IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Gabinet panny Blackwall

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Belinda Blackwall
avatar
Nauczyciel
Data przyłączenia : 01/09/2014
Liczba postów : 26
Skąd : Wielka Brytania

PisanieTemat: Gabinet panny Blackwall   Sro Gru 17, 2014 8:51 pm


Przestronny gabinet pełen szaf i półek, na których panna Blackwall przechowuje najróżniejsze zbiory. Okno osłonięte firanką wpuszcza do wnętrza dużo słońca, która padając na imponującą kolekcję kamieni szlachetnych zalewa pomieszczenie plamkami kolorowego światła. Ciężkie biurko zawalone papierami, księgami oraz akwarium z ośmiorniczką odsunięto pod ścianę, robiąc miejsce dwóm wygodnym fotelom. Na jedynej pustej ścianie wisi spory proporzec drużyny quidditcha, w której grała czarownica.
Zobacz profil autora
William Lewis
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 22/05/2014
Liczba postów : 50
Skąd : Wielka Brytania.

PisanieTemat: Re: Gabinet panny Blackwall   Sro Gru 17, 2014 9:38 pm

No i się zaczęło, rok szkolny ruszył z kopyta niosąc ze sobą cały wór obietnic na nadchodzące miesiące. William był podekscytowany, czego nawet nie starał się ukrywać, a na pewno nie w znaczącym stopniu. Oczywiście, nie mógł zachowywać się jak dziecko przed swoimi pierwszymi świętami Bożego Narodzenia, ale nie hamował radości bijącej od jego skromnej osoby, szerokiego uśmiechu szerzącego pokój na świecie. Roziskrzony wzrok padał na uczniów w różnym wieku, urozmaicając pomoc, którą mężczyzna zawsze chętnie udzielał. Ktoś miał problem z zaklęciem? Zgubił drogę? Potrzebował po prostu pogadać? Nie ma problemu! Cechowała go podzielność uwagi i cierpliwość godna świętych, więc nic dziwnego, że zaczął sobie zjednywać uczniów już od podróży pociągiem. Mimo tej całej otoczki gdzieś tam głęboko w nim siedziało ziarno niepokoju, które raz rosło, a raz się kurczyło. Nigdy wcześniej nie był nauczycielem i nie był pewien jak w tej sytuacji powinien się zachowywać. Może nieświadomie złamał któreś z nauczycielskich, niepisanych praw? Popełnił wykroczenie? Może lada moment Dumbledore wezwie go do siebie na korygującą pogawędkę z dropsami w roli drugoplanowej?
Zawsze, gdy jego wyobraźnia niebezpiecznie napędzała samą siebie potrzebował wziąć głęboki wdech, najlepiej wypić dwie filiżanki herbaty z dużą ilością cytryny i powiedzieć samemu sobie "wszystko jest w porządku, nie ma o co się stresować". Zazwyczaj pomagało, szczególnie, gdy widział, że Alex doskonale sobie radził, bo już został pomocnikiem w lekcjach Patronusa. To mu pomagało zachować spokój, jednakże w końcu doszedł do wniosku, że niepotrzebnie sobie komplikuje życie. Po prostu pójdzie do któregoś z nauczycieli i zasięgnie opinii, może przy okazji wzbogaci się o nowe, ciekawe znajomości.
Pełen optymizmu skierował swoje kroki do jednego z gabinetów, a pech czy też szczęście chciało, że padło na pannę Blackwall. Ubrany w niebieski garnitur, z luźno zarzuconą na ramiona szatą w kolorze ciemnego wina stanął przed drzwiami. Ponownie odetchnął, przeczesał palcami włosy, odgarniając wszystkie do tyłu, po czym zapukał, przywołując na usta sympatyczny uśmiech, któremu nie sposób było się oprzeć. Dżentelmen w każdym calu, pierwsze wrażenie było najważniejsze. Zamierzał się kulturalnie przedstawić w pierwszej kolejności, nie pomijając uczonego przedmiotu z dodatkiem subtelnego komplementu w dobrym guście. Ach, to wychowanie Brytyjczyka rodem ze starych opowieści.
Zobacz profil autora
Belinda Blackwall
avatar
Nauczyciel
Data przyłączenia : 01/09/2014
Liczba postów : 26
Skąd : Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Gabinet panny Blackwall   Sro Gru 17, 2014 10:52 pm

