IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Zielone drzwi [Patronus]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Thetis Morgenstern
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 07/10/2014
Liczba postów : 110
Skąd : Newcastle

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sro Gru 10, 2014 8:18 pm

W pierwszych dniach po rozpoczęciu roku Hogwart wrócił do normalnego trybu życia: rozpoczęły się lekcje, Wielka Sala znów była wypełniona po brzegi podczas uczt, a na korytarzach na każdym kroku słyszało się okrzyki i śmiechy uczniów. To był naturalny stan rzeczy, do którego Thet była przyzwyczajona, poza nowymi twarzami, w szkole nic się właściwie nie zmieniło.
Przez cały ten tydzień dziewczyna czekała uparcie na czwartkowe popołudnie, kiedy to zacznie uczyć się Zalęcia Patronusa. Panienka Morgenstern czytała o tym zaklęciu, kiedy działa poprawnie, wyczarowuje Patronusa, czyli coś w rodzaju antydementora, strażnika, który jest tarczą między czarodziejem a Dementorem. To rodzaj pozytywnej siły… Jest projekcją tego, czym Dementor się żywi: nadziei, szczęścia, woli przeżycia… ale nie może odczuwać rozpaczy, jak prawdziwy człowiek, więc Dementor nic nie może mu zrobić. Zaklęcie to jest bardzo skomplikowane i nawet wielu wykwalifikowanych czarodziejów ma z nim trudności. Te informacje sprawiły, że blondynka miała jeszcze większą motywację, by uczestniczyć w zajęciach prowadzonych przez profesora Wilsona.
Kilka minut po trzynastej dotarł do zielonych drzwi, czując w żołądku silne ukłucie paniki otworzyła je, wchodząc do przestronnej sali wypełnionej uczniami. Wcześniej oczywiście przeczytała listę osób należącej do tej grupy, a widząc imię i nazwisko swojej przyjaciółki nabrała ciut pewności siebie. Weszła do środka i zobaczyła Resę siedzącą na jednym z krzeseł, zaś drugie stojące tuż obok było wolne. Trzymając w dłoni swoją różdżkę zajęła je. –Cześć – przywitała się z Gryfonką, a jej usta ozdobił delikatny uśmiech.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/04/2014
Liczba postów : 1179
Skąd : Okolice Londynu.

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sro Gru 10, 2014 8:47 pm

Whisperówna nie sądziła, że jej głupie gadanie na cokolwiek się zda, aczkolwiek z uśmiechem zaobserwowała, że młodsza koleżanka z ławki uważnie jej słucha. Przez sekundę czy dwie poczuła rozlewające się ciepło w okolicach serca, łapiąc się na tym, że ostatnio stanowczo zbyt szybko się rozczula. Tym razem jednak nic się nie stało i dalej obserwowała mulatkę z rosnącym zainteresowaniem. Tak uroczo wyglądała z tymi dołeczkami w policzkach, które pojawiały się za każdym razem gdy ta uśmiechnęła się szerzej. Słodki widok – dlatego nie dziwiła się tajemniczemu wielbicielowi, że zaprasza właśnie tą osóbkę na randkę. Sama by tak zrobiła gdyby tylko była chłopcem.
Widząc początki histerii, która powoli wpływała na zachowanie Skai czym prędzej położyła jej doń na ramieniu i ścisnęła je delikatnie, zaglądając jej w czekoladowe oczy.
- No już, już. Mówię, bądź sobą i się nie przejmuj niczym. – Uśmiechnęła się uspokajająco i obróciła się w jej stronę, by widzieć ją lepiej. W międzyczasie do Sali wpadły dwie nowe osoby – Resa, z tego samego roku co ona, którą całkiem nieźle znała, a potem Thet, Krukonka o rok młodsza, do której również szeroko się uśmiechnęła, a co. Nie zamierzała rzucać na lewo i prawo zlęknionych spojrzeń. Trzeba było wrócić do życia.
