IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Zielone drzwi [Patronus]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Porunn Fimmel
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 789
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sro Gru 17, 2014 10:19 pm

Porunn otworzyła oczy, gdy tylko dotarł do niej głos Wilsona. Pierwsza lekcja za nią i poszło całkiem nieźle. Oczywiście, gdyby nie jeden mały szczegół w postaci ukąszenia przez bahankę i startych kolan. Podniosła się, jednak chwilę później zachwiała, na powrót czując jak ból przeszywa jej ciało. Antidotum zatrzymało jad, ale na pewno tak szybko nie mogło powstrzymać też objawów. Co jak co, noga wciąż była fioletowa. Miała tylko nadzieję, że nie zostanie taka na stałe, lubiła chodzić w krótkich spodenkach, eksponując przy tym swoje długie, zgrabne nogi. Już miała zamiar oprzeć się ramieniem o ścianę, gdy ktoś złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie. Spojrzała kątem oka na Vincenta, posyłając mu krótki uśmiech. Szybko znalazła spojrzeniem swoją klatkę z pucharkami i chwyciła za jej uchwyt, dzięki czemu nie miała problemu z przetransportowaniem ich do dormitorium.
- To są pucharki z bahanek – powiedziała z dumą w głosie. – Jedna mnie użarła, a z tego co wiadomo, to są france jadowite. Prawie zginęłam, moja noga jeszcze trochę boli, ale mam nadzieję, że szybko dojdę do siebie – wzruszyła ramionami, jakby mówiła co najmniej o pogodzie. Była zadowolona z faktu, że miała nowy nabytek w postaci pucharków, które niedługo później powinny zamienić się w stadko bahanek, na których mogła poćwiczyć czary transmutacyjne. Pochyliła się nad jego uchem, po czym szepnęła, aby tylko on usłyszał: - Będziemy mogli później się trochę na nich… zabawić.
Z uśmiechem na ustach odwróciła się za siebie, aby odnaleźć wzrokiem Isabelle, po czym na chwilę odsunęła się od Vinceneta, wkładając mu do ręki klatkę z pucharkami. Zatrzymała się tuż nad panią prefekt, po czym wyciągnęła w jej kierunku dłoń, aby pomóc wstać.
- Izzy, mam ochotę na wielki kubek gorącej czekolady z bitą śmietaną. Masz ochotę zahaczyć o kuchnię niedługo? – zagadnęła.
Wróciła do Vincenta w towarzystwie koleżanki, po czym wskazała drzwi, mając nadzieję już tylko i wyłącznie na przyjemności związane ze słodyczami i lenistwem.

[z/t dla Isabelle, Vincenta i Porunn]

_________________


Teach me how to fight, I'll show you how to win
Put me to the test, I'll prove that I am strong

♪♫♪♫
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/04/2014
Liczba postów : 1179
Skąd : Okolice Londynu.

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Czw Gru 18, 2014 2:46 pm

Słysząc ostry głos Wilsona, Whisperówna automatycznie otworzyła oczy, stwierdzając jednocześnie, że jej wzrok znowu działa tak jak trzeba. Przyjęła to do wiadomości ze spokojem – tak jak wcześniej się spodziewała, Jared przywróci im jeden ze zmysłów i jak widać się nie myliła.
Nie przejęła się również jego paplaniną, bo pewnie mówił to wszystko by tylko ich nastraszyć, a nie zmobilizować. Jednak dla spokoju ducha Wandzia obiecała sobie, że poćwiczy w dormitorium czy bibliotece – dodatkowe lekcje z pewnością się jej przydadzą. Poza tym co jej szkodzi spróbować ponownie się skupić. Poprosi chyba Dwayne’a by jej towarzyszył podczas tych ćwiczeń. On będzie paplał o tym jak zabił mugolskiego aligatora łyżeczką do herbaty, a ona będzie rozmyślać o przyjemnościach. W sumie bardzo dobra opcja…
Gdu Auror zarządził koniec pierwszej lekcji z jej ust wyrwał się jęk zadowolenia, a i ona odzyskała prawie, że dobry humor. Dźwignęła się z kolan, poprawiła swój mundurek, sprawdzając czy nie jest nigdzie ubrudzona – lśniła od kurzu, aleje… Potem spojrzała na Skai, do której podeszła korzystając z okazji, że wokół niej nie kręci się pewien czarny zabijaka i położyła jej dłoń na ramieniu pochylając się nieznacznie nad dziewczyną.
- Byłaś świetna. – Powiedziała z krzepiącym uśmiechem, wiedząc po części, że mulatce może być trochę nieswojo, że zemdlała na pierwszych zajęciach. Whisperówna jako starsza koleżanka postanowiła po prostu ją wesprzeć, co by nie pomyślała sobie, że każdy się z niej śmieje czy coś. Uśmiechnęła się jeszcze raz i cmoknęła ją w policzek na pożegnanie, ściskając jeszcze lekko jej ramię. Oddalając się, zdążyła jeszcze szepnąć jej do ucha.
- Powodzenia. – I mrugnęła oczkiem, co mogło jedynie oznaczać, że trzyma kciuki za jej pierwszą randkę. Potem odwróciła się i obdarzyła Alexa nieodgadnionym, tlącym spojrzeniem, skinęła głową Wilsonowi a reszcie pomachała z uśmiechem, wychodząc z Sali jak najszybciej się dało.

[z/t]
Zobacz profil autora
Jared Wilson
avatar
Auror
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 443
Skąd : Pokój w Dziurawym Kotle.

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Wto Gru 23, 2014 2:51 pm

Lekcja zakończona. Uprzejmie proszę nie włazić tutaj i nie prowadzić fabuł, bo temat jest potrzebny w dalszym ciągu.
Z tematu cała reszta, co się bała napisać :D
Bilokacja zamknięta.
Wyniki lekcji nr 1 znajdziecie w Dziennikach Lekcyjnych.
Zobacz profil autora
Jared Wilson
avatar
Auror
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 443
Skąd : Pokój w Dziurawym Kotle.

