IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Zielone drzwi [Patronus]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Resa Anderson
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 392
Skąd : Clonmel, Irlandia

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Czw Sty 08, 2015 11:15 pm

Skłamałabym gdybym powiedziała, że Resa szła na lekcję z duszą na ramieniu, ba, ona się z tego cieszyła. Lubiła być zaskakiwana, a Wilson potrafił sprawiać wyjątkowo niespodziewane niespodziewanki, ku jej uciesze. Radośnie pokonywała korytarze, którymi oddalała się od cieplarni numer ileś tam, a zbliżała do zapuszczonej i opuszczonej sali, którą Wilson sobie wypatrzył. Niestety biedna Anderson nie zmiarkowała się, że zegarek, który nosiła na ręce spóźnia się o dziesięć minut. Już widok jej nazwiska na liście, nazwiska, które wydawało się jakieś takie... blade nieco ją zdziwiło, ale uniosła tylko brew i poprawiła je, podpisując się jak należy.
Starannie wpisała się więc na listę i wpadła do środka, radośnie nucąc pod nosem.
- Dzieeeeń....... - zaczęła głośno,licząc, że w środku będzie tylko Hall i kilkoro uczniów. O, jakże się pomyliła. Wiadomo jak to jest, skupił się na niej wzrok wszystkich obecnych, w tym ten jeden, który zdawał się parzyć jej skórę, pełen wyrzutu i niechęci. Uśmiechnęła się głupkowato i spojrzała na zegarek. - Ale przecież jest siedemnasta dwadzieścia trzy, zaczęliśmy wcześ...niej? - zająknęła się i postanowiła zamilknąć, by nie pogrążać się już bardziej. Niech by szlag trafił te zegarki, od zawsze ma z nimi problemy. Może magia wpływała dziwny sposób na te mugolskie prezenty od ojca? Będzie musiała to wybadać. Zdążyła rzucić Thetis spojrzenie otoczonej przez wilki owieczki.
- Ja... przepraszam. Wylatuję? - spojrzała na Wilsona z niepokojem, choć nie w jej stylu było odpuścić tak łatwo... może uda jej się go jakoś przekonać.
W ogóle nie zauważyła kremowego piwa, była zbyt pochłonięta obserwowaniem reakcji Wilsona. I może to dobrze, bo na pewno wypiłaby szklaneczkę na uspokojenie, a miała wyjątkowo słabą, nieprzyzwyczajoną do alkoholu głowę.


/Wbrew mojemu PW postanowiłam napisać, zrobisz z tym co zechcesz, na pewno się nie obrażę jak mimo wszystko mnie wyrzucisz, bo masz do tego pełne prawo ;)
Zobacz profil autora
Vincent Pride
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 17/06/2014
Liczba postów : 234
Skąd : Orlean, Francja

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Pią Sty 09, 2015 2:01 am

Kolejni uczestnicy zajęć pojawiający się w klasie przykuwali jego uwagę na dwie sekundy, by po chwili zostać zignorowanymi, o ile nie zaintrygowali czymś Pride'a. Ale czym w sumie mogliby to uczynić? Spojrzawszy na Skai prawie prychnął z pogardą, wspominając jakie "postępy" poczyniła na poprzedniej lekcji. Mdlejące niewiasty bardziej pasowały do legend o smokach czy rycerzach w lśniącej zbroi, a nie towarzystwa aurora z sadystycznymi zapędami. Dodatkowy fakt, iż był jej ojcem sprawiał, że cała sytuacja zyskiwała komicznego wydźwięku na miarę profesjonalnego kabaretu. A propos ojca - właśnie te ich koligacje rodzinne były główną przyczyną spokojnego Vincenta. Cały czas dopracowywał jeden, szczególny plan - niech wszyscy mają go za przykładnego ucznia, nie może dać im do ręki ani jednego argumentu świadczącego na jego niekorzyść. Zadziałało w przypadku Arii, zadziała i tutaj. Prędzej czy później.
Na spóźnialską nawet nie spojrzał, preferował osoby ceniące sobie czas - zarówno swój jak i innych - i nie rozumiał dlaczego Wilson pokusił się o ten odruch miłosierdzia. Rychło w czas, tylko to przychodziło mu do głowy. Nie spodziewał się także, że ten odezwie się stricte do niego zaraz po tym jak zadbał o lepszy rodzaj trunku. No proszę, zaczęli już zapamiętywać jego skromną osobę, jakie miłe początki fundowała mu ta szkoła.
Uśmiechnął się, poruszając nadgarstkiem, by wstrząsnąć lekko piwo w butelce. Nie zamierzał go już brać do ust, nie po tym pierwszym łyku. Jego francuskie korzenie ze stażem w Durmstrangu cierpiały na tym. Minęła krótka chwila zanim odpowiedział, gdyż określenie "Drops" skonfundowało go na tyle, że musiał w tempie ekspresowym zanalizować w głowie co autor miał na myśli.
- Piwo macie paskudne i przyznam szczerze, że nie zamierzam go nigdy więcej brać do ust. - zaczął wyraźnie w dobrym humorze, bez cienia strachu czy chociażby niewielkiej tremy w obliczu postaci Jareda. - Za to whisky polubiłem, tym możecie się chwalić za granicą. Zapewne zabiorę ze sobą skrzynkę lub dwie do domu.
Spojrzał ponownie na butelkę piwa, by następnie ją odstawić i wziąć na jej miejsce ognistą. No, teraz lepiej. Może zacznie lubić tego gburowatego mężczyznę za to obudzenie dobrych wspomnień z poprzedniej szkoły. Wypił duszkiem to, co dostał, by następnie spojrzeć Jaredowi prosto w oczy.
- Mogę wypić i cała butelkę whisky, ale do tego kremowego świństwa mnie pan nie zmusi. - dodał z nieco szerszym uśmiechem i elektryzującym błyskiem w błękitnych oczach. Wiedział co mówi, a chcąc czy nie, jego odporność na alkohol nie była niska. Pił z Rosjanami i nie zostawał prawie w tyle, a to coś znaczy(prawie, bo mimo wszystko Rosja to stan umysłu i poziom nie do osiągnięcia dla ludzi innych narodowości).
Zobacz profil autora
Jared Wilson
avatar
Auror
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 443
Skąd : Pokój w Dziurawym Kotle.

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Pią Sty 09, 2015 8:25 am

Podrapał się po brodzie,na której wyhodował sobie trochę zarostu. Oparł się o biurko nauczycielskie i patrzył na Mongerstern. Przelotnie spojrzał na spóźnioną gryfonkę, która zdążyła w ostatniej chwili wpaść do klasy.
- Nie, ale poniesiesz konsekwencje. - mruknął od niechcenia, nie odrywając ślepi od niesfornej Krukonki. Założył różdżkę za ucho i zaczął podwijać rękawy szaty do łokci.
- Okej, koniec uprzejmości. Moje polecenie brzmi: wypij piwo kremowe. Anderson też. Natychmiast. To niezbędne do prowadzenia lekcji, a jeśli któraś z was nie posłucha mojego polecenia... - zaczął podwijać drugi rękaw odsłaniając nabite czarne ręce. - ... użyję siły. - te dwa słowa powiedział, jakby bardzo chciał je wprowadzić w życie i potraktować tak koszmarne ucznia. Nie spojrzał ani razu na Skai dobrze wiedząc, że to, co się działo na pierwszych zajęciach to nic w porównaniu z tym, co się może stać teraz i później.
Pokiwał głową z uznaniem Pride'owi, patrząc jak brązowy alkohol znika ze szklanki.
- Polecam, ale nie zabieraj tego, co właśnie przełknąłeś. - wziął różdżkę do ręki i zaczął się nią bawić, prostując sylwetkę. Lista obecności zwinęła się w rulon i położyła się na biurku. Nazwisko gryfońskiego dziewczęcia miało już na zawsze pozostać blade. Jako ostrzeżenie.
- Jak się zgodnie wszyscy zdziwiliście, piwo to był podstęp. - odezwał się głośniej, swoją postawą informując, że obie dziewczyny zostaną zmuszone do wypicie piwa, które nie jest tylko piwem. - Pride, masz zaburzone odruchy samozachowawcze. Rozumiem wzięcie piwa od Halla, ale ode mnie to oznaka za przeproszeniem głupoty. - podszedł spacerkiem do ucznia i wziął od niego pustą szklankę. Nie wyglądał jednak na jakoś szczególnie wściekłego, a jakby się spodziewał, że ktoś wywinie tego pokroju numer.
- Whisky również nie było czyste. W ramach nauczki na przyszłość ani ty, ani panna Morgenstern i Anderson nie otrzymacie antidotum na koniec zajęć. - kącik jego ust zadrgał od śmiechu. -Gdyby Voldemort zaprosił ciebie na herbatkę, nie wziąłbyś jej do ust, co? Tak samo tutaj. Nie ufasz, nie pijesz. - wyjaśnił krótko, bez krztyny wyrzutów sumienia. Wyglądał, jakby się świetnie bawił, a przedstawienie ma się dopiero zacząć. Równie niespiesznie wrócił do biurka i usunął whisky, pozostawiając jedną butelkę piwa dla gryfonki. Zaciągnął się tytoniem przedłużając tę dramatyczną pauzę.
- Stańcie w półkolu. Każde z was będzie ćwiczyć teraz inkantację i ruch nadgarstka. Niańka niech będzie tak dobry i zademonstruje jak ma wyglądać patronus. - skinął na Halla, póki co nie tłumacząc co było w piwie, co się będzie z nimi działo i co się stanie, jeśli ktoś nie weźmie odtrutki. Mieli jakieś... dziesięć minut zanim cokolwiek się wydarzy. Tymczasem Jerry podszedł do Mongerstern i uniósł brew,nakazując jej wypicie piwa. Konsekwencje mogą być niefajne.

