ci coś uargumentował – wyjaśnił, chociaż sam nie wiedział, czy użył wystarczająco dobrych słów, aby go przekonać. Raczej wątpił, żeby cokolwiek mu wbić do tego łba, skoro był pod działaniem proszków odurzających, które robiły z jego mózgu sieczkę. Pokręcił głową, po czym podniósł się i wsunął ręce pod pachy Enzo, a następnie dźwignął z kanapy, na której leżał.
- Będziesz walczył, czy dasz mi się pokierować do spania? Jutro będziesz miał takiego kaca, że własna matka cię nie pozna, bo łeb będziesz miał jak bania, dosłownie – powiedział całkiem poważnie, a następnie przerzucił sobie rękę chłopaka przez szyję, pozwalając mu całym ciałem się na sobie wręcz uwiesić.
- Stawiaj kroki powoli. Raz, dwa…
A co do Blake... to będzie musiał się trochę wysilić, aby udowodnić jej kłamstwa i krętactwa pod adresem Enzo. Już on tego dopilnuje, żeby niepożądane jednostki przestały się kręcić koło młodego.
Zobacz profil autora
Enzo Romulus
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 27/08/2015
Liczba postów : 176
Skąd : Watykan, Rzym

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Machiavelliego   Pon Wrz 28, 2015 11:30 pm

Oczywista oczywistość, że w normalnych warunkach te słowa które przed chwilą padły nigdy nie opuściłyby ust Włocha. Skoro przez siedemnaście lat nie wyszeptał choćby półsłówka na ten temat, o całym słowie już w ogóle nie wspominając, to dlaczego zrobił to teraz? Bo tego nie kontrolował. Był na największej bani swojego życia. I to nie była taka zwykła bania. To była bania która nie pozwala na żadne, nawet najmniejsze kłamstwo. Bania która nie pozwala nawet na półprawdę, ani zatajenie ważnych i istotnych dla sprawy elementów. To było wymieszanie upojenia alkoholowego z luzem i ekscytacją narkotykową. Wybuchowa mieszanka której będąc świadomym konsekwencji swego czynu zapewne nigdy nie wziąłby do ust. Jednak założenie miał inne, a mianowicie sądził iż ma do czynienia z najzwyklejszą w świecie ognistą. Tą był w stanie znieść całkiem nieźle. Odprężała go, dawała kojące wszelkie rany sercowe uczucie i z pewnością nie wprawiała w stan kompletnej szczerości. Jedno było pewne. Gdyby nie to całe narkotyczne zło które dorzucono do starego szlachetnego alkoholu ta rozmowa przebiegałaby inaczej. Gabinet Machiavelliego stałby się świadkiem największej kłótni jaka kiedykolwiek miała miejsce pomiędzy tą dwójką. Gdyby był zwyczajnie pijany broniłby panny Blackwood jednocześnie starając się odzyskać swoją najcenniejszą kobietę- miotłę. Byłaby to ciężka bitwa w której być może odniósłby zwycięstwo. Ale nie... ale nie... Leży teraz jak sto nieszczęść na kanapie, a jego mózg powoli przetwarza wypowiedziane przez Sebastiana słowa.
- Masz przebłyski normalności - zauważył wyginając pełne wargi w szerokim uśmiechu pełnym samozadowolenia. Ciężko było powiedzieć, że nie kochał tego padalca. Kochał go. Może mieli kompletnie inną mieszankę genetyczną, ale wychowali się razem. To Sebastian nauczył go wiązać buty i wkręcił go w grę w Quidditcha. Sebastian, a nie inny syn jego ojca który z pewnością gdzieś tam sobie jest. Z Sebastianem miał miliony wspólnych tematów, głównie do kłótni, za to nie znał własnego ojca. Jakie życie bywa czasami popaprane!
- Nie dramatyzuj, księżniczko. Twoje zdanie niekoniecznie ląduje w mej rzyci - wydusił z siebie, choć powoli zaczynał tracić panowanie nad swoją twarzą przez co mówienie stało się problemem. Wow! Kim trzeba być żeby z własnej woli sięgnąć po taką ognistą? Ach tak, Sebastianem trzeba być. Nie był jednak w stanie wydusić z siebie werbalnej zgody na przenosiny więc pokiwał ciężko głową czując, dosłownie czując, jak mózg obija się o ścianki. Gdy starszy Włoch pomógł mu dotrzeć do łóżka, a nawet pomógł mu się rozebrać od razu usnął w jego mięciutkiej gryfońskiej pościeli. Pobudka już nie była tak przyjemna. Kac gigant wymógł poranne wymioty, trawa rosła za głośno, a szafa za głośno stała nie wspominając o całej reszcie, ale to wszystko przeżył w zamkniętych czterech ścianach Machiavelliego udając, że nie istnieje podczas gdy brat nauczyciel krył mu tyłek przed calutkim gronem pedagogicznym. Ach, jaki ten Seba jest kochany! Chwilami.

[z/t x2]
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Gabinet Profesora Machiavelliego   

 

Gabinet Profesora Machiavelliego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Gabinet profesora Slughorn'a
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Ministra Magii
» Gabinet i prywatne kwatery profesora OPCM
» Gabinet Śmiechu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
VI piętro
-