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Nie Sty 04, 2015 5:58 pm

Cytat :
Lekcja numer 2 grupy "Gumochłony".
* 2 tydzień września, godzina 17:33, robi się już ciemno.
*  na drzwiach widnieje lista, na której należy się podpisać.
* w sali niewiele się zmieniło. Meble i ławki ustawione są pod ścianą, zasłony przesłaniają okna, panuje tu ziąb.
* Na posty początkowe czekam do dnia 7.01.2015 (środa) do godziny wieczornej (20-21).
* dozwolona jest bilokacja.
* regulamin na stronie pierwszej nie uległ zmianie.
* Lemur jest Miszczem pilnującym Wilsona, żeby Was nie pozabijał ładu i harmonii.
* zaopatrzcie się w różdżki i stalowe nerwy :)


Ostatnio zmieniony przez Jared Wilson dnia Nie Sty 04, 2015 7:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 21/05/2014
Liczba postów : 431
Skąd : Plymouth, Anglia

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Nie Sty 04, 2015 6:39 pm

Czas między pierwszymi a drugimi zajęciami minął jak z bicza strzelił. Ledwo się człowiek obejrzał, a już szedł w stronę sali o zielonych drzwiach, na której jak gdyby nigdy nic wisiała niewinnie lista. Nikogo jeszcze nie było, idealnie. Naciskając łokciem klamkę, Alex wszedł do środka, poprawiając niesioną pod pachą niedużą skrzyneczkę pełną butelek. Wilson nie zmienił wiele w wystroju – meble przesunięte na tył po ostatnich zajęciach zostały w ten sposób i tylko okna dorobiły się zasłon przywodzących na myśl zakład pogrzebowy. Uroczo. Grupie na pewno będzie o niebo łatwiej ćwiczyć w takiej atmosferze.
Auror postawił swoją skrzyneczkę na biurku nauczyciela, siadając sobie swobodnie obok niej z jedną nogą stabilnie opartą na podłodze i drugą wiszącą w połowie w powietrzu. Skoro żaden z uczniów nie odpisał na jego sowę i żaden nie pojawił się w gabinecie, by zadać dodatkowe pytania, Alex został zmuszony przynieść ze sobą proponowane im w listach kremowe piwo. Kto powiedział, że nie mogli sobie odrobinę poprawić humoru, zanim wpadnie Wilson i ich egzystencja spadnie na poziom co najmniej mierny na czas trwania zajęć? Odrobina czynnika bajkowego we krwi nie mogła zaszkodzić. Dlatego też ze swobodnym uśmiechem na ustach Hall podsuwał butelkę każdemu uczniowi, który wchodził do sali ze słowami:
- Tak na dobry początek zajęć. Pij, zanim Wilson nie przyjdzie.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/04/2014
Liczba postów : 1179
Skąd : Okolice Londynu.

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Nie Sty 04, 2015 7:20 pm

Faktycznie – jak ten czas szybko leciał – przecież dopiero co wychodziła z pociągu, szukała swoich rzeczy w kufrze, robiła porządki na półkach. Może tak działo się przez pogodę która się spaskudziła? Dzień w dzień lało jak z cebra – nawet nie można było wyjść na spacer czy cokolwiek – dziewczyna błąkała się tylko od klasy do klasy przez długie korytarze co by zabić odrobinę nudę i rutynę jaka ją dopadała. Starała się spędzać jak najwięcej czasu w bibliotece jednak coś nie dawało jej żyć - dziwne uczucie niepokoju jej nie opuszczało. Od zajęć do zajęć jednak jakoś funkcjonowała – nie było w końcu tak źle – udało się jej załatwić kilka dla niej ważnych spraw, pouczyć się na egzaminy, odrobić wszystkie prace domowe swoje i znajomych. Do tego ćwiczyła koncentrację wraz z Mercy, która wydzierała się jej nad uchem kiedy ta skupiała się na przyjemnych wspomnieniach związanych z jednym z szóstoklasistów.
Szatynka zagryzła wargę na samo wspomnienie pewnego blondyna i skręciła w lewo – do przejścia gdzie akurat znajdowały się jakby znajome zielone drzwi. Procedura wyglądała tak samo. Znalezienie swojego nazwiska na liście, złożenie schludnego podpisu i obejrzeniu się za siebie by sprawdzić czy ktoś się obok niej nie kręci – czy żaden upierdliwy trzecioklasista znowu nie chce wybłagać od niej kolejnej dostawy pierników. Najpierw Filch, potem uczniowie. Kto będzie kolejny? Westchnęła i nacisnęła klamkę, by otworzyć wrota do piekieł. Dosłownie.
Lucyfera, znaczy Wilsona jeszcze nie było – świadczyła o tym w miarę luźna atmosfera panująca w brudnej i starej klasie i brak jakichkolwiek trupów. Wzrok Krukonki padł najpierw na poustawiane meble pod ścianą – o, super, przynajmniej nikt nie nabije sobie dodatkowego guza, a dopiero potem umościł się na znanym jej Aurorze. Wargi panny Whisper ułożyły się na coś na kształt uśmiechu – całkiem sympatycznego zresztą – zamknęła za sobą drzwi nie rejestrując nikogo innego poza ich dwójką w pomieszczeniu. Przestąpiła z nogi na nogę – dzisiaj ubrała się wygodniej i o wiele praktyczniej niż ostatnim razem. Zwykły czarny t-shirt wykonany z bawełny i ciemne dżinsy rurki z wysokim stanem opinające się na jej tyłku. Do tego włosy spięte w wysoki kucyk i trochę przybrudzone trampki. Różdżka schowana w odpowiednim miejscu i pogoda ducha – przynajmniej na razie. Pomachała Hallowi przypominając sobie o liście, który wysłał do niej i do reszty grupy. Ten dalej leżał na jej biurku – miała mu odpisać, pamiętała o tym, jednak wydarzenia, które rozegrały się w ostatnim tygodniu zbyt zaprzątały głowę Wandzie, dlatego…zaproszenie Aurora jej umknęło.
- Cześć, Alex. – Przywitała się z rzeczonym uśmiechem i podeszła do niego kiedy ten wyciągnął w jej stronę jedną z butelek z piwem. Krukonka spojrzała najpierw na szkło, potem na mężczyznę sprawdzając czy wszystko z nim w porządku. Zmarszczyła brwi i chwyciła piwo, starając się rozgryźć co się do cholery dzieje. Zaraz mają rozpocząć się zajęcia – i to z nie byle kim. Jeżeli Jared dowie się, że pili alkohol w klasie to nie pourywa im głów? A potem nie zagra nimi w piłkę?
- Piwo? Nie wiem czy to dobry pomysł… Nie chcę jeszcze umierać. – mruknęła z powątpieniem w głosie, jednak trzymała dalej naczynie w łapkach, jakby bała się, że Hall się rozmyśli i zabierze jej napój bogów.
Czuła się dobrze, była przygotowana do zajęć – może nie myślała o nich non stop, ale robiła postępy. Mrugnęła do Alexa i sprawdziła jeszcze czy nikogo w klasie nie ma. Miała farta, że zastała samego aurora, a nie na przykład Wilsona. Przystawiła butelkę do ust i pociągnęła jeden, solidny łyk czując natychmiastowe orzeźwienie. Piwo smakowało jak piwo. Nie było w nim chyba nic podejrzanego, dlatego po jednym łyku pojawiło się drugie i trzecie. Po chwili odsunęła butelczynę od twarzy i westchnęła niejako zadowolona. Oparła się biodrem o biurko i zerknęła na mężczyznę.
- Będzie aż tak źle, że częstujesz nas piwem? – Spytała szeptem, półgębkiem w razie gdyby pojawił się inny uczeń. Zachowywała się naturalnie – nie chciała się dodatkowo stresować lekcjami, które miały się jej przydać w życiu.
Uwadze Wandy nie umknęły grube zasłony, którymi pozasłaniane były brudne i tak okna. Czyżby Jared obawiał się, że ktoś będzie ich podglądał? Czy może lubił intymną atmosferę? Przydałyby się jeszcze zapachowe świece i jakaś nastrojowa muzyka…
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 789
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Pon Sty 05, 2015 11:18 pm