Gdy poczuła naturalny i słodki zapach Wilsonówny zmarszczyła brwi i nasłuchiwała tych dwóch wyrazów, od których wszystko będzie zależało. Czy to był Lucas? Kapitan drużyny? Z którym mimo wszystko Skai często się widywała, z racji bycia szukającym? Nic bardziej mylnego. Szept dotarł do jej uszu i tylko ona wiedziała kim jest jej ukochany. Przez chwilę faktycznie nie mówiła kompletnie nic próbując skojarzyć twarz z nazwiskiem, które w pierwszej chwili nic jej nie mówiło. Zaraz jednak potem uśmiechnęła się lekko i pokiwała głową z uznaniem.
- Przystojniaczek. – Skwitowała krótko, unosząc jeden kciuk do góry. Cóż, jak widać Śizgonów ciągnie do Krukonek. Najpierw Rosier i di Scarno, potem Carrow z Yumi, a teraz Skai i Lloyd. Celowo pominęło Grossa, który odszedł już w niepamięć, a ona dalej pozostaję tą, która Niemca nie chciała. Bardzo zacny tytuł trzeba przyznać.
Jeszcze przez chwilę trawiła odpowiedź koleżanki, nawet nie zaszczycając spojrzeniem grupki uczniów ze Slytherinu, zwyczajnie nie chcąc sobie psuć humoru przez Porunn, bo dopiero co go odzyskała za sprawą młodszej dziewczyny. Uśmiechała się lekko przez cały czas trochę rozbawiona reakcją panny Wilson – oj tak, teraz to miała czym się stresować. Miała pierwszą randkę! I to z nie byle kim, hoho. Tej to się poszczęściło. Wypuściła powietrze z ust i spojrzała mądrze na towarzyszkę.
- Najpierw skup się na zajęciach, daj z siebie wszystko, by Twój ojczulek się nie czepiał, a potem pójdziesz do dormitorium, wyciągniesz najlepszą kieckę jaką masz i uśmiechaj się często, bo z uśmiechem Ci do twarzy. Oczarujesz każdego kogo zapragniesz. Wierz mi. – Pochyliła się zaraz nad uchem ciemnoskórej i wyszeptała jej kilka rad, które powinny zadziałać. Wanda była zwolenniczką naturalności i jeżeli coś się miało stać to się stanie. Nieważne czy na randce w kawiarni czy na błoniach. Chemię da się wyczuć od razu, a widząc minę Skai wiedziała, że jest o co walczyć.
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 21/05/2014
Liczba postów : 431
Skąd : Plymouth, Anglia

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sro Gru 10, 2014 11:46 pm

Perspektywa pierwszych zajęć w semestrze była... Właściwie Alex nie do końca wiedział, jakimi uczuciami napawała go ta perspektywa. Nigdy nie uważał się za kogoś stworzonego do szlachetnej sztuki nauczania, a grupy nastolatków przekraczające trzy sztuki zwykle wywoływały u aurora ten drobny tik nerwowy, kiedy żyłka pulsowała mu na skroni, a dłoń rwała się do różdżki. Świetny materiał na członka ciała pedagogicznego, Hogwart miał niesamowite szczęście, że wylądował akurat tutaj. Wybitne wręcz. Biorąc pod uwagę niechęć i wyraźną pogardę profesor Lacroix do jego skromnej osoby, zajęcia nauki patronusa mogły być przez długi czas jedynymi, jakie dane mu było prowadzić. A właściwie tylko asystować, czy jak to barwnie określił Wilson „zeskrobywać resztki ze ścian”, ale od czegoś musiał zacząć, jeśli miał produktywnie spędzić w tej szkole przynajmniej rok. Bezczynność i odwalanie roboty byle jak absolutnie nie wchodziły w rachubę, wolałby skoczyć z wieży astronomicznej niż marnować w ten sposób czas.