Belinda właściwie nie miała na co narzekać od samego rana – nie zaspała na śniadanie, jak zwykle jej się to zdarzało, nie potknęła się o żadne z pudeł, w których trzymała swoje drogocenne kolekcje, na zajęciach z pierwszorocznymi zdarzyło się tylko kilka zdartych łokci i kolan... Wynik cokolwiek świetny, jak na pozwolenie bandzie młodych żółtodziobów wziąć miotły w ręce. Lekcje zazwyczaj pozostawiały czarownicę w dobrym humorze, w końcu lubiła uczyć, a fakt że głównym środkiem dydaktycznym na jej zajęciach były pochwały i dodatnie punkty sprawiał, iż uczniowie również darzyli ją sympatią. Panna Blackwall prowadziła całkiem satysfakcjonującą egzystencję spełniając się w swoim zawodzie oraz mając na oku Samuela – tylko czasami dopadał ją moment przygniatającej nostalgii, gdy stara kontuzja w ramieniu odzywała się tępym, odległym bólem przypominającym dlaczego musiała opuścić swoją drużynę quidditcha. A byli tak blisko pucharu.
Nie spodziewając się żadnych gości i nie mając żadnych obowiązków czy więcej lekcji, które domagałyby się jej natychmiastowej uwagi, czarownica rozpuściła ciemnorude włosy z ciasnego koka, strój do latania zamieniła na wygodną szatę i siadła przed akwarium ustawionym na biurku. Kraken, nieduża ośmiorniczka mieniąca się jak żywy szmaragd była jej dumą i chlubą, na którą kilka miesięcy temu wydała pół wypłaty w Magicznej Menażerii. No cóż, było warto – oglądanie jak poruszał leniwie mackami było zajęciem wysoce terapeutycznym i rozrywkowym. Próbowała go nawet uczyć sztuczek, ale wciąż nie reagował na wypowiadane coraz bardziej sfrustrowanym głosem „siad” i „waruj”. Potrafił tylko pływać od ścianki do ścianki i żarłocznie pochłaniać wszystko, co wpadło do jego akwarium, a co nie było palcami Belindy. Tak jak teraz, gdy panna Blackwall nachyliła się nad zbiornikiem, biorąc pupila w dłonie. Mokry i śliski odrzuciłby większość co wrażliwszych osób, ale ona w jakiś pokrętny sposób preferowała swojego Krakena nad każdego mięciutkiego Puszka i Fafika. Usadowiła ośmiorniczkę na ramieniu, gdzie natychmiast przyssała się do szyi i ubrania czarownicy, skutecznie mocząc w tym miejscu jej szatę.
Belinda zamierzała siąść z książką w fotelu, gdy ktoś zapukał do jej gabinetu. Kobieta zmarszczyła lekko brwi, na moment wydymając usta w dzióbek – a kogóż to przywiało...
- Proszę! - zawołała na tyle głośno, by było ją słychać po drugiej stronie drzwi.
Zobacz profil autora
William Lewis
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 22/05/2014
Liczba postów : 50
Skąd : Wielka Brytania.

PisanieTemat: Re: Gabinet panny Blackwall   Nie Sty 04, 2015 1:23 am

Przez moment pomyślał, że może nikogo nie ma - albo jest zajęty, a ona tak nachodzi bez zapowiedzi. Co, jeżeli przerwał właśnie coś ważnego? Albo obudził kogoś, przerwał odpoczynek? Myśli znowu zaczęły wędrować po niebezpiecznych, pełnych stresu i niepewności równinach brytyjskiego umysłu, który oddałby ostatnią paczkę herbaty, byleby kogoś uszczęśliwić. "Spokojnie, William, weź się w garść, no Alex faktycznie wpakuje cię do skrzydła szpitalnego. Nie dasz się nafaszerować środkami uspokajającymi, co to, to nie." Wdech i wydech, czynność powtarzana kilkukrotnie względnie go uspokoiła, choć każda sekunda zdawała się trwać godzinę.
"Proszę", które usłyszał zza drzwi przywitał jak najznakomitszy chór anielski. Było blisko, a światłość spłynęłaby na niego z sufitu. Zamiast tego po prostu uśmiechnął się szeroko, poruszył ramionami na rozluźnienie i nacisnął klamkę. Powoli wsunął do pomieszczenia najpierw głowę, chcąc zorientować się w sytuacji nauczycielki. Stała tuż przy fotelu z książką w dłoni i zmarszczonymi lekko brwiami. Skinął głową, unosząc jedną brew, co w jego przypadku potrafiło nadać twarzy przepraszający wyraz.
- Witam, panno Blackwall. - zaczął, gratulując sobie w duchu zapamiętania nazwiska z tabliczki na drzwiach. - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Bardzo przepraszam, jeżeli jednak w czymś przerwałem. Moje nazwisko Lewis William, jestem nowym nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią.
Odważył się na to, by wejść do środka, zamykając za sobą drzwi bez żadnego niepotrzebnego hałasu. Kobieta sprawiała dobre pierwsze wrażenie, miała sympatyczną twarz i spojrzenie. Była młoda, ale wydawała się być równie pewna siebie co starsi nauczyciele. Miał nadzieję, że wygląd odpowiada jej charakterowi, bo jeśli nie to mogło się zrobić niezręcznie.
Postąpił kilka kroków do przodu, zachowując jednak bezpieczną odległość od drzwi - co by się szybko ulotnić w razie potrzeby. Na pierwszy rzut oka gabinet nauczycielki wydawał się bardziej przypominać wielki schowek, zupełnie jak pokój kogoś kto jest tuż przed lub po wyprowadzce i dopiero co przytargał ostatnie pudło z rzeczami. Mimo tego artystycznego nieładu gabinet wydawał się być przytulnym miejscem, gdzie zawsze możesz w świętym spokoju usiąść z filiżanką herbaty i ulubionym ciastkiem, a nawet zły dzień nie był w stanie zmienić atmosfery. Wzrok przykuwało duże akwarium, jednakże Lewis nie dostrzegł w nim ani jednej ryby. Może kobieta lubiła wodę samą w sobie? Relaksujące.
- Zawitałem do pani w konkretnym celu. To mój pierwszy raz jako nauczyciel i przyznam się szczerze, że jestem nieco stremowany. - zaczął, utrzymując na twarzy uśmiech zbawiający ludzkie dusze. Podrapał się po szyi w wyrazie zakłopotania, nie spuszczając wzroku z rozmówcy. - Pomyślałem, że może ktoś bardziej doświadczony mógłby zdradzić mi podstawowe zasady, może parę wskazówek jak nie dać się wyrzucić przy pierwszej oka... Czy to jest ośmiornica?
Dopiero teraz dostrzegł niewielkie, morskie stworzenie przyssane do szyi Belindy, jakby całym swoim ciałkiem mówiło "moje". Jego oczy rozbłysły i nim się obejrzał już stał metr od rudowłosej.
- Fenomenalna, pierwszy raz się spotykam z takim pupilem. - dodał przyglądając się ośmiorniczce. - Pewnie ma groźne imię jak Cthulhu czy Kraken.
Zobacz profil autora
Belinda Blackwall
avatar
Nauczyciel
Data przyłączenia : 01/09/2014
Liczba postów : 26
Skąd : Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Gabinet panny Blackwall   Nie Sty 04, 2015 6:08 pm