Ostatnie wydarzenia odrobinę poprzewracały życie Porunn do góry nogami. Umiała jednak sobie z tym poradzić, a większość wiadomości przyjęła nawet z entuzjazmem. Na lekcję Patronusa szła więc z zapałem i gotowością do następnego wyzwania, chociaż szczerze, to trochę się obawiała o swoją psychikę i zdrowie fizyczne. Nie wiedziała czego też mogła się spodziewać po tym szaleńcu jakim był Wilson, jednak miała nadzieję, że w ostateczności wyjdzie z tego obronną ręką. Gdy zauważyła na końcu korytarza zielone drzwi, przyspieszyła kroku. Miała nadzieję, że się nie spóźniła, bo była już dosyć późna pora. Całkowicie zapomniała o zajęciach, a bardzo zależało jej na umiejętności wyczarowania cielesnego Patronusa. W końcu było to całkiem przydatne zaklęcie i niekiedy mogło jej pomóc wyjść z opresji. Ostatnio nabyła bardzo nieciekawej umiejętności jak wpadanie w tarapaty. Dosyć upierdliwe na dłuższą metę. Wpisała się na listę tuż przy swoim imieniu i weszła do środka. Jak ostatnio było brudno, duszno i po prostu nieprzyjemnie. Westchnęła cicho, po czym jej spojrzenie padło na Wandę. Czyli oprócz niej jeszcze nikogo innego nie było. To dobrze, świadczyło to o tym, że się nie spóźniła i miała szansę kontynuowania nauki. Wbrew pozorom była ambitną dziewczyną, pragnącą wiedzy praktycznej, niekoniecznie tej czysto książkowej. Podeszła do aurora, po czym z pewną dozą podejrzliwości spojrzała na piwo kremowe, które kazał wypić. Kto normalny częstował uczniów czymś takim i to przed zajęciami, kiedy trzeba było się skupić? Coraz bardziej zaczęła wątpić w to, że wyjdzie z tej lekcji cała i zdrowa. No cóż, bez ryzyka nie ma zabawy. Oby tylko nie trafiła do skrzydła szpitalnego, jej siostra chyba by dostała zawału, a tego stanowczo chciała uniknąć.
- Mam nadzieję, że ciastka smakowały – powiedziała, przypominając mu tym samym o sowie, którą któregoś dnia wysłała w ramach podziękowania za uratowanie życia. Czasami udawało jej się zrobić komuś miły upominek, szczególnie, że sama za tymi ciastkami nie przepadała, ot niekoniecznie trafiony prezent. Musiała się ich pozbyć, więc sowa była najlepszym rozwiązaniem. Dopiero po tych słowach napiła się tego alkoholu i odeszła pod okno, czekając na jakieś skutki uboczne. Spodziewała się halucynacji, albo od razu śmierci. Kto to tam wie, co mogło Wilsonowi strzelić do tego czarnego łba. Między czasie poczeka jeszcze na Vincenta i Isabelle.