Na posty czekam do jutra do godziny 13.
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 21/05/2014
Liczba postów : 431
Skąd : Plymouth, Anglia

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Pią Sty 09, 2015 1:31 pm

I względnie przyjemną atmosferę na wstępie trafił szlag. Nie było to bardzo dziwne zjawisko, ale wciąż pozostawiało jakiś niesmak. Alex tylko cieszył się w duchu, że większa część grupy bez problemów wzięła od niego piwo z dodatkiem, który wcześniej sam warzył i (niezbyt dobrowolnie) testował. Załatwili sobie w ten sposób możliwość uzyskania antidotum, a to na pewno nieco rozjaśniało perspektywy na miłe spędzenie czasu po zajęciach. Reszta, w tym ich grupowy rodzynek... No cóż. Tak jak powiedział Wilson, chłopak powinien mieć lepiej rozwinięty instynkt samozachowawczy. To nie tak, że widział Jareda po raz pierwszy i nie widział wcześniej, jak się zachowywał. Ba, Hall dzielił z nim profesję, a i tak nie darzył mężczyzny zbyt wielkim zaufaniem.
Nazwaniem „niańką” wywołało tylko wywrócenie oczami i lekkie pokręcenie głową.
- Asystent brzmiałby lepiej, nie zgłaszałem się na ochotnika, żeby przewijać pieluchy – rzucił, maskując drobne rozdrażnienie pod swobodnym, nieco rozbawionym tonem. Dźwignął się z biurka, które jak dotąd służyło mu za siedzisko i poruszył ramionami, w których coś wyraźnie strzeliło. - Chodźcie bliżej, nie zjem was – dodał, wyciągając różdżkę. Spodziewał się oporu, może nawet pełnych wyrzutu spojrzeń w związku z wcześniejszym częstowaniem piwem, ale nie zamierzał na nie w żaden sposób reagować. Miał swoje zadanie, wypełnił je i dzieciaki powinny się cieszyć, że wypiły coś, co wyszło spod jego ręki, a nie było przypadkowym zakupem Wilsona gdzieś na Nokturnie. Fakt faktem nic na ten temat nie wiedziały, ale nie musiały – Alexowi wystarczyła sama świadomość tego, co zrobił, by w pewien pokrętny sposób ocalić im tyłki.
Mając grupę na tyle blisko, na ile faktycznie każdy odważył się podejść, uniósł dłoń z różdżką, nieco przerysowując jej ruch, by był lepiej widoczny. Wspomnienie, które przywołał, na krótką chwilę rozciągnęło usta aurora w delikatnym uśmiechu.
- Expecto patronum.
Z końca różdżki gładko wystrzelił błękitno-biały kształt dużego, cętkowanego kota – jeśli ktoś choć trochę kojarzył różne gatunki, być może rozpoznał w nim geparda. Zwierzę zatoczyło koło w powietrzu nad głowami uczniów, zostawiając za sobą świetliste smugi, po czym jak gdyby nigdy nic opadło na podłogę obok Alexa. Patronus nie zniknął, utrzymując swoją pełną formę i w sposób typowo koci poruszył łbem, jakby domagał się od swojego czarodzieja pieszczoty.
Zobacz profil autora
Skai Wilson
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 25/06/2014
Liczba postów : 183
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Pią Sty 09, 2015 7:05 pm

Z przestrachem w sarnich oczach patrzyła na poganiającego ją Alexa. Odniosła wrażenie, że chciał przekazać jakieś wsparcie, ale zabrakło na to czasu. Na koniec, kiedy butelka była już pusta wzdrygnęła się z wyraźną odrazą i uciekła od rozbawionego mężczyzny. Gorzki smak nie był ani przyjemny ani miły i przez myśl jej przeszło, czy ojciec w ten sposób chce uchronić ją od alkoholizmu. Stojąc tuż obok Wandy rzuciła ukradkowe spojrzenie na asystenta Wilsona, próbując dociec prawdy dlatego wpycha w nich napój alkoholowy. Z trudem odsunęła podejrzenia, nakładając na nie przeświadczenie o hardości ducha, jakiego zamierzała dziś z siebie wydobyć. Rozmowa na temat piwa kremowego w ich domu kończyła się zazwyczaj surowym wzrokiem ojca, kiedy marszczył brwi, mrużył oczy, ściągał usta i przypominał psa mugolskiej rasy – mopsa. Gdy ów mężczyzna przekroczył próg zielonych drzwi, posłała mu niepewny uśmiech i przegryzła dolną wargę. Obawiała się planów ojca, który nie uwzględniał wrażliwości nastolatków – przede wszystkim własnej córki.
Chciała porozmawiać z Wandą o spotkaniu z Averym, ale nie mogła ubrać tego w odpowiednie słowa. Tajemniczy uśmiech ozdobił twarzyczkę mulatki, kiedy ta przykładała wskazujący palec do ust. W oczach błyszczało coś nieuchwytnego, kiedy chichotała trzęsąc przy tym ramionami. Przytuliła się do ramienia koleżanki bez najmniejszej krępacji, jak gdyby znały się od wielu lat i łączył je sekret. Jeśli Wanda miała do czynienia z aurorem, z pewnością wiedziała na jakie tematy nie można przy nim rozmawiać. Policzki Skai pociemniały na wspomnienie o Lloydzie, podczas gdy oczy spoczęły na przyniesionej liście obecności. Pobladła gwałtownie i nieświadomie zacisnęła palce na przedramieniu wyższej Krukonki, wwiercając się w brakujące miejsce przy nazwisku Wilson.
- Nie podpisałam się – jęknęła przejęta grozą, że prędzej czy później Jared o tym wspomni i w najlepszym razie skarci ją przy sali przepełnionej uczniami. Posłała błagalne spojrzenie w przestrzeń, z przeświadczeniem że powinna udawać – wszystko jest w jak najlepszym porządeczku. Nawet nie spostrzegła szklaneczek i kolejnego trunku, tym razem przyniesionego przez ojca. Dopiero szturchnięta przez Wandę, przesunęła głowę i ze zgrozą jęknęła tak donośnie, że echo rozeszło się po pomieszczeniu. Czując na sobie rozbawione spojrzenia struchlała, wstrzymując powietrze. Była już pewna – kombinował coś i nie było to nic dobrego. Próbowała przekazać to spojrzeniem koleżance z domu, powstrzymując potok słów cisnący się na usta.
Z niemałym szokiem obserwowała nowego ucznia, Vincenta Pride’a – towarzysza życiowego Porunn Fimmel, posiadacza różowych bokserek i bożyszcza wielu dziewcząt, który bez problemów przyjął prezent Wilsona. Niemalże od razu poczuła współczucie zmieszane z szacunkiem, że tak dziarsko i bez cienia strachu wpatrywał się w surową twarz aurora. „Zupełnie tak, jakby byli przyjaciółmi” – pomyślała z radosnym zaskoczeniem, którego nie potrafiła wytłumaczyć. Zerknęła na dorosłego czarodzieja, aby doszukać się w jego rysach jakichś oznak złości lub pogardy (zdążyła się do nich przyzwyczaić, odwiedzając go wiele razy w Ministerstwie). To co oczytała przeraziło ją. Jej ojciec jeszcze nigdy nie emanował takim spokojem!
Przełknęła ślinę, odszukując spojrzenie Wandy, które stanowiło dla niej opokę. Nie spodziewała się odnaleźć przyjazną duszę w tym pomieszczeniu, na liście nieznanych uczniów. Teraz nawet nie potrafiła wyobrazić sobie sytuacji, w której brakuje tu panny Whisper. Od jakiegoś czasu mulatka przegryzała dolną wargę i wróciła do nauczyciela. Im więcej mówił, tym większy mętlik w głowie miała jego córka.
- Wiedziałam – szepnęła z satysfakcją pod nosem, ale nim słowo wybrzmiało do końca: pożałowała. Ojciec miał rację, że powinna powstrzymać się przed wypiciem napoju, jeśli ma jakiekolwiek obiekcje. Tylko nie wziął pod uwagę, w jak niekomfortowej sytuacji ją stawia! Przecież ona ufała mu bezgranicznie i był jedną z dwóch osób, które były dla niej autorytetem – takim prawdziwym, oazą bezpieczeństwa. Przez moment pożałowała, że matka nie przybyła do Hogwartu.
Wysunęła rękę z ramienia Wandy i zacisnęła dłonie w pięść, czując gorycz i złość do Jareda. Już ona mu pokaże! Dziarsko ruszyła przed siebie, z wysoko podniesioną głową i jako pierwsza stanęła w wyznaczonym miejscu. Wargi miała zaciśnięte w wąską linię, straciły nawet swój kolor. Ale Skai była harda – nie obdarzyła ani Halla ani Wilsona nawet maleńkim muśnięciem spojrzenia. Dopiero gdy stanęła pewnie, sięgnęła po różdżkę. Bez słowa przyglądała się wyczarowanemu patronusowi, czując jak jej serce topnieje zauroczone widokiem drapieżnego kota. Oniemiała wodziła wzrokiem za obecnym zaklęciem, zachwycając się tylko trochę nad jego wyglądem. Wyprostowała rękę i płynnym ruchem powtórzyła gest asystenta-niani, z nikłym uśmiechem pełnym determinacji.
- Expecto patronum. – Może jej głos nie był tak stanowczy jak męski, ten sprzed chwili, ale Skai włożyła w to serce. Miała nadzieję ujrzeć chociaż strużkę błękitu mknący w stronę podłogi.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/04/2014
Liczba postów : 1179
Skąd : Okolice Londynu.