Być może wykazał się kolosalną bezczelnością i niedbałością, ale po szybkim obchodzie, jaki urządzili sobie z Jaredem w niezbyt szerokim pasie Zakazanego Lasu, jedynym co zrobił, by jako tako doprowadzić się do porządku, było strzepnięcie liści z włosów. Nie szli w końcu na zawody Miss Uniwersum, jeśli kogoś obrażało trochę piachu sypiącego się z podeszw, czy brzeg koszulki wystający ze spodni, wiedział, gdzie znajdowały się drzwi. A te konkretne drzwi należałoby dodać, wyjątkowo ciężko było przegapić, bo chyba jako jedyne w całym zamku zostały przemalowane na jaskrawy odcień zieleni – fantazja dyrektora po pijaku, czy ka cholera?
Droga na szóste piętro okazała się zadziwiająco... Nudna. Czasy szkolne skutecznie nauczyły Alexa, że nie mógł ufać żadnym schodom, bo pielęgnowały hobby polegające na wyrzucaniu uczniów tam, gdzie nie chcieli się znaleźć, zbroje stawały się potencjalnymi kryjówkami Irytka, obrazom nigdy nie zamykały się usta... Teraz, gdy nie był ledwie odrosłym od ziemi chłopaczkiem z łobuzerskim uśmiechem wiecznie przyklejonym do ust, wnętrze tych murów ucichło. Nie miał pewności, czy to dobrze czy nie.
Przed wejściem do sali ściągnął z drzwi listę z siedmioma nazwiskami, zwijając ją w ciasny rulon – Wilson szedł niedaleko za nim, a że nie tolerował spóźnialstwa, nie było żadnego sensu w zostawianiu jej na zewnątrz. Jeśli ktoś postanowi wpaść do sali po czasie, wyleci z niej równie szybko.
- Mało was. I dobrze – oświadczył krótko, obrzucając wszystkich obecnych uczniów szybkim spojrzeniem, po czym idąc w stronę biurka z przygotowaną popielniczką, wyciągnął różdżkę i krótkim jej machnięciem zamknął z trzaskiem okno. Dokładnie te, które pani prefekt Slytherinu wcześniej otworzyła, by obecna w klasie grupa poczuła się trochę lepiej w tym całym kurzu i zaduchu. Z tego co usłyszał od Wilsona i jego planów odnośnie tych zajęć, nieprzyjemna atmosfera była im wręcz na rękę. Lista wylądowała na biurku rzucona mocno niedbałym ruchem, a sam auror ponownie skierował spojrzenie intensywnie zielonych oczu w stronę uczniów, tym razem skupiając je na każdym przez dłuższą chwilę, jakby każdy z obecnych był poddawany jakiemuś cichemu testowi. Kąt jego ust drgnął na widok Wandy oraz Skai – obie zostały obdarzone czymś, co można by nazwać cieniem uśmiechu.
Zobacz profil autora
Jared Wilson
avatar
Auror
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 443
Skąd : Pokój w Dziurawym Kotle.

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Czw Gru 11, 2014 5:18 pm

Zakazany Las dalej był nudny jak flaki z olejem. Wystarczająco naoglądał się go podczas edukacji w latach 1948-1955 i w roku zeszłym, gdy wraz z armią innych aurorów musiał to patrolować i pilnować Hogwart. Nie znalazł żadnego pożytecznego zajęcia, skoro został poproszony o nauczanie tutaj dzieciarni zaklęcia Patronusa. Gdyby pomysł ten mu się nie spodobał, olałby tę propozycję mimo, że składał ją Dumbledore, którego szanował. W Zakazanym Lesie mógł sobie przynajmniej zapalić cygaro. Zgasił je przed powrotem w mury, idąc z pochmurną miną obok Halla. Znał siebie i wszyscy znali Wilsona. Lepiej podsunąć mu osobę, która przypilnuje i dzieciaki i tego gbura, żeby ich wszystkich nie pozabijał na pierwszej lekcji. Cierpliwości mu brakowało, a i tak to on tutaj przychodził i poświęcał swój cenny czas na edukację młodego pokolenia.