_________________


Teach me how to fight, I'll show you how to win
Put me to the test, I'll prove that I am strong

♪♫♪♫
Zobacz profil autora
Thetis Morgenstern
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 07/10/2014
Liczba postów : 110
Skąd : Newcastle

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Wto Sty 06, 2015 4:53 pm

Czas do kolejnej lekcji nauki Patronusa minął Thetis bardzo szybko. Nawet nie zdążyła ogarnąć tego, co działo się podczas pierwszych zajęć, a tu za kilka minut miały odbyć się kolejne. Oczywiście przed salą blondynka pojawiła się znacznie wcześniej, nie chciała się spóźnić, gdyż to mogło kosztować ją nawet życie. Wilson był bardzo wymagający, a sposób w jaki traktował swoją córkę podczas nauki Patronusa utwierdził pannę Morgenstern, że dla innych nie będzie wyrozumiały, nawet jeśli ich przewinienie będzie naprawdę malutkie.
Stanęła przed drzwiami, wyszukując swojego imienia i nazwiska na liście, po czym złożyła przy nim podpis. Przy okazji zobaczyła, kto już znajduje się w sali i kogo jeszcze brakuje. Niestety Resy nie było, a ona tak bardzo chciała z nią porozmawiać, przez ostatnie dni nie miała kontroli nad swoim ciałem, które przejęła druga jaźń, przez to Thet nie wiedziała, co też nawyprawiała złego.
Niepewnie otworzyła drzwi, za którymi ujrzała znaną salę, właściwie nic się w niej nie zmieniło, poza tym, że pojawiło się kremowe piwo, którym częstował Alex. Na twarzy dziewczyny pojawiło się zdziwienie. Oszalał? przeszło jej przez myśl. –Dzień dobry, panie Hall – przywitała się grzecznie, po czym stanęła trochę dalej od dziewczyn znajdujących się w pomieszczeniu. Wandę znała bardzo dobrze, w końcu należały do jednego domu, zaś resztę kojarzyła jedynie z widzenia, toteż nie miała zamiaru wtrącać się w rozmowę pomiędzy nimi, a Alexem. Postanowiła grzecznie poczekać na Wilsona.
Zobacz profil autora
Vincent Pride
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 17/06/2014
Liczba postów : 234
Skąd : Orlean, Francja

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Wto Sty 06, 2015 9:32 pm

Czas pomiędzy jednymi a drugimi zajęciami Patronusa uciekł mu nie wiadomo gdzie i kiedy. Mimo to nie spóźnił się i nawet nie był tego bliski, bez problemu odnajdując charakterystyczne zielone drzwi. Powoli zaczynał zapamiętywać rozkład sal i korytarzy w zamku, na bieżąco uzupełniając w głowie mapę, która kiedyś może mu uratować skórę. Pytanie tylko czy uda mu się odkryć wszystkie sekrety Hogwartu? Zapewne kryły się tu przejścia i pomieszczenia, o których większość grona pedagogicznego nie miała pojęcia, taka była niepisana zasada starych zamków. Durmstrang z kolei bardziej przypominał wnętrze grobowca faraona, biorąc pod uwagę, że uczniowie prędzej znajdowali stare, zapomniane pułapki niż użyteczne korytarze sprzed kilku stuleci.
Wpisał się na listę, po czym przekroczył próg sali. Jego spojrzenie w pierwszej kolejności odnalazło Porunn, której posłał krzywy uśmiech. Każda inna osoba mogła go negatywnie odczytać, jednakże on był przekonany w stu procentach, że Ślizgonka odkryje w tym naturalny grymas, nie mający żadnych ukrytych treści. No , przynajmniej żadnej złej dla Fimmelówny. Dwie obce mu Krukonki obrzucił tylko spojrzeniem trwającym jedno uderzenie serca. Wyminął je, uznając za mało interesujące, by podejść do pomocnika Wilsona. Czy on mu właśnie proponował piwo kremowe przed lekcją? Patrząc po butelce w dłoni Pierun każdy miał swój przydział. Ta szkoła zadziwiała go z każdą chwilą coraz bardziej i nie był do końca pewien czy pozytywnie. Piwo kremowe, żeby to chociaż była wódka, jak w Durmstrangu.
- Przyznam się, że tego jeszcze nie miałem okazji spróbować, ale zawsze musi być ten pierwszy raz. - stwierdził wzruszając ramionami, po czym chwycił jedną z butelek i odszedł w kierunku Ślizgonki. Upił łyk i w pierwszej chwili musiał przyznać, że mogło być gorzej. Przy drugim zaś... pożałował. Napój był gazowany z kremową pianą, której bliżej było do kogla mogla niż prawdziwej piany z piwa. Pierwsze wrażenie oranżady nie było kiepskie, natomiast później miał wrażenie, że zbrodnią byłoby nawet wlanie zawartości butelki do doniczki z kwiatkiem. Wyraz jego twarzy nie pozostawiał cienia wątpliwości, co do wrażeń, ale czemu się dziwić, skoro Vincent był przyzwyczajony do wódki i dobrego wina jako pół Francuz po Durmstrangu.
- Wy naprawdę to pijecie? - zapytał Porunn, po czym podsunął jej butelkę. - Chcesz? Bo ja nie mam zamiaru się otruć na wstępie.
Najgorsze w tym wszystkim był właśnie fakt, że żadnej doniczki nie było w pobliżu.
Zobacz profil autora
Isabelle Cromwell
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 21/09/2014
Liczba postów : 104
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Wto Sty 06, 2015 10:42 pm