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Pią Sty 09, 2015 8:16 pm

Od momentu, w którym w sali zjawił się Wilson jej piwne spojrzenie pociemniało do granic możliwości a sama twarz Krukonki wyrażała pełne skupienie. Pozwalała sobie na lekki uśmieszek i łagodniejsze zerknięcie tylko w momentach gdy jej wzrok krzyżował się z oczkami młodszej koleżanki.
Z cichym syknięciem przyjęła do wiadomości informację, że jej koleżance z domu się nie powiodło – tak czy siak będzie musiała skosztować lekkiego trunku, od tego bowiem zależało dalsze prowadzenie zajęć. Dodatkowo ich grono powiększyło się o Resę, która spóźniona bo spóźniona ale dotarła na lekcję, co liczyło się najbardziej. Z lekkim przestrachem dziewczyna zauważyła jak pomimo spektakularnego wejścia Gryfonki jej nazwisko napisane na tablicy nie odzyskało wcześniejszego blasku, zupełnie jakby było pewnego rodzaju przestrogą dla reszty. To dawało Wandzie znak, by tak jak dotychczas na patronusa szykować się wcześniej – wolała być pierwsza w klasie tak jak jej się udało to dzisiaj niż później mieć jakieś nieprzyjemności, które pewnie odbiją się potem echem nie tylko na jej samopoczuciu ale również na pracy.
Gdy Skai przystawiła palec do kształtnych ust Krukonka w mig pojęła, że to nie miejsce i nie czas na opowiadanie o randce dziewczyny, o rozwodzeniu się jak to było wspaniale. W milczeniu kiwnęła głową i posyłając jej rozbrajający uśmiech wiedziała, że spotkanie się udało. Z czego oczywiście bardzo się cieszyła – Wilsonówna była młoda, była na etapie tych pierwszych miłostek i fascynacji partnerem. Widać było jej zarumienione policzki i tą ekscytację, która biła po oczach. Wszystko ucichło i zmalało w momencie kiedy odezwał się jej ojciec. Piwo jak i mocniejszy alkohol był tylko podstępem? Po co ? Chcieli zobaczyć jak bardzo uczniowie ufają Aurorom? W tej chwili problem Sky, ten z niepodpisaniem listy okazał się błahy – panna Whisper gniewnie zmarszczyła brwi i wwierciła oskarżające spojrzenie najpierw w Alexa, któremu naprawdę ufała, a który brał udział w tej całej nie do końca czystej akcji, po czy przesunęła ciemnymi patrzałkami po czekoladowej twarzy Jareda. Przez chwilę czuła jak złość w niej narasta – jak chce się z niej wylać, popłynąć i dać upust. Wiedziała i dalej miała świadomość tego gdzie się znajduje – Jerry lojalnie ich uprzedził, że następne zajęcia będą się różnić od poprzednich, dlatego szatynka odetchnęła głęboko, raz za razem chcąc się uspokoić i przywrócić normalny rytm swemu sercu. Gdy poczuła ciepłe ramię koleżaneczki zrobiło się jej lżej – a rysy twarzy jej złagodniały. No tak, zapisując się na dodatkowe zajęcia była świadoma tego, że nie będzie łatwo. Że będą problemy, którym będzie musiała sprostać i stawić dzielnie czoła.
Dalej patrzyła na to co rozgrywało się przed jej oczyma – tragikomedia Vincent – Jared niezbyt przypadła do jej gustu, jednak cierpliwie obserwowała mężczyzn i ich słowne potyczki. Starszy z nich potem skierował do nich prośbę, by zebrali się w jednej grupie, tworząc półkole, jedno obok drugiego.
Wygięła szerzej usta w grymasie oznaczającym rozbawienie gdy usłyszała jak Wilson zwrócił się do Alexa, myśląc, że dobrze mu tak za to jak ich podstępnie załatwili. Dopiero teraz zwróciła uwagę na wcześniejsze słowa Aurora dotyczące antidotum. Co mogło jedynie oznaczać, że w piwie znajdowało się coś więcej niż chmiel. Coś znacznie niebezpieczniejszego.
Pierwsza wyrwała się Skai – Wanda automatycznie wówczas otworzyła usta by coś powiedzieć – spomiędzy jej ust nie wyszedł nawet szept, po prostu posłusznie poszła za koleżanką, na którą miała oko i stanęła obok niej solidarnie. Spojrzała na resztę, która najpewniej uczyniła to samo, a dopiero potem jej brązowe oczka wlepiły się w postać Halla, który zaprezentował im swojego patronusa, który niczym żywy gepard przeciągnął się z gracją i pobuszował nad ich głowami. Dziewczyna uniosła łepek i łaknęła wzrokiem błękitno jasne zwierzę mknące ku nim – poczuła się na powrót małym dzieckiem – jeszcze chwila, a ta zafascynowana wyciągnęła by rączki po upragnioną zdobycz, która zaraz powróciła do swojego właściciela, gdzie było jej miejsce. Westchnęła oczarowana, do tej pory mając przed oczyma migoczące gwiazdeczki i zerknęła z zazdrością na Halla.
Gdy wiedziała, że i nadeszła ich pora wysunęła różdżkę i chwyciwszy ją pewnie najpierw odczekała aż Mulatka pokaże swe umiejętności, a dopiero potem ona, pewna, że jest wyluzowana – jeszcze raz drodzy państwo odetchnęła głęboko starając się przypomnieć sobie coś miłego, chociażby otrzymanie pochwały od nauczyciela, uśmiech jej przyjaciółek, jej szalone plany zeswatania Dwayne’a z jej dobrą kumpelą. Wszystkie te małe nagrody, te niby nic nie znaczące zdarzenia skumulowały się w łepetynce panienki z domu Kruka, podczas gdy i jej jasna twarz wyrażała powagę i skupienie. Uniosła dłoń z dzierżącą ją różdżką i nie zawahawszy się ani na moment wykonała obrót nadgarstkiem – robiła to już wiele razy, rok, dwa lata temu, w zaciszu domu czy opuszczonych klas. Przewertowała większość znanych jej książek na temat zaklęcia obronnego, toteż gest był wyważony. Nabrała powietrza w płuca.
- Expecto Patronum! – Jej wzrok wwiercał się w początek swojej broni , kiedy to ona całą swoją silną wolą skupiała się na tych drobnostkach otaczających ją niemalże codziennie. Nie wiedziała jaki skutek przyniesie jej zaklęcie- po cichu liczyła na to, że jej się powiedzie. W końcu wiara czyni cuda! A ta starała się z całej siły.