Mężczyzna, który najpierw wsunął głowę do jej gabinetu, a dopiero potem pozwolił reszcie ciała przekroczyć próg, od pierwszej chwili sprawiał miłe wrażenie. Wyrażał się z rzadko spotykaną, niewymuszoną uprzejmością i jeśli czuł choć odrobinę zakłopotania, dobrze maskował je za uśmiechem. Gdyby osobiste preferencje Belindy nie kazały spoglądać jej przychylniejszym okiem na kobiety, pan Lewis zapewne w tempie ekspresowym, bez zbędnych pytań znalazłby się na celowniku czarownicy. Nie dość, że dobrze wychowany, to jeszcze przystojny i jeśli tylko sądzić po profesji, inteligentny. Prawdopodobnie zajęty. Oby, bo takie geny należało przekazywać dalej.
Czarownica zamknęła trzymaną w dłoniach książkę, szybko ścierając z twarzy wszelkie oznaki niezadowolenia wywołane zmianą jej planów – ta wizyta mogła okazać się dużo ciekawsza niż dalsze losy Ulfryka Borsuczych Gaci.
- Miło mi – wtrąciła krótkie przywitanie, uznając przedstawienie się za zbędne, skoro mężczyzna już zdawał się znać jej godność. Po coś tabliczka z imieniem i nazwiskiem wisiała na drzwiach. Słuchając powodu jego wizyty, szybko i z gracją wieloletniego sportowca stanęła na chybotliwym stołku, wsuwając trzymaną w dłoniach książkę na jedną z wyższych półek regału zajmującego prawie całą ścianę. Kraken ani drgnął, bezpiecznie przyssany do swojej pani. Stając z powrotem na pewnym gruncie i szybko otrzepując dłonie z kurzu (definitywnie powinna w końcu wysprzątać swój gabinet), otwierała już usta, by z uśmiechem zapewnić Williama, że wylecenie z posady nauczyciela wcale nie było tak prostą sztuką, gdy czarodziej dostrzegł jej oślizłego pupila. Czy on właśnie wyraził zachwyt nad mackowatą glorią Krakena i podszedł bliżej, by się przyjrzeć? Śniła, czy ktoś faktycznie docenił jego piękno oraz nietuzinkowość? Jeśli Belinda wcześniej dawała mężczyźnie solidne 8/10 w skali pierwszego wrażenia, ocena ta właśnie poszybowała w górę, uderzając prawie w sufit.
Twarz panny Blackwall pojaśniała w tempie iście ekspresowym, policzki zaróżowiły się lekko, a usta rozciągnęły we wdzięcznym uśmiechu.
- Odmiana islandzka – powiedziała z dumą, odgarniając pasmo rudych włosów do tyłu, by ośmiorniczka stała się nieco lepiej widoczna. - Oddycha w wodzie i na lądzie, z wiekiem nabywa coraz większej odporności na zaklęcia, ale jeszcze nie sprawdzałam, czy coś się na nim rozprasza. Wie pan, że mugole mylą je ze swoimi zwykłymi ośmiornicami i podają w restauracjach? Biedactwa – odruchowo pogłaskała koniec zielonej macki, jakby chciała zapewnić pupila, że on nie wyląduje na talerzu.
Pytaniem o imię czarodziej w sposób absolutny i nieco chorobliwy przypieczętował sympatię, jaką obdarzyła go Belinda – nie było odwrotu, już się od niej nie uwolni, nie było takiej opcji.
- Myślałam nad Cthulu, ale został Kraken – przyznała z rozbrajającym uśmiechem, zadzierając nieco głowę, by swobodniej spojrzeć na twarz Williama. - Herbaty? Gdzieś mam tu dzbanek i pudło z puszkami, do wyboru do koloru.
Zobacz profil autora
William Lewis
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 22/05/2014
Liczba postów : 50
Skąd : Wielka Brytania.