Chyba nie tylko Isabelle miała wrażenie, że czas między jednymi a drugimi zajęciami minął zdecydowanie zbyt szybko. Choć może to i dobrze? Starała się go wykorzystać jak najlepiej, ćwicząc skupienie w najróżniejszych okolicznościach. Chciała nawet napisać do Hall’a, dodatkowa wiedza nigdy nie mogła szkodzić, lecz zbyt późno się zreflektowała… Teraz znów nogi same zaprowadziły ją pod znaną już salę z zielonymi drzwiami. Odnalazła swoje imię i nazwisko, złożyła podpis, po czym weszła do środka. Szybko rozejrzała się po pomieszczeniu, a jej ciało przebiegł dreszcz. Zasłonięte okna nie dodawały temu miejscu uroku, chyba jednak o to chodziło Aurorom. Była ciekawa jakie „atrakcje” tym razem zostały dla nich przygotowane... Rozpoznała obie Krukonki, kątem oka rejestrując stojących blisko siebie Vincenta i Porunn. Każdemu, kto spojrzał w jej stronę, posłała uśmiech – odrobina kultury nikogo jeszcze nie zabiła.
- Dzień dobry – powiedziała, odbierając od mężczyzny butelkę. – Czy to jest jakiś test? – spytała po chwili, nie spuszczając z niego badawczego spojrzenia. Odsunęła się odrobinę, by nie przeszkadzać zbytnio w rozmowie. Po chwili namysłu podeszła do dwójki Ślizgonów, nie będąc pewną, co powinna zrobić z butelką. Może nie był to żaden podstęp, jednak czy warto było ryzykować?
- Chyba nie wymiękasz przy piwie kremowym? – spytała rozbawiona, unosząc jedną brew w górę. – A może podejrzewasz, że mogli tu coś dolać? Nie zdziwiłoby mnie to, gdybyśmy nagle wszyscy zaczęli padać jak muchy… – dodała ciszej, by tak przypadkiem ktoś niepowołany nie usłyszał jej teorii spiskowych. – Nie ma nawet gdzie się tego pozbyć – westchnęła, zerkając na butelkę. Nie miała nawet ochoty się napić i najchętniej oddałaby alkohol znów Alexowi, ale chyba nie wypadało. – Zaproponowałabym Ci również moje piwo, ale chyba nie warto przesadzać przed przybyciem Wilsona – mruknęła jeszcze ciszej, na wszelki wypadek. Postanowiła jednak zaryzykować, przystawiła więc butelkę do ust.
Zobacz profil autora
Skai Wilson
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 25/06/2014
Liczba postów : 183
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sro Sty 07, 2015 2:12 pm


Biegła ile sił w nogach do sali oznaczonych zielonymi drzwiami. Wymijając poszczególne osoby przepraszała za swój pośpiech i z przerażeniem malującym się na twarzy, nie przerywała pościgu za czasem. Zaledwie pięć minut dzieliło ją od rozpoczęcia lekcji patronusa, a wizja rozczarowania w oczach ojca jawiła się jako gradowa chmura. Zbłaźniła się przed wszystkimi podczas akcji z bahankami, które swoją drogą prześladowały ją przez kilka najbliższych nocy i budziła albo Arię albo Yui swoimi wrzaskami. Nie chciała ujrzeć w czekoladowych oczach Jareda zniesmaczenia, które nieudolnie maskował surowym wyrazem twarzy. Obiecała odbiciu w lustrze, że dzisiaj da z siebie wszystko i nie będzie się buntować przeciwko ojcu. Nawet, jeśli każe jej zatańczyć kankana na środku sali – co było samo w sobie pomysłem absurdalnym.
Dobrnęła do grupki osób stojących przed wejściem do pomieszczenia i zatrzymała się, dysząc nie gorzej niż lokomotywa parowa Hogwart Express. Podparła się dłońmi o kolana, nie ukrywając swojego zmęczenia. Odprowadziła wzrokiem innych uczniów, zatrzymując je na Alexie w głębi sali. Posłała mu szeroki i rozbrajający uśmiech, który dotarł do oczu i rozświetlił je ciekawskimi iskierkami. – Dzień dobry, panie Hall – przywitała się z pełną kulturą, kiedy już weszła do środka. Mina zrzedła jej od razu, gdy dostrzegła przedmiot znajdujący się w jego dłoni, a skierowany w jej stronę. Przestraszona cofnęła się o dwa drobne kroki i rozejrzała się gwałtownie, w poszukiwaniu ojca. Powróciła niepewnym spojrzeniem na mężczyznę, nie dostrzegając nawet sylwetki, ani grama ciała Jareda Wilsona na horyzoncie. – Naprawdę? – przełknęła tworzącą się gulę w gardle, doszukując się w jego dobrotliwym geście jakiegoś podstępu. Zamiast tupnąć nogą i powołać się na autorytet ojca, chwyciła pewnym chwytem trunek i zamiast go powąchać przed spożyciem, wypiła niemalże jednym haustem. Dopiero potem jej twarz wykrzywił grymas obrzydzenia, jaki bardzo rzadko dostrzega się u nastolatków pijących jakiekolwiek trunki alkoholowe. Obiecała spełniać wszystkie polecenia, nawet jeśli były one absurdalne, prawda?
Uciekając wzrokiem od spojrzenia Alexa, czym prędzej wślizgnęła się do środka i zlokalizowała instynktownie sylwetkę starszej koleżanki z domu. Podbiegła do niej truchtem, niemalże od razu uczepiając się jej rękawa z rosnącymi wypiekami na twarzy i rozbieganym spojrzeniem, przeskakując z jednego oka na drugie. – Założyłam granatową sukienkę, taką do kolan! O mały włos, a pani Noriss by mnie przyłapała jak się wymykałam na wieżę. – Zrelacjonowała na jednym tchu, kątem oka obserwując wejście do sali, aby zamilknąć jeśli pojawi się tam Jared. Lepiej, aby nie wiedział co wyprawia jego córka.
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 21/05/2014
Liczba postów : 431
Skąd : Plymouth, Anglia