Ostatnio zmieniony przez Wanda Whisper dnia Sob Sty 10, 2015 12:47 am, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Thetis Morgenstern
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 07/10/2014
Liczba postów : 110
Skąd : Newcastle

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Pią Sty 09, 2015 9:04 pm

Thetis czuła na sobie natarczywy wzrok Wilsona, który zapewne miał skłonić ją do wypicia piwa kremowego. Dziewczyna mocniej zacisnęła dłonie na szklanej butelce, sam zapach owego napoju sprawiał, że miała odruch wymiotny. Jej wzrok błądził z butelki na Wilsona, choć bała się ona spojrzeć mu prosto w oczy. Spuściła więc wzrok na swoje nogi, które nagle wydały się niezwykle ciekawe, wtedy usłyszała jak drzwi pomieszczenia otwierają się. Podniosła głowę do góry w ich kierunku i ujrzała Resę, na jej widok usta blondynki rozjaśnił uśmiech, lecz tak szybko jak się pojawił zastąpił go delikatny grymas. Wiedziała, że Auror nie toleruje spóźnień, panna Anderson mogła przez swoją nieuwagę wylecieć z zajęć, a wtedy Thetis zostałaby sama. Słysząc odpowiedź mężczyzny wypuściła z ust powietrze, wcześniej nawet nie zdając sobie sprawy, że wstrzymuje oddech. Skrzywiła się trochę widząc zachowanie Jareda, dodatkowo jego słowa nie wróżyły niczego dobrego, przez ciało Krukonki przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Jej niebieskie oczy ponownie utkwiły w butelce, którą kurczowo trzymała w dłoni, zaś kolejne słowa nauczyciela wcale nie przekonywały ją do wypicia trunku.
nie dostanie antidotum?! Wystające kości policzkowe nabrały rumieńca, wyrażającym złość, która ją właśnie ogarnęła. Miała groźnie zmrużone oczy połyskujące w nikłym oświetleniu sali.
-Pana słowa wcale nie zachęcają do wypicia tego…czegoś – mruknęła pod nosem, choć wiedziała….musi wykonać jego polecenie, zwłaszcza że teraz stał przy niej, nie było odwrotu. Wzięła szyjkę butelki do ust i przechyliła ją. Napój był okropny w smaku, miała ochotę go wypluć prosto na Aurora, jednak powstrzymała się i połknęła wszystko, przybierając na usta fałszywy uśmiech. Odstawiła butelkę na pobliski mebel, podchodząc bliżej „niańki”, aby lepiej przyjrzeć się jego czarom.
Na widok Patronusa w całej okazałości w oczach Krukonki pojawiły się iskierki. Był tak piękny, że przez dłuższą chwilę nie mogła oderwać od niego oczu, nigdy w życiu nie widziała czegoś podobnego.
-To…- urwała tuż na początku zdania, nie wiedząc co właściwie chciała powiedzieć, nie było słów by opisać coś tak nadzwyczajnego.
Wzięła głęboki oddech po czym odeszła trochę dalej, by sama spróbować swoich sił. Postawiła stabilnie nogi na podłodze, po czym powtórzyła dokładnie ruchy Halla, wypowiadając
- Expecto Patronum! –głośno i wyrazie, a do jej myśli napłynęły wspomnienia rodzinnego domu, zapachu pieczonego ciasta, odgłos śmiechu jej rodziców oraz muzyka. Dźwięk klawiszy tak piękny i cudowny, że mogła się w nim całkowicie zatracić. Widziała swojego ojca z czułością wpatrującego się w jej rodzicielkę, oraz Gilberta śmiejącego się razem z nimi. Gryfon patrzył na nią, a jego wzrok był czystym uczuciem do jej osoby. Będąc całkowicie pogrążoną w swoich wspomnieniach zapomniała o tym, że nadal znajduje się w klasie, a w dodatku przed chwilą wypiła „zatrute” piwo.







Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 789
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sob Sty 10, 2015 12:36 am

Uczniowie powoli zbierali się do sali, przyjmując od Alexandra Halla piwo. Uśmiechnęła się, gdy dostrzegła Vincenta. Chłopak przechwycił butelkę alkoholu i podszedł do niej, wyrażając swoja dezaprobatę. Wzruszyła tylko ramionami, popijając swoją działkę, jak gdyby nigdy nic. Może i nie przepadała za tego rodzaju alkoholem, gdyż preferowała wino i mocniejsze trunki w postaci wódki lub whisky. Nie narzekała jednak. Dawali, to brała chociaż głosik z tyłu głowy podpowiadał jej, że to nie mogło się skończyć dobrze. Od kiedy profesorowie byli tacy uprzejmi względem uczniów? No właśnie! Zaraz później z małego zamyślenia wyrwał ją głos Isabelle, która podeszła do ich dwójki. Machnęła jej dłonią na powitanie.
- Gdyby ktoś miał paść jak mucha, to obstawiałabym Whisper albo Wilson, obie wydają się bardzo słabymi jednostkami – powiedziała, obdarowując panią prefekt szerokim, zadziornym uśmiechem. Nie dopowiedziała już nic, czekając na rozwój wydarzeń.
Jared Wilson pojawił się chwilę później, ale o dziwo nie zamknął drzwi, czekając na jeszcze jedną osobę. Resa Anderson się spóźniała, a on chyba zaczął naginać regulamin, który sam z resztą ułożył. Żadnych spóźnień, zasada pierwsza. Jak widać uczniowie byli równi i równiejsi, co nie do końca przypadło jej do gustu. Zmrużyła błękitne oczy, obserwując czarnoskórego z uwagą. Gdy zwrócił się bezpośrednio do Vincenta, przekierowała spojrzenie właśnie na Ślizgona i pokręciła głową. Auror był w wybitnym nastroju, a to zasługiwało na wiele podejrzeń w jego stronę. Na miejscu Pride’a nie wypiłaby tego, co podawał sam gruboskórny gbur, jednak nie odezwała się ani słowem. I tak nie mogła nic zrobić, nawet jeśli chciała. Pochyliła się do chłopaka dopiero gdy ten odszedł od niego, kątem oka zauważając wpadającą do środka Anderson.
- To nie może się dobrze skoń… - i nawet nie dokończyła zdania, a Jared powiedział o lekkomyślności, jaką wykazał się Vincent. Warknęła pod nosem, nie będąc nawet trochę zadowoloną z faktu, że ktoś śmiał się odezwać do Jej chłopaka w taki sposób. Syknęła pod nosem, po czym spojrzała na Vincenta. Antidotum? Oszaleli do reszty?! Nie podobał się jej sposób prowadzenia przez nich zajęć, nawet jeśli mieli swoje racje i metody. Pewnych rzeczy się nie robiło, a już szczególnie nie truło się uczniów. Czy to było dozwolone? Wątpiła w to. Posłała znaczące spojrzenie w kierunku koleżanki z dormitorium, domyślając się, że nie podzielała tego tak samo, jak ona. Pokręciła powoli głową, nakazując jej milczenie, pamiętając, że ostatnim razem próbowała dyskutować i walczyć o prawa do godnego traktowania. Oczywiście wszystko spełzło na niczym, bo jakżeby mogło być inaczej. Poklepała Vincenta po ramieniu, szepcząc mu do ucha ciche słowa:
- Zapłaci za to.
Zaraz później zwróciła uwagę na Alexa Halla, który zachęcony przez Gbura wyszedł na środek, aby przedstawić im swojego cielesnego patronusa. Uśmiechnęła się na samą myśl o tym delikatnym światełku, które szybowało w powietrzu z niesamowitą lekkością. Gepard prezentował się niezwykle pięknie. Sama zapragnęła z całych sił potrafić coś takiego wyczarować, domyślając się, że nie każdemu będzie dane nauczyć się tego zaklęcia. Było specjalne. Wybierało tych, którzy zasłużyli, a ona… ona miała zamiar być jedną z wybranych. Odruchowo więc wyciągnęła różdżkę, chcąc przećwiczyć inkantację. Wróciła myślami do najwspanialszych rzeczy, które przeżyła, zaczynając od swojej siostry. Właśnie ta osoba była jedną z tych, dzięki którym na twarzy Ślizgonki pojawiał się szczery, wesoły uśmiech, nie schodzący jeszcze przez bardzo długi czas.
- Expecto Patronum – wypowiedziała cicho zaklęcie, wkładając w to całą swoją energię, wciąż rosnącą w jej wnętrzu, starającą się wydostać na zewnątrz. Zacisnęła dłoń mocno na różdżce, zamykając oczy, co pozwoliło jej się o wiele mocniej skupić. Marne były szanse, żeby cokolwiek udało jej się na początku wyczarować. Nie oszukiwała się, wiedziała, że jej umiejętności jeszcze nie były na tyle duże, aby móc to zrobić.