PisanieTemat: Re: Gabinet panny Blackwall   Pon Sty 05, 2015 4:20 am

Obserwując reakcje nowo poznanej kobiety, William mógł wywnioskować, że urok dżentelmena i wrodzona uprzejmość odniosły oczekiwany skutek. Uśmiech, który pojawił się na twarzy Belindy dodał otuchy aurorowi, zachęcając do dalszej rozmowy, jednocześnie utwierdzając go w przekonaniu, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Posada w Hogwarcie nie była byle czym wbrew pozorom, w końcu spoczywała na Lewisie odpowiedzialność za przyszłość uczniów. Obrona Przed Czarną Magią zdawała się być coraz ważniejszym przedmiotem w świetle ostatnich wydarzeń mających miejsce w świecie czarodziejów. Morderstwa, Śmierciożercy, ataki - tysiące niebezpieczeństw czyhało na młode dusze poza murami zamku i miał na myśli tylko te czarnomagiczne. Wolał się nie rozwodzić nad cała resztą, bo jeszcze doszedłby do wniosku, że należy zaszyć się w bunkrze i spędzić w nim resztę życia. Popadanie w skrajności nie należało do najlepszych rozwiązań.
Kiedy panna Blackwall rozpromieniła się słysząc uwagi Williama na temat ośmiornicy ten już wiedział co stanowiło oczko w głowie nowej znajomej. Oczywiście nie prawił zbędnych komplementów, by się przypodobać, stanowiłoby to nieodwołalną ujmę na jego honorze Brytyjczyka czystej krwi. To morskie stworzenie, tak inteligentne i na swój sposób ujmujące z wyglądu stworzenie naprawdę go fascynowało, szczególnie, że idealnie pasował do Belindy. Nie zdziwiłby się, gdyby nawet jej patronus majestatycznie poruszał mackami odpędzając dementorów.
- Nie może być, nie godzi się - odparł z przejęciem, przybliżając twarz do Krakena. - Jak to dobrze, że ten maluch znalazł kogoś, kto się nim odpowiednio zaopiekuje.
Spojrzał na rudowłosą z uśmiechem, prostując się i wsuwając dłonie do kieszeni spodni. Rozluźnił się i nawet kręgosłup nie przypominał kija od szczotki. Gdy kobieta zaproponowała mu herbatę tym razem to jego oczy rozbłysły niepohamowanym blaskiem, zdolnym przyćmić ucznia cudem zdającego najważniejszy egzamin.
Herbata. Dużo herbaty. Kupiła go z miejsca i to bez rabatu.
- Przyznam się, że jestem miłośnikiem herbaty i nie pogardzę absolutnie żadnym jej rodzajem. - powiedział ponownie omiatając spojrzeniem pomieszczenie, instynktownie szukając puszek z ukrytym skarbem. Po co złota, bogactwa kontynentów, jeżeli można wypić filiżankę dobrej herbaty? - Byle w dużej ilości, bo to jak narkotyk. Mój przyjaciel często śmieje się, że na tonącym statku najpierw ratowałbym herbatę, potem kobiety i dzieci.
Zaśmiał się krótko, poprawiając szatę na ramionach. To spotkanie najwyraźniej było mu pisane, wszystko szlo perfekcyjnie, wywołując przyjemne uczucie ciepła we wnętrzu mężczyzny. Hogwart nigdy go nie zawiódł i nawet po kilku latach wciąż witał go przyjemnymi niespodziankami i perspektywą zawarcie ciekawych znajomości. Jego pierwszy, prawdziwy dom.
- Jeśli mogę spytać - co panią skłoniło do przyjęcia zawodu nauczyciela? Powoduje mną zaledwie ciekawość.
Zobacz profil autora
Belinda Blackwall
avatar
Nauczyciel
Data przyłączenia : 01/09/2014
Liczba postów : 26
Skąd : Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Gabinet panny Blackwall   Pon Sty 05, 2015 7:29 pm

Zadziwiające jak łatwo zdali się sobie nawzajem przypasować – chyba nawet odrobinę zbyt łatwo. Belinda nie nawykła do tak normalnego podejścia, w oczach współpracowników czy uczniów zawsze uchodząc za wariatkę, która choć sympatyczna, miała nie po kolei w głowie i wszyscy o tym pamiętali. Niezwykle korzystna opinia dla kobiety w wieku lat trzydziestu dwóch, doprawdy. Widocznie gość nie miał jeszcze okazji usłyszeć o niej tego i owego – gdyby wiedział trochę o jej dziecięcym, nieco naiwnym entuzjazmie, maniakalnym magazynowaniu wszystkiego i chichotach w sytuacjach wymagających powagi, zapewne skierowałby kroki do gabinetu kogoś dużo kompetentniejszego. A może nie?
- Panie Lewis, bo się zarumienię – rzuciła swobodnie, prezentując w przerysowanym uśmiechu rząd równych, jasnych zębów. Oparła jedną z dłoni na biodrze, drugą sięgając po różdżkę z jasnego, jabłoniowego drewna. - Magiczna Menażeria raczej by go nie sprzedała do restauracji, prawda Krakenku? - ostatnie słowa skierowała bezpośrednio do pupila, który choć nie wydał żadnego dźwięku, przesunął jedną z krótkich macek na policzek czarownicy. - Widzi pan tego skurczybyka? Reaguje na swoje imię, ale „siad” i „waruj” ignoruje – pokręciła nieznacznie głową, przechodząc do propozycji herbaty. Jak widać utrafiła w dziesiątkę, bo jasnoniebieskie oczy nauczyciela niemal natychmiast rozjarzyły się zadowolonym blaskiem.
- Och, proszę się nie martwić, z wodą nie ma problemu, zaparzymy ile trzeba – rzuciła swobodnie, szybkim accio przywołując do siebie dzbanek zagrzebany w stosie papierzysk. Od czasu, gdy zaczęła tworzyć kolekcję zapełniającą jej gabinet, właśnie ten czar stał się najczęściej używanym. Kto miał czas przekopywać się przez piramidy przedmiotów? - Niech pan sobie siądzie, bez sensu tak stać i kwitnąć – dodała, przechodząc kilka kroków do ustawionej w kącie szafy. Z jej najniższej półki wyciągnęła nieco przykurzony, ale idealnie zachowany skórzany kufer. Chwytając za mosiężną rączkę przysunęła go bliżej Lewisa, w trakcie tej krótkiej wędrówki słysząc pytanie, które choć zadane zapewne z samymi dobrymi intencjami, lekko ubodło. Panna Blackwall postanowiła jednak nie dać tego po sobie poznać, prostując się i otrzepując dłonie z kurzu.
- Przez kilka sezonów grałam w drużynie, a potem tak dostałam tłuczkiem w ramię, że zmniejszyła się moja skuteczność w strzelaniu bramek i z niej wyleciałam – zaczęła, jak najbardziej zwięźle zarysowując sytuację i nie wdając się w zbędne szczegóły. - Pomyślałam, że mogłabym uczyć dzieciaki, jak dosiadać mioteł i oto jestem, czwarty rok w tym samym miejscu. Nic specjalnego ani ekscytującego w tej opowieści – wykonała bliżej niesprecyzowany ruch dłonią, zajmując pozostały jej wolny fotel. Krótkie machnięcie różdżką otworzyło kufer pełen puszek, puszeczek i woreczków pełnych lepiej lub gorzej oznaczonych herbat. - Zawsze mam problem z decyzją, wybór zostawiam panu – rzuciła z lekkim uśmiechem, z artystycznego nieładu gabinetu przywołując jeszcze tacę, dwa spodki z malowanymi filiżankami i słoik z ciastkami. Wszystko zgrabnie opadło na nieduży stolik, a z pękatego dzbanka zaczęła dochodzić dźwięki gotującej wody.
Zobacz profil autora
William Lewis
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 22/05/2014
Liczba postów : 50
Skąd : Wielka Brytania.