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sro Sty 07, 2015 9:29 pm

Siedzenie samemu w ciszy, gdy twoim jedynym zajęciem było oczekiwanie, stanowiło dla Alexa coś wybitnie nienaturalnego. Należał do ludzi czynu, niespokojnych duchów, które szybko zaczynały czuć frustrację obserwując, jak czas przeciekał im między palcami. Kiedy Wanda pojawiła się w drzwiach, przerwała mu nucenie trzeciej z kolei piosenki i liczenie plam na suficie. Pasjonująca sprawa.
- Panno Whisper – rzucił z lekkim uśmiechem, gestem zdejmując przed nią nieistniejący kapelusz, po czym sięgnął do swojej skrzyneczki z kremowym piwem. Formułka o dobrym początku zajęć wraz z przykazaniem, by pić, dopóki nie było z nimi Jareda, gładko spłynęła mu z języka, nie dając żadnych powodów, by dopatrywać się podstępu w tych słowach. Obawy Krukonki tylko rozpaliły w jego oczach łobuzerskie błyski.
- Wiesz, zgłosiłem się Wilsonowi do asysty, żeby właśnie uniknąć trupów. To świetny auror, ale nauczyciel? - skrzywił się na ułamek sekundy, pocierając kark w bezwarunkowym odruchu. Nie rozwijał tej myśli, do pewnych opowieści należałoby wystawić butelkę ognistej, usiąść w wygodnym fotelu i dopiero po stuknięciu się szklankami zacząć wspominki. Jak gdyby nigdy nic obserwował jak dziewczyna bierze kolejne łyki, spokojnie opróżniając przynajmniej połowę zawartości butelki. Na jej kolejne pytanie uśmiechnął się przepraszająco, splatając razem palce obu dłoni.
- Trochę w tym mojego udziału – przyznał. - Ale ćśś.
Powiedział to w idealnym momencie, by kolejna wchodząca do sali osoba nic nie usłyszała. Alex od razu rozpoznał ślizgońskie dziewczę ugryzione na ostatnich zajęciach przez bahankę.
- Witamy, panno pucharek. Widzę, że noga już normalna – zwrócił się do Porunn, podając jej butelkę z obowiązkową gadką, jeszcze zanim wspomniała o przesyłce. - Tak się zastanawiałem od kogo ta sowa. Miły gest – rzucił, obserwując jak bierze kilka łyków piwa i ucieka na bok. Nie oczekiwał niczego za pomoc, której i tak by udzielił, ale świadomość że mimo to panna Fimmel w jakiś sposób podziękowała, chociaż nie musiała, była naprawdę przyjemna.
Odpowiedział na powitanie kolejnej przybyłej osoby krótkim skinieniem głowy i uśmiechem – nie mógł sobie przypomnieć nazwiska dziewczyny, na poprzednich zajęciach nie zrobiła nic, co szczególnie zwracałoby na nią uwagę. Teraz jednak... Nie wzięła od niego butelki, robiąc tylko zdziwioną, może nieco zmieszaną minę.
Reakcja jedynego chłopaka w grupie wywołała w młodym aurorze rozbawienie – nie miał zielonego pojęcia, skąd się urwał, ani jak to się stało, że wcześniej nie pił kremowego piwa, ale oburzenie na jego twarzy było bezcenne. Brakowało tylko wygięcia ust w podkuwkę.
Ślizgońska pani prefekt, którą zapamiętał z jej dyskusji z Jaredem, nie zawiodła i tym razem. Wcześniej walczyła o prawa uczniów, teraz okazała zdrowy rozsądek. Odpowiedział na powitanie, choć pytanie odnośnie testu skwitował lekkim wzruszeniem ramion i rozłożeniem rąk w geście oznaczającym ni mniej ni więcej a „Nic ci nie powiem, zaufaj własnemu osądowi”. To że wcześniej pokrętnie podał Wandzie szczątkową informację na ten sam temat nie wynikało z faworyzowania jej na tle grupy – on i panna Whisper znali się od dłuższego czasu, mając za sobą trochę wspólnej historii.
- Witaj, Skai – przywitał młodą Wilsonównę, która okazała się być ostatnim uczniem przybyłym do sali. - Naprawdę, naprawdę – potwierdził z rozbawieniem, gdy jej wzrok szybko omiótł salę, zapewne w poszukiwaniu ojca. - Zwolnij, bo się zakrztusisz – dodał, obserwując szybko znikającą zawartość butelki, po czym zerknął do skrzynki. Została jedna butelka - kogoś wciąż brakowało, ale czy zdąży przed nadejściem Jareda?
Zobacz profil autora
Jared Wilson
avatar
Auror
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 443
Skąd : Pokój w Dziurawym Kotle.

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Czw Sty 08, 2015 8:18 am

Dobry nastrój przejawiał się w ograniczeniu powarkiwań na otoczenie, żwawszym krokiem, mniej znudzoną miną i skłonnością do okazywania odruchów człowieczych. Przez korytarz przeszedł jak chmura burzowa, widząc w oddali Anderson w objęciach Filcha. Zacmokał i posłał jej wymowne spojrzenie, a potem skręcił do klasy. Zerwał listę obecności z drzwi i wszedł do pomieszczenia - jeszcze nie zamykając drzwi. Przywiesił pergamin na tablicy. Nazwisko Anderson pociemniało, zaczęło tlić się i powoli wypalać. Kilka minut i zniknie całkowicie. Tylko kilka minut z okazji "dobrego nastroju".
- Niech mi ktoś z Gumochłonów poda chociaż dwa powody, dla których mam stąd nie wywalić Anderson. - odezwał się jak zwykle bez powitania, bo nie było na to czasu. Rzucił spojrzenie na zgrzewkę butelek piw, na jedną nieruszoną. Machnął różdżką i obok na biurku pojawiła się butelka ciemnego alkoholu, powszechnie znanego ognistego whisky i dwie lśniące szklanki.
- Jeśli ktoś sobie życzy, proszę się częstować. Dzisiaj posiedzicie tutaj długo.- chociaż się nie uśmiechnął ani razu, w jego czarnych ślepiach błyskało coś rozbawionego, wesołego. Albo dokopał woźnemu albo dostał, to czego chciał. Rozejrzał się w końcu po sali, zawieszając wzrok na swojej córce. Była punktualnie i wyczuwał od niej determinację. Poprawa, to dobrze. Podszedł do biurka i wziął nieotwarte piwo do ręki. Odnalazł dziecięcą sylwetkę dziewczyny z miną co najwyżej niepewną. Jakby się czegoś bała, a przecież jest w szkole i pod skrzydłami aurorów. Potencjalnie nic jej nie grozi.
- Mongenstern, tak? Częstuj się. Masz moje słowo, że nie będziesz mieć rano kaca. - wbił w nią spojrzenie, sugerując skosztowanie napoju, skoro zapowiada się bardzo długi wieczór. Przeszedł się po całej klasie i różdżką poodsłaniał zasłony. Zakończył wędrówkę przy biurku i wiszącym pergaminie. Odsłonił lewy nadgarstek spoglądając na wskazówki. Postukał w niego palcem, potem spojrzał na kartkę ponownie.
- Tik tak, zaraz wyleci. - mruknął i zaczarował alkohol. Samotna butelka podleciała do Krukonki, stukając w jej rękę i prosząc o skosztowanie. Powinna przyłączyć się do zabawy. Whisky rozlazło się do kieliszków, chlupocząc głośno i kusząco.
- Pride. Drops mówił, że nie jesteś stąd. Powiedz no, czy ogniste dorównuje tam, w twoich stronach. - odsłonił zęby i nie był to uśmiech, bo mu nie wychodził taki normalny odruch. Podsunął pod nos jedynemu chłopakowi mocny trunek. Na Halla jakoby miał się złościć i roznieść wszystko wokół, a tymczasem zaskoczył wszystkich "dobrym nastrojem". Jak zwykle wyjął pudełko cygar i po chwili w klasie rozniósł się dławiący dym.