_________________


Teach me how to fight, I'll show you how to win
Put me to the test, I'll prove that I am strong

♪♫♪♫
Zobacz profil autora
Isabelle Cromwell
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 21/09/2014
Liczba postów : 104
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sob Sty 10, 2015 1:25 am

Isabelle miała nadzieję, że jednak nikt nie będzie padał. Słowa Porunn sprawiły, że mimowolnie odnalazła wzrokiem obie wspomniane dziewczyny, przez chwilę im się przyglądając. Wtedy do Sali wszedł drugi Auror. Ślizgonka nie mogłaby podać ani jednego powodu niewyrzucenia spóźnialskiej Gryfonki. Nie znała jej, nie miała z nią żadnego problemu, ale dlaczego miałaby się za nią wstawiać? Ostatnio trzymała się z jedną z Krukonek, więc to ona powinna czuć się zobowiązana do zabrania głosu. Gdy na biurku pojawiła się butelka jej podejrzenia tylko się pogłębiły. Aurorzy dzielący piwem i wódką, ciekawe… Albo ich metody nauczania były jeszcze dziwniejsze niż jej się zdawało, albo faktycznie coś kombinowali. Postanowiła tym razem się nie wtrącać, zachowując przemyślenia dla siebie. Po co się wychylać jeszcze przed zamknięciem drzwi? Wilson miał zbyt dobry nastrój, a Isabelle nie spuszczała z niego jasnych oczu. Powoli sączyła piwo, które z każdym kolejnym łykiem stawało się bardziej znośne. Nie ufała Wilsonowi, choć zapewne wypiłaby proponowany napój, gdyby padło na nią. Nie chciałaby okazać słabości, co zapewne okazałoby się dla niej w tym dniu zgubne. Antidotum? Bała się myśleć o tym, co tak właściwie przed chwilą wszyscy wypili. Nie odnalazła w sobie ani odrobiny współczucia dla Thetis, Resy ani Vincenta, lecz zapewne powinna chociaż udawać troskę, w końcu była Prefektem.
W milczeniu podeszła bliżej, zajmując dogodne miejsce. Nie spuszczała oczu z Hall’a, chcąc jak najlepiej zapamiętać każdy szczegół. Patronus był imponującym zaklęciem, które miała nadzieję kiedyś opanować. Zachwycona, wodziła wzrokiem za dużym kotem. – Piękny… – powiedziała cicho, dopiero po chwili wyciągając swoją różdżkę. Zamknęła oczy, by się skupić, choć obraz geparda jeszcze przez kilka sekund nie chciał opuścić jej wyobraźni. Rozchyliła nieco powieki, wykonując odpowiedni ruch nadgarstkiem. – Expecto Patronum – powiedziała wyraźnie, nie wierząc jednak w zbyt szybkie efekty.
Zobacz profil autora
Vincent Pride
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 17/06/2014
Liczba postów : 234
Skąd : Orlean, Francja

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sob Sty 10, 2015 3:16 am

Słowa Jareda nie zaskoczyły go, zapewne wbrew temu, czego ten się spodziewał. Brał pod uwagę, że ktoś, kto uchodził za gbura wszech czasów nie zaproponuje nagle bezinteresownie szklanki whisky uczniom. Dlaczego więc postanowił to wypić? Otóż pomimo całej tej otoczki mającej zniechęcić każdą osobę na ziemi do aurora właśnie tym był - aurorem, a do tego nauczycielem. Tak więc opcja uśmiercenia ucznia została wykreślona z miejsca, co mogło stanowić najważniejsze przeciwwskazanie. Strucie zaś to zupełnie inna bajka i temu Vincent dał około osiemdziesiąt procent szans.
Bingo. Któż by przypuszczał. Brak instynktu samozachowawczego? Wolał określenie "otwarty na eksperymenty" i "zobaczmy na co was stać". Dlatego też na jego twarz nie odnotowano żadnej zmiany, uśmiech nie zmniejszył się, a kącik ust wręcz drgnął, jakby powstrzymywany przed uniesieniem.
- Co nie zabije to wzmocni. - odparł tylko tonem, który sugerował raczej informacje pogodowe, aniżeli obecną sytuację. Co prawda mogło być nieprzyjemnie, skoro reszta uczestników otrzyma antidotum na koniec zajęć, jednakże nie załamywał się, bo i po co? Stało się, a on umierał z ciekawości, aby zobaczyć skutki złośliwości Wilsona. Jeśli mu się spodoba może poprosi o drugi kieliszek.
Złość Porunn była dla niego z jednej strony dziwna, może nawet nieco śmieszna, biorąc pod uwagę, że czarnoskóry zapewne nie zrobił nic, o co by go nie podejrzewano. Patrząc zaś pod innym kątem, był z niej niebywale zadowolony. Miała coraz silniej rozwinięty instynkt terytorialny względem niego i paradoksalnie ograniczał on tylko jej wolność. Machnął ręką z uśmiechem, po czym poklepał ją po ramieniu.
- Spokojnie, Wilczyco. Chętnie wypiłbym cała zawartość butelki, by pokazać, że jego podrzędne tortury nie robią na mnie wrażenia, ale widocznie tyle mu wystarczy do szczęścia. - szepnął do niej, muskając ustami jej policzek. To powinno podziałać. Następnie posłał roziskrzone spojrzenie Izzy, zupełnie jakby chciał powiedzieć "proszę zachować spokój, pani prefekt, czuję się fantastycznie". Mimo to nie zlekceważył słów aurora i postanowił baczniej przyglądać się reakcjom swojego organizmu, by w razie potrzeby zmobilizować go maksymalnie do walki z trunkiem - dosłownie i w przenośni najwidoczniej.
Podszedł do Alexa, w skupieniu obserwując wyczarowanego przez niego Patronusa. Nie mógł się doczekać aż ujrzy swojego i był ciekaw kształt jakiego zwierzęcia przyjmie, które stworzenie jest jego totemem? Uważnie powtórzył sam ruch nadgarstka, dla pewności czyniąc to pięć razy. Dopiero potem, skupiając się na wspomnieniu trenowanym na poprzednich zajęciach, wypowiedział wyraźnie zaklęcie:
- Expecto Patronum.
Próbował wypełnić całego siebie radością tamtego dnia, szczęściem dziecka spełniającego marzenia. Skondensował wspomnienie, nasycając nim czar, by uformował się w biały kształt opiekuna. Był zdeterminowany i nie zamierzał przerywać prób, póki Jared nie każe mu się wynosić z klasy.
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 392
Skąd : Clonmel, Irlandia