Przelotnie przejrzał zapisany pergamin znajdując na nim podpis swojej córki. Zignorował serduszko nad “i” tylko wszedł do zaduszonej sali z miną, jakby właśnie zjadł fasolkę o smaku wymiocin. Garstka osób. Strzelił różdżką w latającą muchę zabijając ją z odległości kilkunastu metrów. Następnie rzucił klątwę na drzwi, które zamknęły się z trzaskiem. Dwa zgrzytnięcia świadczyły, że sala została zamknięta zaklęciami. Zapadła cisza, a Jerry prześledził uważnie uczniów. Zatrzymał spojrzenie ciemnych ślepi na swojej córce na dłużej, nie bawiąc się jednak w żadne powitania i radości z widoku rodzonego dziecka. Dobrze, że jest. Zrobiła to, czego oczekiwał i musi się dostosować do panujących reguł tak, jak reszta.
Wilson Jared i Hall Alex. - powiedział gniewnym tonem, a kreda za ich plecami automatycznie zapisała na tablicy oba nazwiska. - Nie jesteśmy waszymi nauczycielami, a aurorami. Nie ma przerw na siku, nie ma przerw na jedzenie. Siedzicie tutaj dopóki nie otworzę drzwi. - wyjął z kieszeni szaty paczkę metalowych cygar i rzucił je niedbale na biurko. Kreda napisała na samej górze tablicy jeszcze jeden wyraz. Gumochłony. Podkreśliła to dwa razy.
- Zapamiętajcie jak się nazywacie, bo tak będę informował was o innych zajęciach. - skomentował nie udając, że to on wymyślił tę błyskotliwą nazwę dzieciarni. Nie mógł się powstrzymać i nie musiał.
- Wstawać i lepiej się odsunąć. - uczniowie mieli niewiele czasu, aby zerwać się na równe nogi i odskoczyć. Wilson skinął Hallowi głową i równocześnie z nim zamachnął różdżką nad głową, w ciągu dwóch sekund wystrzeliwując z niej zielone światło. Połączone z zakleciem Halla robiło wielki rozpierdziel. Mianowicie wszystkie ławki, krzesła z hukiem poleciały w tył. Silne powietrze wywołane zaklęciami porwało ze sobą wszystko na drodze. Na sam koniec klasy. Postał wielki rumor, rozgardiasz wywołany przesuwającymi się meblami. Sam Irytek byłby dumny z tego zamieszania, a hałas zbudziłby nawet umarlaka. Jeśli ktokolwiek zdążył uskoczyć, miał wielkiego farta. Jeśli nie, leżeli tyłkami na podłodze. Tam, gdzie jest ich miejsce. Skontrolował pozycję Skai, posyłając jej nieodgadnione spojrzenie. Jak tylko wszystko ucichło, Wilson otrzepał kurz z rękawów kiwając Hallowi głową z uznaniem.
-Nie będą nam potrzebne. - niby to łaskawie wyjaśnił czemu bez uprzedzenia posłał wszystkie meble w ciasny kąt na tyły. Nic nie robił sobie z ich min. Wilson łamał wszystkie stereotypy i zamierzał się tutaj całkiem dobrze bawić.