Czekam na jakieś posty do dzisiaj wieczorem. Anderson z racji usprawiedliwienia się w ostatniej chwili przed moim pierwszym postem ma szansę na pojawienie się do końca tego dnia. Piszcie ile chcecie, wieczorem drzwi zostaną zamknięte. Mongerstern, Pride, Wasze posty chciałbym tu widzieć dziś jesio.

Edit Zadbajmy o realizm. Jeśli Wy coś podejrzewacie, nie oznacza, że postać również. To piwo. Każdy, kto lubi piwo niech się napije. Nie ma żadnych skutków ubocznych, póki ktoś Wam tego nie powie. Od razu zakładacie,że Wilson chce Was otruć, a on może próbuje być miły? :D


Ostatnio zmieniony przez Jared Wilson dnia Czw Sty 08, 2015 2:48 pm, w całości zmieniany 3 razy
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/04/2014
Liczba postów : 1179
Skąd : Okolice Londynu.

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Czw Sty 08, 2015 10:23 am


Krukońskie dziewczę wolało nie komentować sposobu nauczania Wilsona, bo nie wiadomym było to kiedy ten pojawi się w Sali, by ogarnąć ich wszystkim wzrokiem mówiącym ‘Co ja tutaj robię’. Poza tym nie chciałaby by ktokolwiek usłyszał prawdziwe zdanie na temat Aurora, które było dosyć… podzielone. Nie umiała go nienawidzić, był tylko człowiekiem o dosyć upierdliwym charakterze, potrafiącym dać w kość. Ale czy nie taki powinien być Auror? Szatynka przez chwilę zlękła się myśli, że i ona taka będzie, jeżeli uda się jej zaliczyć wszystkie szkolenia i testy. Z drugiej jednak strony – tak spoglądając na Alexa nie każdy dorosły czarodziej taki bywał. No cóż, to wychodziło na to, że Jared jest po prostu gburem.
Na razie nie czuła żadnego efektu ubocznego piwa, które pochłonęła niemalże całe. W odpowiedzi na uśmieszek Halla posłała ten sam, uroczy grymasik, który rozjaśniał jej twarzyczkę – nie odezwała się już, woląc poczekać na resztę grupy, która jak na zawołanie zaczęła się zbierać.
Wejście Pieruna zbyła szybkim zerknięciem w jej stronę. By nie wyjść na Wilsonowego chama kiwnęła głową, po czym zajęła się obracaniem butelki w dłoniach. Przez chwilę zastanawiała się co też przyszło Alexowi na myśl, że ten począł wszystkich częstować piwem, z dokładnie tym samym tekstem. Czyżby chciał się z nimi zakumplować? Pokazać, że te zajęcia nie są takie złe? Że powinni dalej się starać by uzyskać odpowiednie efekty? A może po prostu chciał dodać im otuchy, bo widział jaki jest i jak się zachowuje czarnoskóry mag.
Czujne oko Wandy zarejestrowało również pojawienie się Thetis – uroczej Krukoneczki z klasy niżej, która jednak nie pochwaliła ich łamania regulaminu i nie przyjęła piwa. Szatynka nie wiedziała co o tym myśleć – coś jednak przeczuwała, że blondynka postąpiła niesłusznie. Zerknęła ku Alexowi by zbadać jego reakcję, jednak nic nie wyczytała z jego jasnych oczu. Potem wpadł chłopak ślizgońskiej Fimmelówny, i Izzy, do której się uśmiechnęła. Racja, odrobina kultury jeszcze nikomu nie zaszkodziła. W sumie nic do niej nie miała, a i jako Prefekt się sprawdzała. I dobrze.
Obróciła butelką jeszcze raz i póki Wilsona nie było w Sali napiła się raz jeszcze i jak gdyby nigdy nic, mimochodem odstawiła swoje szkło na biurko Halla, z miną niewiniątka. Co miało być to będzie, domyślała się, że dzisiejsze zajęcia będą się nieco różnić od poprzednich. Na to również była przygotowana. Na swój sposób.
Gdy się odwróciła do pomieszczenia wpadła ostatnia osóbka, na której widok panna Whisper szczerze się uśmiechnęła. Pomachała na powitanie młodej Wilsonównie, spoglądając rozbawiona na jej niepewną reakcję na wyciągnięte w jej stronę piwo. Uniosła brew widząc jej dziarski chwyt i t jak bohatersko wydoiła napój alkoholowy nie bacząc na innych. Gdy wzrokiem wyłapała jej rozbiegane spojrzenie pochyliła się w jej stronę – bo ta raz - dwa znalazła się tuż przy niej.
- Na pewno ślicznie wyglądałaś. – odszepnęła szybciutko, jednak wyraźnie, zerkając ku czarnoskórej dziewczynie, by zaraz tak jak i ona sprawdzić czy nikt nie kręci się przy drzwiach wejściowych. Korzystając z ułamka wolnej sekundy mruknęła jeszcze.
- No i jak było? – Wcześniej Wandzia niestety nie miała czasu by szczegółowo wypytać Skai o przebieg całej randki, dlatego teraz z rosnącym zaciekawieniem wyłapywała każdy szczegół z rozentuzjazmowanej buźki Mulatki.
Najpewniej gdy wyjaśnienia Sky będą dolatywać do jej ucha, to właśnie wtedy do pomieszczenia wtargnie wszystkim znany gbur, który na powitanie zaserwował im pytanie typu i-tak-nie-interesuje-mnie-Wasze-zdanie. Dlatego też Wanda tylko skierowała spojrzenie piwnych oczu na potężną sylwetkę Aurora odpowiedź zostawiając dla siebie. Dopiero gdy Wilson wspomniał o Resie, ta faktycznie uświadomiła sobie, że jej nie zauważyła. Może jej coś wypadło – jakiś zaległy szlaban albo jeszcze inna sprawa.
Zaskoczył ją widok whiskey, która swoim bursztynowym blaskiem kusiła wszystkich wokół. Przełknęła ślinę, bo skoro pojawia się mocniejszy alkohol – wśród uczniów, którzy nie wszyscy mają ukończone te nieszczęsne siedemnaście lat, to wiedz, że coś się dzieje. Jej wzrok przesuwał się od nauczyciela po Thetis, do której przyczepił się Jerry. Dlaczego aż tak bardzo zależało mu na tym aby wszyscy skosztowali piwa? To trochę podejrzane, dlatego też oczy panny Whisper zwęziły się odrobinę, już na kilometr wyczuwając podstęp. Nie była głupia – wesołe iskierki w patrzałkach czarnoskórego nie zwiastowały niczego dobrego. Pewnie chciał ich otruć. Ciekawe ile im czasu pozostało.
Wyczuwając obecność swojej młodszej koleżanki z domu czuła się trochę pewniej – bo przecież nie ma to jak kogoś życzliwa twarzyczka gdy wokół pełno niewiadomych. Dalej stała tak jak wcześniej, oparta o jedną z ławek, podczas gdy Jared zagadywał Vincenta, co również nie uszło jej uwadze.
Zobacz profil autora
Thetis Morgenstern
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 07/10/2014
Liczba postów : 110
Skąd : Newcastle