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sob Sty 10, 2015 12:57 pm

Przez chwilę była święcie przekonana, że Wilson skinie głowę i najzimniejszym tonem na jaki go stać zapyta co tu jeszcze robi. Takie słowa jednak nie padły, a jakiekolwiek konsekwencje nie przerażały jej tak bardzo jak wyrzucenie jej z zajęć.W zasadzie nie przejmowała się tym, że teraz Wilson będzie się nad nią znęcał, przecież i tak jej nie lubił. Odłożyła torbę w bezpieczne miejsce na podłodze i zamarła, słysząc polecenie aurora. Wypić piwo? Na lekcji? Czy to nie było zakazane? Zresztą... pieprzyć szkolny regulamin, to było zwyczajnie niebezpieczne. Resa nie miała w zwyczaju pić alkoholu, piwo kremowe z przyjaciółmi było wyjątkiem, który miał miejsce raz na kilka miesięcy, a jej ostatnie spotkanie z ognistą na przyjęciu u Lucasa... cóż, to nie skończyło się dobrze. Chciała mu coś odpowiedzieć, poinformować najwyraźniej nieświadomego aurora, że piwa pić im nie wolno, nawet tego niskoprocentowego, ale nie chciała bardziej go denerwować. Przez myśl jej nawet nie przeszło, że z piwem mogłoby być coś nie tak. Poczerwieniała nieco ze złości i poirytowania faktem, że Wilson uderzył w jej gryfońską dumę wzięła butelkę piwa i bez zastanowienia wypiła kilka łyków. Uśmiechnęła się w myślach na widok wkurzongo Wilsona kiedy obie dziewczyny posikają się na lekcji, ponieważ oczywiście nie wypuści ich do łazienki. Po kolejnych słowach aurora omal nie upuściła butelki. Tym razem nie potrafiła pohamować swojej złości, stwierdziła, że to co się wyprawia na tych zajęciach przechodzi wszelkie pojęcie.
- Panie Wilson, to nie tyle niesprawiedliwe co niezgodne z jakimikolwiek zasadami. Spóźniłam się, przepraszam, ale nie rozumiem za co chce mnie pan ukarać. - zaczęła spokojnie, próbując stłamsić w sobie emocje, póki co skutecznie. - Jeśli nie daje pan antidotum żeby udowodnić że nikomu nie można ufać, niech pan sobie kara Pride'a. Ja zostałam do tego zmuszona, podobnie jak Thetis. Nie można tak po prostu truć uczniów.
Gniewnie przymrużyła oczy, ani myśląc sięgać po różdżkę. Najpierw dowie się co takiego Wilson dolał do jej piwa, w innym razie nie spróbuje wyczarować nawet najłatwiejszego zaklęcia. Tak się nie robiło, po prostu nie. Różdżka nie była zabawką, była potężnym magicznym przedmiotem, który mógł siać spustoszenie kiedy włada nim nietrzeźwa lub otumaniona jakimiś innymi substancjami osoba.
Zobacz profil autora
Jared Wilson
avatar
Auror
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 443
Skąd : Pokój w Dziurawym Kotle.

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sob Sty 10, 2015 1:15 pm

- Zeskrobywanie ze ścian, Hall. Dzisiaj nie powinieneś się nudzić. - odparł, nie zamierzając przestać nazywać go niańką. Dla Jerry'ego wszyscy poniżej siedemnastego roku życia nie stanowili nikogo na tyle znaczącego, aby zwracać na niego szczególną uwagę. Pomijając Skai, która miała utrudnione zadanie przez to, że są rodziną. Jerry dobrze wiedział co przechodzi własne dziecko. Nie miała łatwo tak samo jak jej młodszy brat. Robiło się trudniej, nie tylko w ich relacjach, a i na Grimmauld Place. Nie był pewien czy matka przekazała jej wspólnie podjętą decyzję o separacji po ostatniej kłótni, a raczej wykładu Katherine jaki jest, jaki nie jest i jaki powinien być. Po trzynastu latach. Przekładało się do na nastrój Wilsona, a to była prosta droga do większego okrucieństwa wobec uczniów, którzy są niejako zobowiązani do ścierpienia wszystkich chorych pomysłów. Jared nie przebierał w środkach. Hartowanie to główny cel zajęć, a straszenie, obietnice nie podania antidotum to tylko sposób rekreacji i uzyskania satysfakcji z ich niepewnych i wystraszonych min. Podziękują mu, gdy pojmą, że dzięki hartowaniu odporność na rozproszenie nasili się i ich patronusy być może przybiorą formę przepięknej bestii jak tej, która właśnie popłynęła w powietrzu po klasie.  Tym razem nie przypominało to hipogryfowego łajna jak podczas testów w gabinecie Alexa, gdy ten naćpany próbował się skoncentrować. Wilson zrezygnował z własnej demonstracji stwierdzając, że nie jest to im potrzebne do szczęścia.
Świst w powietrzu zamknął drzwi na kilka zamków. Zapomniał o tym po spóźnieniu się Andersonki. Napotkał spojrzenie Skai wpatrującej się w pergamin. Nie podpisała się, ale jako osoba z nazwiskiem Wilson nie powinna się tym martwić. Jeśli dalej na niego patrzyła, skinął jej głową i to była odpowiedź na wszystko. Kto inny mógłby mieć z tego powodu problem, gdyby Wilson nagle stracił "dobry nastrój".
Przekrzywił głowę na widok Skai, która pierwsza rozpoczęła koło i wyciągnęła różdżkę ku górze. Potem dołączyli do niej inni i każdy wypowiadał zaklęcia, machał swą bronią na boki. Nie, nie, nie.
- Skupcie się. Dowiem się kto nie odrabiał pracy domowej. Jeśli trzeba, zamknijcie oczy i się skupcie. - odezwał się zakłócając ciszę. Na Mongerstern więcej nie spojrzał, gdy posłusznie wypiła alkohol. Zostawił ją tam, gdzie stała trochę żałując, że nie dała mu możliwości użycia siły. Takie tam hobby, aby udowodnić, że nie żartuje. Przeszedł się między uczniami, zaplatając ręce na plecach. Pride nie wydawał się przejęty czym zapunktował sobie u Wilsona. Jeśli chciał go zdenerwować, musiał się rozczarować. Jerry, chociaz mało cierpliwy, nie przejmował się reakcjami uczniów. Faktycznie, był aurorem. Nic im tutaj nie groziło, nie będzie ludzkich trupów, a co najwyżej bóle głowy czy brzucha. Przechadzając się za uczniami, zatrzymał sie na chwilę przy Fimmelównie. Podniósł jej nadgarstek wyżej, aby nie celowała w ścianę zaklęciem, a ku górze. Później odwrócił się do Cromwell przez chwilę obserwując ruch dłoni, akcent inkantacji, nikłe biało-niebieskie światło wyskakujące opornie z różdżki. Bez komentarza zaszedł dalej, ku Wandzie, rzucając tylko okiem na jej postępy. Później Skai, przy której stał trochę dłużej niż przy innych. Nie patrzyła na niego, bo była zła i rozczarowana. Ścisnął jej ramię i bez słowa minął ją. Trudno było stwierdzić czy to ciche przeprosiny, a przecież nie żałował, czy przelanie na nią swojej siły, aby dotrwała do końca edukacji Gumochłonów.
- Mongerstern, powtórz trzy razy ruch nadgarstka. - powiedział znienacka,stojąc tyłem do Krukonki. Oparł się o biurko i kontynuował popalanie cygara. Spojrzał na zegarek uwieszony na ścianie i odczekał kilka minut, dając uczniom ostatnie chwile spokoju. Bunt Resy skwitował uniesieniem brwi. Nawet się trochę uśmiechnął, tylko niekoniecznie uprzejmie.
- Panno Anderson. Jesteś tak świetnym jasnowidzem, że powinnaś wiedzieć co ciebie czeka za spóźnienie się. Jeśli wolisz opuścić klasę, proszę bardzo. - klamka strzyknęła sygnalizując otwarcie drzwi. Przeszywał dziewczynę wzrokiem mimo wszystko doceniając jej odwagę. Jako jedyna na głos wyraziła bunt ryzykując, że stąd wyleci. Ciemne ślepia Wilsona traciły cierpliwość,bo ciągnęło sie to wszystko już długo. Przez dłuższą chwilę zastanawiał się co powiedzieć. Czy ulżyć im i ich uspokoić czy pozostawić w niepewności. Wyrósł więc przed Resą, patrząc na nią z góry. Wydawał się prawie wściekły, jakby zaraz miały mu puścić nerwy. A nie, zamiast wywalić stąd gryfonkę, podniósł głowę i zwrócił się do całej klasy.
- Włos wam z głowy nie spadnie, nawet jeśli nie dostaniecie antidotum. W najgorszym przypadku czeka was poranny kac. Niańka może wam o tym szczegółowo opowiedzieć. -  wybrał poinformowanie ich o świadomości podjętych działań, chociaż wolał, aby żyli w niepewności i mieli tego pietra.
- Na poprzednich zajęciach uczyliście się ignorować bodźce z zewnątrz. Dzisiaj będziecie pokonywać rozproszenie we własnych głowach. Cokolwiek zobaczycie, waszym zadaniem jest z siebie to wyprzeć i skupić się na wspomnieniu, inkantacji i ruchu nadgarstka. Jeśli ktoś poczuje, że zaraz puści pawia bądź coś tego rodzaju niech podniesie rękę. - spojrzał na zegarek. Tik, tak. Już czas na przedstawienie. Hartowanie, zmuszanie do dławiącego wysiłku... to dopiero połowa tego, co zostało zaplanowane. Na koniec roku szkolnego każdy uczeń doceni jego słowa. To, co im zafunduje przejdzie ich najśmielsze oczekiwania.
Odszedł od Anderson, wciąż dając jej wybór wyjścia z klasy albo przystąpienia do pracy. Nie było pewne za ile Wilson straci całkowicie cierpliwość. Przypomniał sobie przestrogi Odinevy, aby chociaż trochę wczuł się w ich położenie. Miałby przywoływać sobie odruch empatii? Wręcz niemożliwe. Dopalił do końca cygaro i westchnął.