PisanieTemat: Re: Gabinet panny Blackwall   Wto Sty 06, 2015 12:04 am

- Wie pani, niektóre zwierzęta przejawiają iście buntowniczy charakterek. - zaśmiał się w odpowiedzi, kręcąc głową z rozbawienia. Wyobrażenie ośmiornicy merdającej jedną z macek, podczas gdy reszta układała się do siadu stanowiło doprawdy fantastyczny patent na poprawę humoru. Nie żeby właśnie tego w tej chwili potrzebował, wręcz przeciwnie, dzięki wspaniałemu towarzystwu Belindy. Chyba sam Shakespear pokierował jego krokami, by dotarł właśnie do tej sympatycznej duszy. Wątpił, aby wśród pedagogów był ktoś bardziej sympatyczny i skory do pomocy drugiemu człowiekowi. A może to jego dobre pierwsze wrażenie zaważyło na reakcji zwrotnej? Możliwe, w końcu William zawsze wierzył, że należy traktować innych tak, jak samemu chciałoby się być potraktowanym. Do tego obowiązkowym elementem był szacunek do płci pięknej. Panie i panowie, oto przed państwem fenomen brytyjskiej krwi - dosłownie fenomen, gdyż mężczyzna nijak nie mógł wynieść tych wszystkich wartości z domu, a sierociniec wbrew wszelki pozorom wydawał się być dalej od bożego kodeksu niż niejeden przytułek w środku najgorszej dzielnicy.
- Najwyraźniej Kraken ma więcej z kota niż psa i reaguje tylko na to, co mu odpowiada. Proszę mi wierzyć, doskonale to znam, moja kocica czasem wręcz rządzi w mieszkaniu. Chyba za bardzo ją rozpieściłem, ale co poradzić. - wzruszył ramionami w wyrazie rezygnacji nad wychowaniem swojej Sachmet. Alex mu kiedyś zwrócił uwagę, że kocica dostaje momentami lepsze jedzenie od połowy Londynu(i może miał rację), ale cóż William miał na to poradzić? Jeśli ktoś dla niego wiele znaczył to miał zamiar zrywać gwiazdki z nieba, byleby dogodzić ponad miarę - obojętnie czy mowa była o zwierzęciu czy przyjacielu.
Usiadł w jednym z foteli, uważając na poły swojej szaty. To prawda, że jego pytanie nie miało żadnych złych intencji i nie spodziewał się odpowiedzi, która padła ze strony kobiety. Speszył się, w duchu strofując samego siebie za ten brak roztropności.
- Przykro mi z tego powodu. Sam czasem żałuję, że w trakcie tych siedmiu lat w Hogwarcie nie spróbowałem dostać się do drużyny. To dobrze, że nie porzuciła pani tej pasji mimo wszystko. Mimo kontuzji i tak będę zawsze pani kibicował. - odparł, chcąc się zrekompensować. Dodał do tego swój lekki, naturalny uśmiech, szerzący ciepło w środku mroźnej zimy. - Uczniowie mają szczęście, że trafili na nauczycielkę z pasją do prowadzonego przez siebie przedmiotu.
Miał nadzieję, że udało mu się wybrnąć z tej przykrej sytuacji. Postanowił porzucić temat, skoro nie należał do najprzyjemniejszych dla Belindy i skupić uwagę na czajniku, urzekających spodeczkach i zawartości kufra, który w oczach Williama jawił się jako piracki skarb, warty podróży przez wszystkie oceany świata. Tyle rodzajów, różnorakich puszek i opakowań. Znaczną większość z nich znał, więc poszukiwał tych obcych, nowych. Uwielbiał odkrywać nowe smaki i kiedy tylko jego wzrok napotkał pudełko z napisem "Sen Nocy Letniej" już nie było odwrotu.
- Shakespear zdecydował za mnie. - powiedział z uśmiechem, podając pannie Blackwall herbatę. - Jak to dobrze znaleźć kogoś, z kim będę mógł odprężać się między lekcjami przy tych wspaniałych naparach. Wbrew pozorom jest to naprawdę trudne. Mój współlokator czasem mnie siła odciąga od herbaciarni w Londynie lub specjalnie wybiera trasy, byśmy przypadkiem na żadną się nie natknęli. - dodał powstrzymując śmiech, jednocześnie sięgając po jedno z ciastek.
Zobacz profil autora
Belinda Blackwall
avatar
Nauczyciel
Data przyłączenia : 01/09/2014
Liczba postów : 26
Skąd : Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Gabinet panny Blackwall   Wto Sty 06, 2015 3:22 am