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Czw Sty 08, 2015 6:01 pm

Mimo wielkiej determinacji, którą dziewczyna miała w sobie, z trudem podchodziła do zajęć z Wilsonem. Mężczyzna dużo mówił, tłumaczył, używał niekonwencjonalnych sposobów nauczania, jednak to wcale jej nie pomagało. Wręcz napawało strachem, przez cały okres odliczała termin do następnych zajęć, nawet kilka razy próbowała wyczarować swojego Patronusa, gdzieś na uboczu, jednak z marnym skutkiem. Najwspanialsze wspomnienie….niby proste zdanie, miała wiele wspomnień, lecz żadne nie okazało się na tyle silne, by z jej różdżki wystrzelił choćby delikatne strugi światła.
Jak w takim razie Auror potrafił wyczarować pełną postać Patronusa bez najmniejszego problemu skoro był gburem pozbawionym jakiegokolwiek współczucia? Thetis potrząsnęła delikatnie głową odrzucając od siebie niepotrzebne myśli. Stała z boku przypatrując się reszcie, którzy rozsmakowywali się w kremowym piwie. Na sam dźwięk jego nazwy, przez ciało dziewczyny przechodziły nieprzyjemne ciarki, a w dodatku martwiło ją to, że nigdzie nie było Resy. Musiało się coś stać, gdyż Gryfonka nie opuściłaby tak po prostu tych zajęć, blondynka znała ją zbyt dobrze. Na pytanie mężczyzny wzruszyła tylko ramionami, nie chciała go prowokować, była pewna że jej przyjaciółka wyjaśni całą sprawę gdy tylko się pojawi.
-Dziękuje bardzo, jednakże nie pijam alkoholu. Nie działa on na mnie zbyt dobrze. – odpowiedziała najuprzejmiej jak potrafiła. Naprawdę nie lubowała się w żadnym trunku zawierającym procenty, mała ich ilość osłabiała ją, przez co ta druga jaźń mogła w każdej chwili przejąć panowanie nad ciałem. Nie mogła dopuścić do tego, zwłaszcza podczas zajęć z Wilsonem, wiedziała do czego zdolna jest Thetis, była uosobieniem wszystkiego co najgorsze. Demonem czyhającym jedynie na okazję by się uwolnić i zniszczyć wszystko na czym jej zależy.
Kiedy butelka z piwem znalazła się przy jej dłoni pochwyciła ją, jednak nie skosztowała. Nie dlatego, że bała się podstępu ze strony Auror, choć nie można powiedzieć iż całkowicie mu ufała. Był w zbyt dobrym humorze, co zdecydowanie mogło wydać się podejrzane, ale większość z osób nawet nie brało tego pod uwagę, może zabił jakiegoś Śmierciożercę i dlatego teraz jest „wesolutki”? To w jakiś sposób wyjaśniałoby dobry nastrój mężczyzny.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   

 

Zielone drzwi [Patronus]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Zielone drzwi [Patronus]
» Zatrzaśnięte drzwi
» Zielone niebo. To co nigdy nie powinno się zdarzyć.
» A jaki jest Twój Patronus?
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
VI piętro
-