Zaraz pojawi się post Lemura. Na przynajmniej jeden post na osobę czekam do poniedziałku do godziny 20-21.


Ostatnio zmieniony przez Jared Wilson dnia Sob Sty 10, 2015 2:24 pm, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Gall Anonim
Mistrz Gry
Data przyłączenia : 28/08/2014
Liczba postów : 124
Skąd : ZSSR

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sob Sty 10, 2015 1:37 pm

U wszystkich zgromadzonych pojawiło się nagle szumienie, przytłumiony hałas. Jakby ktoś za ścianą miał remont i wiercił w niej dziury. Wzrok stracił na swojej ostrości, ale nie było to na tyle poważne, aby ktokolwiek miał zemdleć, chwiać się czy tracić przytomność. Lekki dyskomfort. Minęło kilka minut i zaczęło się coś dziać. Głos aurorów zrobił się przytłumiony, niewyraźny. Kolory wokół Was się wyostrzyły, stały się rażące. I pojawiło się jeszcze małe coś...

Porunn  - zamrugałaś i przed Tobą pojawiła się... krowa. Siedziała na ogonie, miała okulary i patrzyła na Ciebie z uwagą. Nagle zaczęła mówić: "Daj mi swoje pucharki. Chcę twoje pucharki. Pożycz mi je, chcę się z nich napić whiskey. Daj mi je, są ładne". Coś latało wokół Twojej głowy. To bahanki w połowie przetransmutowane w puchary.

Vincent - ktoś głośno pukał. Nieprzerwanie walił w drzwi...nie, to było okno. Odwróciłeś się przez ramię i zobaczyłeś tam wielkiego różowego smoka. Pukał namiętnie w szybę pazurem i coś do Ciebie mówił. Chyba prosił o pogłaskanie łusek. W jakiekolwiek okno spojrzałeś, widziałeś tam kawałki smoków. Na tyłach machał wielkim ogonem, w środkowym było widać brzuch i skrzydła.

Thetis - szumienie w uszach zmieniło się w głośne brzęczenie, a potem stukanie. Sala się zakołysała, ktoś krzyknął rozdzierająco w tle i nagle... zauważyłaś Resę w wielkiej fioletowej sukience z borsukiem na głowie. Śpiewała Tobie kawałek "Upiornych Wyjców", tańcząc przy tym kankana.

Resa - zdałaś sobie nagle sprawę, że stoisz na trawie. Wysokiej trawie, sięgała Tobie do pępka. Wszyscy inni tez w niej stali. Nie mogłaś się ruszyć, bo trawa zaplątała się wokół Twoich kostek. Jeśli chciałaś gdzieś iść, musisz wysoooko unosić kolana, żeby się o nic nie potknąć. Dobiegł Cię płacz. To w trawie leżało mnóstwo maleńkich dzieci... z pochmurną twarzą Jareda nazywającego Ciebie ślepym kurczakiem.

Isabelle - Twój wzrok padł na Alexa Halla. Nie wyglądał za dobrze. Urosła mu ruda broda aż do stóp, uszy miał elfie. Machał różdżką wystrzeliwując z niej mnóstwo macek. Podszedł do Ciebie i na siłę chciał dać Tobie mackę kałamarnicy do zjedzenia. Szturchał Cię ze wszystkich stron różdżką - w tułowie, w ramię, w biodro, w kolano, w ucho. Miałaś też wrażenie, że w klasie jest dwóch Alexów.

Skai - Twoją uwagę zwróciło uchylone okno. Wleciały przez nie trzy chochliki kornwalijskie w baletkach. Zaczęły tańczyć przed Twoimi oczami Jezioro Łabędzie.

Wanda - wszyscy w klasie zaczęli mówić nagle w języku całkowicie Tobie nieznanym. Przypominało to charczenie i sapanie ghuli. Do tego pojawiło się wrażenie, że jesteś wysoka. Dotykałaś głową sufitu, a gdy patrzyłaś na dół widziałaś zagłębienia w podłodze i swoje długie, niekończące się nogi.

Postęp zaklęcia:

Porunn - z twojej różdżki wystrzelił obłok, który zamiast się uformować, rozprysł się w powietrzu na kilkanaście plam i zniknął.
Vincent - zaklęcie działało, ale nie do końca. Smuga raz po raz wychodziła z różdżki, ale opornie i niechętnie. Nie było to jednolite. Chyba brakuje jej napędu.
Isabelle- to, co udało się Tobie wyczarować nie przypominało jeszcze niczego. Różdżka kaszlnęła dwa razy, jakby nie mogła wycisnąć z siebie tego szczęśliwego wspomnienia. Twój obłok wisiał w powietrzu kilka sekund, a po chwili skurczył się i wtopił w tło.
Wanda - Twój twór utrzymał się dłużej w powietrzu. Jak suszarka światło z różdżki wypychało się ku światu, ale dalej miało za słaby napęd. Przez chwilę miało silną barwę.
Skai - Twoje zdenerwowanie wpłynęło na zaklęcie. Rzadka chmura rozdzieliła się na kilka, a potem prysnęła jak mąka, znacząc powietrze wokół Ciebie niebieskimi punkcikami, które również przyblakły.
Thetis - Ciepły strumyk zaklęcia był cieniutki. Udało Ci się go oddzielić od różdżki, ale na tym się skończyło.
Resa - brak.
Zobacz profil autora
Vincent Pride
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 17/06/2014
Liczba postów : 234
Skąd : Orlean, Francja