Zasiadając wygodnie w głębokim fotelu, czarownica poprawiła brzeg sukienki, zrzucając z nagich stóp pantofle i zgrabnie podkurczając pod siebie nogi.
- To miłe z pana strony – powiedziała ze słabo maskowaną wdzięcznością, gdy William komplementował jej zaangażowanie w przedmiot. Może i jej nie znał, ani nie miał okazji obserwować, jak prowadziła swoje zajęcia, ale nie umniejszało to wartości dobrych słów, jakie kierował w stronę panny Blackwall. Nawet, gdyby okazało się później, że należało to do jego standardowe sposobu zachowania, czarownica chyba nie potrafiłaby w sobie wykrzesać zirytowania. Ten człowiek miał w sobie zwyczajnie za dużo ujmującego czaru. - Wszystkie miotły trzymam pod kluczem w składziku, ale proszę bez wahania do mnie pukać, gdyby odezwała się potrzeba latania – zaproponowała, odwołując się do wspomnianej, niespełnionej ambicji grania. - Nigdy nie jest za późno, by robić to, co sprawia radość.
Zawsze była tego zdania, nawet gdyby William okazał się zgrzybiałym staruszkiem po sześćdziesiątce, zachęcałaby go do tego równie mocno, co w stanie obecnym. Całe szczęście, że do Hogwartu uczęszczały dzieci oraz nastolatkowie w pełni sił, bo byłaby odpowiedzialna za całą gamę ciekawych kontuzji. Wyskakujące biodra, przypadkowe połknięcia sztucznych szczęk i tym podobne...
Przejmując podawaną puszkę, uśmiechnęła się nieznacznie.
- Ten sam od opowieści z tonącym statkiem? - spytała, wsypując do zaparzacza w dzbanku dwie łyżeczki sypkiej herbaty i zamykając naczynie. - Pewnie nie widzi też różnicy między torebkami a liśćmi?
Pokręciła lekko głową, unosząc dłonie do szyi i delikatnie odklejając od niej ośmiorniczkę. Pupil zaczynał ją lekko łaskotać mackami, a to zazwyczaj znaczyło, że znudziła mu się aktualna pozycja i czas na zmianę. Póki co kolana musiały mu wystarczyć, bo czarownicy ani odrobinę nie chciało się w tym momencie wstawać, by ponosić go w słoiku po zamku czy błoniach. Szczególnie zdawał sobie upodobać okolice jeziora, ale nie zamierzała próbować go tam wpuszczać.
Zobacz profil autora
William Lewis
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 22/05/2014
Liczba postów : 50
Skąd : Wielka Brytania.

PisanieTemat: Re: Gabinet panny Blackwall   Wto Sty 06, 2015 7:44 pm

Jak mógł inaczej zareagować na jej propozycję pomocy w postaci użyczenia miotły? Z każdą chwilą czuł coraz silniejszą nić sympatii między nimi i chociaż było to dopiero ich pierwsze spotkanie, Brytyjczyk miał dobre przeczucie. Często słyszał od innych, że optymizm i wiara w ludzi go zgubią, jednakże póki co było wręcz przeciwnie. Nie miał na co narzekać w życiu, nawet na sierociniec, gdzie przecież poznał Alexa. Wbrew złośliwym opiniom nie był też naiwny czy głupi. Kierował się prostą zasadą "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe" i nie oznaczało to wcale, że nie potrafił wyciągać wniosków czy odsuwać od siebie ludzi o negatywnym wpływie czy po prostu tych, którzy go zawiedli. Był skłonny do dawania drugiej szansy, ale nie należało przyjmować tego za pewnik. William bowiem oceniał innych pod kątem skruchy i szans na poprawę, z pustego i Salomon nie naleje.
- Zapamiętam i jestem wdzięczny za tą uprzejmość. Chętnie skorzystam w wolnej chwili, szczególnie, że w wirze nauki i pracy nawet nie kupiłem własnej. Powinien to chyba uczynić przy następnej wizycie na Pokątnej. Może by mi pani coś doradziła? I proszę mówić mi William. - powiedział z uśmiechem, zauważając, że przez cały czas mówią do siebie per "pan" i "pani". Belinda była starsza od niego, więc nie miał nic przeciwko tytułowaniu jej w ten sposób, jednakże sam preferował luźne relacje, nie usztywnione tytułami, o ile nie było to niezbędne.
Na uwagę o odróżnianiu herbaty przytaknął kobiecie tak energicznie, że gesty mogły w zupełności wystarczyć zamiast słów.
- Dokładnie tak. Raz zrobił mi herbatę z torebki. Nie rozmawiamy o tym dniu po dziś dzień. - ponownie parsknął śmiechem, jednocześnie w głosie aurora czaiła się powaga odradzająca bagatelizowanie problemu. Wspomnienie tamtego dnia wciąż było intensywne, zresztą czemu się dziwić? Przez prawie dwa tygodnie traktował Alexa w taki sposób, że niejeden Ślizgon by mu przyklasnął. Oczywiście potem przez kolejnych parę dni przepraszał za swoje zachowanie, ale uraz nigdy już nie zniknie z głowy młodszego aurora. Raz na czas Lewis rzuca mu nazwę tamtej herbaty, by zobaczyć bezcenną minę przyjaciela, rekompensując się potem obiadem lub ulubioną pizzą.
Nie mógł się napatrzeć na Krakena i to, w jaki sposób Belinda o niego dbała. Obserwując tę dwójkę miało się wrażenie, że na kolanach leżał mały kot, gdyż interakcja polegała na tym samym. Chyba poczyta więcej na temat tych niesamowitych, a tak niepozornych stworzeń.
- Wspomniała pani, że pracuje tu już czwarty rok. Może są jakieś rady, o które taki początkujący nauczyciel jak ja mógłby prosić? Kogo unikać, z kim można porozmawiać i tym podobne. Z uczniami pewnie sam sobie poradzę, najlepiej będzie ich poznawać z czystą kartą - chyba, że jest ktoś wyjątkowy.
Zobacz profil autora
Belinda Blackwall
avatar
Nauczyciel
Data przyłączenia : 01/09/2014
Liczba postów : 26
Skąd : Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Gabinet panny Blackwall   Czw Sty 08, 2015 7:42 pm