- Przez Ministerstwo zgodziłem się nauczać was zaklęcia patronusa, czyli tarczy. Nie będę wykładał teorii, bo nauczycielem nie jestem. Jeśli nie jesteście głupkami, wiecie o tym zaklęciu wszystko, co się da. Wszystko, poza częścią praktyczną. - - powiedział głośno i dobitnie, patrząc na ich głowy z góry. - Podstawą tej klątwy jest najszczęśliwsze wspomnienie w waszym krótkim życiu. Wbrew pozorom jest to najtrudniejsze i przez to masa dorosłych ludzi ma tu glebę i nie umie wyczarować nawet dymka. I to dzisiaj będziecie ćwiczyć. - wyjaśnił krótko i na temat, nie zagłębiając się w zbędne szczegóły. Podszedł do biurka i wyjął z pudełka cygaro. Podpalił go końcówką różdżki, mając w nosie zasady i regulamin. W tej klasie to on ustalał co się dzieje i nikt nie będzie mu przeszkadzał. Zaciągnął się tytoniem, wypuszczając trującą, gęstą smugę dymu w to małe pomieszczenie z celowo zamkniętymi oknami. Wyciągnął paczkę ku Hallowi.
- Chcesz? Posiedzimy sobie trochę. - czy wziął czy nie, odłożył pudełko z powrotem. - Zadawać pytania możecie, a nawet musicie, ale ma to dotyczyć praktyki. Jeśli nie ma pytań, siadać na tyłkach. Będziecie myśleć. Wiem, że to dla was coś nowego, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz. - powiedział wrednie, trochę się rozluźniając. Usiadł na biurku, które zaskrzypiało pod ciężarem dwumetrowego czarnoskórego faceta. Jego biurko i dwa krzesła zostały na swoich miejscach.
- Będę widział postępy. Macie znaleźć w sobie najpiękniejsze wspomnienie. Jak już się wam uda, zajebiście. W tym czasie ja z Hallem sobie porzucamy tłuczkiem.- Przytrzymał cygaro zębami i jednym ruchem pomanewrował różdżką. Ze stęchłego radia stojącego na regale pod ścianą zaczęła wydobywać się muzyka Upiornych Wyjców. Wilson zdradził się, że był w tej klasie wcześniej. Wyjął cygaro, wkładając je między palec wskazujący a kciuk i zagwizdał, a tłuczek wyleciał z półotwartej skrzyni wprost do jego czarnych rąk. Podrzucił go do góry, a potem do Halla.
- Jest jeden byk, jak już co bystrzejsze osoby się domyślają. - odezwał się wtedy, jak wszyscy już usiedli na niewygodnej zimnej podłodze. Jego głos z łatwością przebijał się przez płynącą muzykę. - Będę wam to utrudniał. Z Hallem będziemy wam przeszkadzać i was rozpraszać, a wy macie mieć to w dupie i dalej szukać swojego wspomnienia. Ten, kto spełni to zadanie przestanie reagować na otoczenie i się wyłączy tak jak zdarza się wam to na lekcjach. Stanie się odporny na wszystko. - chyba jeszcze nigdy nie mówił bez przerwy tak długo. - Choćby troll górski pożerał wam nogę, macie się na to wyłączyć i wypełnić siebie tym wspomnieniem. Jeśli się tego nie nauczycie, nie macie co tutaj do roboty. - tymi słowami zakończył “wykład” na temat podstaw tego co będzie się tutaj działo przez najbliższy czas. Tutaj dorośli polegli. Wielu dorosłych, bo nie umiało skoncentrować się w stresującej sytuacji i pokonać otoczenie na rzecz przywołania w sobie tej energii, która może kiedyś wystrzeli z ich różdżek zamieniając się w patronusa. Bardzo potężne zaklęcie i bardzo czyste. Mina Wilsona mówiła “Pytać, a jak nie to siadać i brać się do myślenia”. Zaciągnął się cygarem i odwrócił głowę w stronę Halla. Nie uśmiechał się, bo ludzie pokroju Wilsona rzadko sobie na to pozwalają, ale jego ślepia były bardzo rozbawione. To dopiero się ubawią dzisiaj po pachy.



Czas na odpowiedź do: 13 grudnia do godziny 17:00. Przez ten czas piszcie ile chcecie. Mój post może pojawić się wcześniej, ale nie musicie się tym martwić. Wy macie odpisać przynajmniej raz do soboty.