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sob Sty 10, 2015 3:34 pm

Oczywiście, mógł sobie wypominać wypicie whisky Jareda bez żadnych oporów, jednakże jaki w tym sens? Najwyraźniej nauczyciel i tak planował wlewać trunek do gardeł opornym uczniom, więc łatwiej było po prostu wypić, co dawali - szczególnie, jeśli proponowali dobre whisky. Przynajmniej dobrze smakowała, jak to alkohol(nawet zatruty) otrzeźwiała umysł. Paradoks, owszem, ale Vincent nie miał na co narzekać.
Skutki fantazji Wilsona mógł odczuć już po kilku minutach. Natarczywe, głośne pukanie do drzwi było łatwo zignorować, nawet jeżeli nie brało się go za halucynacje. Nie potrafił sobie przypomnieć listy obecności, więc istniało podejrzenie kolejnego spóźnialskiego, który nie miał tak wiele szczęścia co Resa. Tak czy inaczej, Pride nie miał zamiaru się tym przejmować. Inny uczeń? Sam sobie jest winien, nie jego sprawa. Halucynacje? Tym bardziej nie odwróci wzroku, nie rozproszy się z tak błahego powodu.
Pukanie w okno zdołało odwrócić jego uwagę na moment, gdyż kątem oka dostrzegł coś... różowego? Spojrzał przez ramię, a zobaczywszy coś tak niedorzecznego jak to tylko było możliwe, po prostu przewrócił oczami i wrócił do zaklęcia Patronusa. Doskonale zdawał sobie sprawę o co chodziło w tym zadaniu. Mieli przeciwstawić się oszustwom własnego umysły, a co zapewni lepiej takie rozrywki od strutego alkoholu? O nie, nie jest nowicjuszem, nie jest byle kim i nie zamierzał polec jak pierwszy lepszy nieudacznik. Determinacja wypełniła go, gdy dla pewności przećwiczył ruch nadgarstka kolejne pięć razy. Zamknął oczy, wziął głęboki wdech, a wypuszczając powietrze z płuc ponownie przywołał wspomnienie mające przynieść mu zwycięstwo. Skupił się na nim tak mocno, by mogło stać się jego drugą rzeczywistością, wypełnić myśli, zawładnąć emocjami sprowadzając tę dobrze zapamiętaną radość. Odetchnął ponownie, chcąc skrystalizować obraz, nasilić go. Zaklęcie pokazywało, że jest na dobrej drodze, ale to jeszcze nie to, czegoś brakowało. Musiał włożyć w to więcej tej mieszanki szczęścia i szaleństwa, które w sobie trzymał, pozwolić, by zmaterializowały się w pędzącą białą istotę. Różdżka miała stanowić tylko przedłużenie jego ramienia, cała magia znajdowała się w nim.
- Expecto Patronum. - powtórzył znowu, i kolejny raz, i jeszcze jeden. Będzie powtarzał do skutku, ignorując różowe smoki i cokolwiek innego nie pojawi się przed nim. Patronus, tylko to się liczyło. Niech mu pokażą rzeż pozostałych członków zajęć, nie ważne. On skupił wszystkie siły na wzmocnieniu najszczęśliwszego wspomnienia, pozwolił, aby go wypełniło po same koniuszki palców, by oddychał nim. Niech piekło pochłonie wszystko inne, jemu się uda.
Zobacz profil autora
Thetis Morgenstern
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 07/10/2014
Liczba postów : 110
Skąd : Newcastle

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sob Sty 10, 2015 4:45 pm

Połknięty przez dziewczyny napój pozostawił po sobie nieprzyjemny smak w ustach, choć dzięki temu mogła liczyć na chwilę spokoju z strony Wilsona, który nie spojrzał na nią już więcej. Sposób nauczania Aurora był dla niej czymś zupełnie nowy, przez co trudno było się do niego przystosować, zwłaszcza, że każda nowa lekcja była czymś gorszym od poprzedniej. Jaki normalny nauczyciel podczas swoich zajęć podaje uczniom truciznę, dodatkowo informując, iż nie otrzymają antidotum?! Thetis zastanawiała się kto dał czarnoskóremu mężczyźnie prawo do tego? Zawsze uważała dyrektora Hogwartu za mądrego człowieka, dla którego bezpieczeństwo uczniów to priorytet, teraz miała co do tego mieszane odczucia. Wilson, choć był Aurorem, a więc należał do tej dobrej strony, wydawał się równie niebezpieczny jak Śmierciożercy. Nie zdziwiłaby się,  gdyby nawet sam Voldemort chciałby mieć go w swoich szeregach.
Gdy tylko dziewczyna zaczęła ćwiczyć zaklęcie całkowicie odłączyła się od tego co działo się w sali, wiedziała już z poprzednich zajęć, że najważniejszym zadaniem jest odnaleźć w sobie na tyle silne wspomnienie, aby wyzwoliła z różdżki prawdziwie czystą energię, pod postacią Patronusa. Zdekoncentrował ją jednak głos Wilona, który nakazywał powtórzyć ruchy nadgarstka, blondynka zacisnęła mocniej usta, po czym wykonała polecenie starając się idealnie odwzorować ruchy Halla.
Słysząc o kacu mruknęła pod nosem ciche „super”, po czym wróciła do ćwiczeń, tym razem chciała się jakoś wykazać podczas zajęć. Nie chciała nadal pozostawać anonimowa pośród reszty grupy.  Otworzyła oczy, a wtedy ujrzała jak z jej różdżki wydobywa się cieniutki strumień jasnego światłą, udało się jej nawet oddzielić go od różdżki, jednak nie przybrał on odpowiedniej formy. Mimo tego, na ustach Krukonki pojawił się uśmiech Ha! powiedziała zadowolona, bo to już był duży postęp, patrząc na to, co udało się wyczarować innym. Nie miała zamiaru spoczywać na laurach, fakt wyczarowania nawet tak mizernej „wiązki” Patronusa wzmógł w niej siłę do dalszych prób.
Zacisnęła swoją delikatną dłoń mocniej na różdżce, po czym powtórzyła ruch i wypowiedziała zaklęcie –Expecto Patronum! – mając nadzieję, że tym razem uda się jej wyczarować nieco więcej. Po chwili Wilson zaczął im tłumaczyć, jak działa „trucizna” przez nich wypita, niestety dziewczę nie dosłyszała wszystkich słów, ponieważ głos Aurora brzmiał tak jakby słyszała go przez taflę wody. Był przytłumiony i niewyraźny. W jej uszach rozległ się szum, by zaraz przybrać dźwięk wiertarki, nie raz go słyszała i za każdym razem był tak samo upierdliwy. Potem usłyszała głośne brzęczenie, dlatego zaczęła rozgląda się dookoła, czy przypadkiem  Auror nie postanowił wypuścić w klasie stada os lub szerszeni, niestety nic takiego nie zarejestrowała, zamiast tego dobiegł do niej stukot. Sala zaczęła się kołysać, ktoś krzyknął tak, Thetis skuliła się nieznacznie . Ponownie zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu, jednak widok przesłoniła jej Resa w wielkiej filetowej sukience z borsukiem na głowie , śpiewając piosenkę i tańcząc kankana. To było tak komiczne, że Krukonaka zaczęła się głośno śmiać, nigdy w życiu  nie widziała swojej przyjaciółki w podobnej sytuacji.  Thetis śmiała się głośno i trudno było się jej opanować, a panienka Anderson wcale nie ułatwiają tego. Wtedy dziewczyna sobie coś uświadomiła…..Reś nigdy nie zrobiła by czegoś tak idiotycznego. Nawet jeśli od tego zależałoby pozostanie na zajęciach, wolałaby wyjść niż dać się upokorzyć przy wszystkich. Gryfonka posiadała swoją godność i honor, nawet taki Wilson nie złamałby jej, śmiech Thet powoli ustawał, z każdą chwilą w której uświadamiała sobie, że to mogą być jakieś sztuczki stawała się poważniejsza. Ciebie tutaj nie ma, nie może być…to nie prawda powtarzała w swoich myślach Morgenstern! Skup się! No już! Wspomnienie….wspomnienie….no dalej! nakazywała sobie sama. Musiała przezwyciężyć to co działo się w jej głowie i spróbować uzyskać cielesnego Patronusa.  Wzięła głęboki oddech, wykonała ruch ręką i wypowiedziała EXPEKTRO PATRONUM! jej głos brzmiał pewnie i donośnie. Myśli powędrowały do wspomnień z dzieciństwa, miała wtedy może z osiem lat. Były święta, cała rodzina zgromadziła się u nich w domu, było to jedno z ich pierwszych spotkań, kiedy to czarodzieje i mugolaki świętowali razem. Pamiętała dobrze te święta, wtedy strasznie nabroiła i tata był na nią zły. Nie chciał słuchać żadnych wyjaśnień, blondyneczka strasznie  płakała z tego powodu, wtedy do jej pokoju przyszła babcia Kincaid. Powiedziała jej, że gdy małe dziewczynki płaczą wtedy Wróżki - które na kochała – są bardzo smutne. Po tej rozmowie Thet wyszła do salonu,  pojawił się przy niej ojciec przepraszając za swoje zachowanie, wziął ją na ręce i mocno przytulił mówiąc „Kocham Cię, mój Aniołeczku”, mama spojrzała na nich z czułością, a w jej oczach zaszkliły się łzy szczęścia.
Panienka Morgensternn poczuła jak to wspomnienie całkowicie ją wypełnia, czuła się tak jakby jej dusza odżyła.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   

 

Zielone drzwi [Patronus]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Zielone drzwi [Patronus]
» Zatrzaśnięte drzwi
» Zielone niebo. To co nigdy nie powinno się zdarzyć.
» Studio Piercingu i Tatuażu
» Piwnice (z ukrytymi, starymi zapasami win)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
VI piętro
-