Dla osób, które bezpodstawnie nie okazywały jej wrogości i znosiły drobne dziwactwa, panna Blackwall była indywiduum bardzo prostym w obsłudze. Pogodna, momentami trochę zbyt gadatliwa, z wrodzonym wdziękiem potrafiła odciągać myśli rozmówców od nieprzyjemności dnia codziennego i kierować je ku nieco jaśniejszym terytoriom.
- W porządku, William – przytaknęła na propozycję zwracania się do niego po imieniu, przekrzywiając lekko głowę i wprawiając burzę rudych włosów w ruch. - Ale zostawmy też tę panią, czuję się przez nią jak stara, zgrzybiała matrona. Bela wystarczy. Można się zgubić w tej tytulaturze – westchnęła cicho, zastanawiając się, jak najlepiej odpowiedzieć na pytanie odnośnie kupna miotły. Dawno nie miała okazji dyskutować o zaletach poszczególnych modeli, większej lub mniejszej przydatności coraz liczniejszych akcesoriów. Musiała się prawie fizycznie powstrzymywać, by nie zalać mężczyzny słowotokiem, choć uderzył tak blisko tematu, na który posiadała wiedzę zbyt rozległą jak na spokojną, krótką rozmowę przy herbacie.
- Najpierw musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, do czego będzie ci ta miotła potrzebna – zaczęła, nieco mocniej zapadając się w wygodny fotel. - Podróże krótko czy długodystansowe, gra w quidditcha czy coś bardziej rekreacyjnego? Producenci mioteł uwielbiają piać, że to właśnie ich modele spełnią nawet najbardziej wymyślne oczekiwania, ale tak szczerze mówiąc, jak coś jest do wszystkiego, to tak naprawdę jest do niczego. W tej chwili Nimbusy dostają najlepsze recenzje, ale jeśli szukasz czegoś dobrze wyważonego, z przyzwoitą prędkością, co nie opróżni skrytki w Gringocie, to polecałabym Zmiatacza. Trójkę albo czwórkę, zależy ile dokładnie chcesz wydać.
Spokojnie parzący się wywar wypełniał gabinet przyjemnym aromatem zielonej herbaty, lasek cynamonu i pomarańczy. Dzbanek samoistnie, bez wyraźnego polecenia napełnił dwie filiżanki, które na krótki moment pokryły się po wierzchu szronem, studząc zawartość na tyle, by wciąż była ciepła, ale nie parzyła. Wspaniała rzecz, czarownica uwielbiała te elementy swojej zastawy – w myślach wciąż dziękowała siostrzeńcowi za ten prezent na urodziny kilka lat temu.
Kraken przesadzony z ramienia na kolana wydawał się usatysfakcjonowany zmianą. Przestał się wiercić i szukać drogi zejścia, a zamiast tego leżał spokojnie, zwieszając kilka macek. Palce panny Blackwall lekko musnęły jego śliskie ciałko w geście, który dla obserwatora mógł wydawać się nieco dziwny, ale w założeniu był taką samą pieszczotą jak głaskanie kociego futerka czy sowich piór. Czarownica upiła łyk ze swojej filiżanki.
- Przede wszystkim nie wierzyć opinii woźnego – powiedziała od razu, gdy z ust Williama padło pytanie o rady. - Przepraszam, że tak ostro, ale jego słowa o uczniach są po prostu krzywdzące. Szuka w nich najgorszego, a jeśli nic nie znajduje, to wymyśla – na moment zacisnęła usta w wąską linię, wyraźnie wzburzona tą jawną niesprawiedliwością i zamachem na dobro szkolnej gawiedzi. - Dyrektor to złoty człowiek, ale często jest zajęty, z pytaniami możesz się zwracać do profesor Odinevy albo panny Lacroix, wydaje się trochę straszna, ale to bardzo zorganizowana i inteligentna kobieta. Kto jeszcze... Ja też oczywiście pomogę – ciągnęła, odstawiając swoją herbatę. Kropla chlapnęła jej na sukienkę, gdy bezwiednie zaczęła gestykulować rękami. - A o uczniach nie powiem nic złego. Może tylko podszepnę, żeby trochę uważniej patrzeć na ślizgońskich chłopców. Mają tendencję do siania zamętu.
Zobacz profil autora
William Lewis
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 22/05/2014
Liczba postów : 50
Skąd : Wielka Brytania.