Zobacz profil autora
Skai Wilson
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 25/06/2014
Liczba postów : 183
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Czw Gru 11, 2014 7:19 pm

Zabrała głęboki wdech i wstrzymała oddech, aby zmniejszyć spustoszenia siane przez rosnącą w jej sercu panikę. Już teraz była przekonana, że nie poradzi sobie dobrze na czekającym ją spotkaniu i wydurni się przed najprzystojniejszym chłopakiem w szkole. Wydęła zrezygnowana usta, rumieniąc się odrobinę mocniej po komentarzu Wandy. Ciężko było jej uwierzyć w prawdę wypowiadaną przez koleżankę, dlatego milczała i słuchała w dobre rady. Przesunęła się bliżej Krukonki i nadstawiła ucha, przytakując jak padło ostatnie słowo. – Dam z siebie wszystko. – Powiedziała głośniej z powodu poruszenia, jakie nastąpiło przy wchodzeniu kolejnych osób do sali.
Wyprostowała się na krześle, posyłając szeroki uśmiech do Wandy i próbowała skupić uwagę na młodym aurorze, wyraźnie zaskoczona jego obecnością tutaj. Zamknęła usta zanim ktokolwiek zdążył zorientować się jak głupio wygląda młoda Wilsonówna i odpowiedziała nieśmiałym uśmiechem na powitanie nauczyciela. Serce znów zaczęło wyczyniać dzikie harce, ale tym razem z powodu wejścia ojca do pomieszczenia. Oblał ją zimny pot na myśl, że może dostrzec rumieńce Skai i zabrać ją za wypytywanie o szczegóły. Przeleciała wzrokiem po reszcie uczniów, zatrzymując wzrok na mało znanej jej Gryfonce. Ona też miała rumieńce na twarzy, więc Wilson łudziła się – nikt nie zauważy niezdrowych wypieków na twarzy, a jak już podpisze je pod ekscytację nadchodzących zajęć. Była w końcu najmłodsza i najmniej potrafiła ze wszystkich obecnych uczniów, wykorzystując okazję do zaprezentowania ojcu zdobytych umiejętności.
Podskoczyła w miejscu, kiedy drzwi zatrzasnęły się z donośnym hukiem i reszta uśmiechu zeszła jej z twarzy. Nie z powodu zadowolenia z ujrzenia ojca, ale ze strachu przed jego twardą ręką, która była czymś nowym dla Skai. Przyzwyczajona do dobrych kontaktów z Jaredem, który traktował ją często niczym księżniczkę…przestraszyła się gwałtownej zmiany. Dwukrotnie powtórzyła nazwę grupy, z obawą przed przykrymi konsekwencjami jeśli zapomni. Zerknęła przestraszona w kierunku Wandy szukając wyjaśnienia w oczach starszej koleżanki. Nie otrzymała jednak odpowiedzi, bo krzesła zostały potraktowane zaklęciem. Przez klasę przebiegł głośny pisk Sky, która uderzyła się w kolano i upadła na podłogę zgodnie z przewidywaniami ojca. – Bolii.. – wyjęczała, nie wiedząc czy chwytać się za obitą pupę czy kolano, na którym zakwitnie siniak. Uciszona została surowym spojrzeniem ojca, więc zacisnęła naburmuszona usta. Nie podobało się jej zachowanie „nauczyciela”, co okazywała patrzeniem na niego spod byka. Właściwie w ciągu dwóch minut zdecydowała zrezygnować z zajęć i poprosić o indywidualne nauczanie pana Alexa, nawet jeśli ceną miał być wolny czas Sky. W chwili obecnej nie mogła skupić się na pięknym i szczęśliwym wspomnieniu, zbyt obrażona na metody nauczania pana Wilsona. Strzepnęła pyłek z łydek, poprawiając spódniczkę i w końcu podwinęła nogi pod siebie, siadając niczym dama. Wydęła wargi w oczekiwaniu na pierwszy świst tłuczka obok ucha. Musiała być twarda, a chęć zaimponowaniu ojcu trzymała ją w miejscu. Tylko dlatego nie wybiegła jeszcze z sali.