PisanieTemat: Re: Gabinet panny Blackwall   Wto Sty 13, 2015 1:25 am

Zaśmiał się na jej uwagę o tytulaturze i chcąc, nie chcąc musiał przyznać jej rację. Nie przeszkadzało mu używanie określenia "pani" w stosunku do Belindy, gdyż było to dla niego naturalne, tak został wychowany, a raczej sam się wychował. Był dzieckiem zadziwiająco podatnym na pozytywne wpływy książek czy po prostu innych ludzi. Obserwował starszych od siebie, oglądał filmy, jeśli tylko mu się to jakimś cudem udało, dużo czytał - nie do wiary ile książek ludzie wyrzucali. Tak oto w wyniku losowych zdarzeń powstał dzisiejszy William Lewis czyli uosobienie dziewczęcych marzeń o brytyjskim księciu na białym koniu. Prawda, szkoda nie przekazać dalej takich genów, jednakże jak na złość żadna potencjalna wybranka serca nie zjawiała się na horyzoncie.
- No dobrze, Belindo. Za nic określenie starej matrony do ciebie nie pasuje, wręcz przeciwnie. - odparł z uśmiechem, po czym w skupieniu wysłuchał jej porad dotyczących mioteł. Już od pierwszych słów mógł stwierdzić, że pociągnął odpowiednią dźwignię. Kobieta znała się na temacie i najwyraźniej uwielbiała o tym mówić. Z chęcią i uwagą kodował wszystkie informacje, jednocześnie podziwiając jej obeznanie w temacie. Prześledził jej wstępne rady pod kątem zastosowań mioteł i przyrównał do swojej skromnej osoby, notując w głowie nazwy mioteł na przyszłość.
- Na quidditcha już dla mnie za późno, szczególnie, że posada aurora zabiera sporo czasu, co dopiero będąc do tego nauczycielem. Ale jeśli masz tak dobre zdanie o Zmiataczu trójce lub czwórce to jestem skłonny w pełni zaufać twemu osądowi. W końcu kto będzie się na tym lepiej znał. - odparł, mrugając po końcowej uwadze. Zrobił to z sympatycznym uśmiechem, nie nachalnie. Pomówi z Alexem, może oboje sprawią sobie po nowej miotle? No i święta są bliżej niż dalej, więc zawsze mógł go zapędzić w kąt wspominkami o Liptonie. No dobrze, nie uczyni tego, ale wizja była niezwykle zabawna.
Przez moment obserwował jak filiżanki napełniają się herbatą, by w następnej chwili z podziwem odnotować ciekawe właściwości zastawy panny Blackwall. Kiedy szron zniknął chwycił filiżankę, by spróbować naparu. Ach, w końcu ktoś kto potrafił przyrządzić prawdziwą herbatę. Alex miał szczere chęci, ale mimo wszystko wolał wrzucić torebkę do kubka, szczególnie, gdy jest zajęty. Wysłuchiwał jej porad w dziedzinie życia szkolnego, co jakiś czas przytakując, gdy uznał, że dana informacja jest ważna lub unosił brwi, kiedy coś go zaskoczyło. No cóż, woźny się nie zmienił, więc w jego kwestii będzie raczej wiedział co począć.
- Profesor Chantal i profesor Odineva, zapamiętam. Do ciebie też pewnie będę często przychodził, Belindo, szczególnie gdy zaopatrzę się w nową miotłę. Mogłabyś mi pomóc przypomnieć sobie stare, dobre czasy. - zaśmiał się, po czym upił kolejnych kilka łyków herbaty. - Zaś co do kwestii Ślizgonów...
Przerwał, gdy do gabinetu wpadło nic innego jak...patronus. Błękitno-biała surykatka przebiegła w powietrzu, zatrzymując się przed Williamem, w którym utkwiła paciorkowate oczy. Wyglądała uroczo, dopóki nie rozległ się głos osoby, którą Lewis bardzo dobrze znał - jak znaczna większość aurorów. Jared Wilson bez ogródek przekazał mu krótka informację o stanie Alexa i jego położeniu, co sprawiło, że Brytyjczyk zamarł na moment, z kamienną twarzą wysłuchując komunikatu do końca. Gdy tylko patronus zniknął odłożył filiżankę i wstał z fotela.
- Proszę mi wybaczyć, ale niestety, muszę już iść. Jared słynie z wielu...ekscentrycznych i ekstremalnych pomysłów i wolę jak najszybciej ocenić w jak bardzo złym stanie jest mój przyjaciel. Mam nadzieję, że niedługo znów się spotkamy i tym razem nic nieprzyjemnego nie przerwie naszego spokojnego spotkania. - powiedział szybko, po czym uśmiechnął się przepraszająco. - Jeszcze raz proszę o wybaczenie. Miłego dnia, Belindo. Bardzo miło było cię poznać.
Ukłonił się jak na dżentelmena przystało, po czym szybkim krokiem opuścił gabinet nauczycielki latania. Na Hamleta, nadejdzie dzień, gdy nawet anielska cierpliwość Williama wyczerpie się w konfrontacji z pomysłami Jareda.

z/t
Zobacz profil autora
Belinda Blackwall
avatar
Nauczyciel
Data przyłączenia : 01/09/2014
Liczba postów : 26
Skąd : Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Gabinet panny Blackwall   Sob Sty 24, 2015 6:06 pm

Oczywiście wszystko co dobre, nie mogło trwać w nieskończoność – było to jedno z tych niepisanych praw wszechświata, których szczerze nienawidził chyba każdy człowiek. Kilka chwil w niespodziewanym, ale niezwykle miłym towarzystwie przy herbacie mogłoby się zdarzać nieco częściej. Nie żeby Belinda czuła się samotna w hogwardzkim zamku, nic z tych rzeczy. Ot nowa twarz w nauczycielskim gronie szybko i skutecznie urzekła czarownicę.
Widok surykatki zostawiającej za sobą świetliste smugi był cokolwiek fascynujący, ale kobieta nie przypominała sobie nikogo znajomego o takim kształcie patronusa. Wszystko się wyjaśniło, gdy zwierzę przemówiło z wiadomością do Williama – pannie Blackwall nie pozostało nic poza milczeniem i spokojnym upiciem łyka ze swojej filiżanki oraz obserwacja zmian na twarzy jej gościa. W mgnieniu oka zniknął z niej wcześniejszy uśmiech zastąpiony skupieniem, zmarszczką strapienia.
- Nic nie szkodzi, moje drzwi są zawsze dla ciebie otwarte. I wzajemnie – z delikatnym uśmiechem pożegnała czarodzieja, a gdy z powrotem została sama w gabinecie, odetchnęła cicho, spoglądając w trzymane naczynie. Choć wcześniej pragnęła ciszy, nagle zaczęła jej przeszkadzać, wwiercać się w uszy. Z nieeleganckim, nie pasującym do kobiety w jej wieku siorbnięciem wypiła resztę herbaty, po czym zdjęła Krakena z kolan. - Idziemy na spacer - zarządziła, wpakowała ośmiorniczkę do jej ulubionego słoika i opuściła gabinet.

[z/t]
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Gabinet panny Blackwall   

 

Gabinet panny Blackwall

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Gabinet panny Guardi
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Ministra Magii
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-