Skrzywiła się na widok dymu z cygara, jak na zawołanie przypominając sobie tyrandę matki na temat jego szkodliwości. Skay mocno zaciskała piąstki na spódniczce i marszczyła ją, ze wszystkich sił powtarzając sobie w myślach ”Jesteś w szkole, nie w domu, w szkole”. Utrzymanie opanowania było trudnym zadaniem, z którym dziewczynka sobie nie radziła. Nieprzyjemne wycie Wyjców zagłuszyło komentarz, który rzuciła pod nosem w stronę Wandy. – Ciekawe jak sam nauczył się tego zaklęcia.
Po czym zerknęła w stronę drugiej Krukonki i posłała jej krzywy uśmiech, przede wszystkim skupiając się na oddechu. Ojciec utrudniał jej opanowanie i był dużo, dużo gorszy niż szykujące się spotkanie z Lloydem.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/04/2014
Liczba postów : 1179
Skąd : Okolice Londynu.

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Czw Gru 11, 2014 8:39 pm

O Merlinie. Gdyby ktoś powiedział jej, że podczas nauki patronusa trafi na Halla to wierzcie mi, Wanda nigdy nie wpadła by do tej Sali. Nie dość, że Wilson – Auror, który będzie ich nauczał tajemnej sztuczki był podobnież osobą niezbyt miłą i ugodową, to jeszcze dowalili jej młodego Boga, w którym kiedyś Wanda była zadurzona. Teraz, kiedy jest już starsza, może płomienne i szczeniackie uczucie wygasło, ale coś w podświadomości jej zostało. Dlatego mina jaka wykwitła jej na twarzy, gdy Alex wszedł do pomieszczenia była tylko jednym, wielkim znakiem zapytania. Postanowiła jednak nie pokazywać, że wchodziła z nim w jakiekolwiek interakcje – on chyba również zresztą. Jednak gdy jego oczy spoczęły na jej buzi, ta tylko uśmiechnęła się kącikiem ust.
Na szczęście miała obok siebie młodą i żywiołową Skai, w której mogłaby mieć oparcie, gdyby tylko ją lepiej poznała. Obiecała sobie, że po pierwszych lekcjach wyciągnie ją na ciastko, skoro już teraz zapałała do niej sympatią. Poza tym była piekielnie ciekawa co wyjdzie z jej randki z Averym, do którego tą drugą wyraźnie ciągnęło. Nie zdążyła nic odpowiedzieć, ba, nie zdążyła nawet jakkolwiek zareagować, gdy wszystkie stoliki i krzesełka przy pomocy jednego ruchu nadgarstka zostały zmiecione wprost z ziemi. Wcześniej jednak przyjrzała się twarzy czarnoskóremu mężczyzny, by w razie czego wiedzieć, kogo ma unikać. Mimo jego ogólno pojętej gburowatości mówił konkretnie, a Wanda konkrety lubiła. Mógłby jednak wcześniej, naprawdę wcześniej uprzedzać ich o takich jakże ciekawych akacjach. By następnym razem Krukonka mogła uniknąć okropnego bólu w udzie, gdzie trafił ją kant ławki. Zacisnęła zęby z bólu i nie powiedziała dosłownie nic, tylko wzięła przykład z córy ich nowego znajomego i usiadła na podłodze.
Spojrzała ponownie na Jareda i wsłuchała się w jego dudniący głos informujący ich wszystkich dlaczego się tutaj znalazł i co będą robić na jego zajęciach. O Zaklęciu Patronusa panna Whisper czytała wiele i wiedziała wiele – przynajmniej jej się tak wydawało. Jeszcze do niedawna czuła, że być może poradziłaby sobie z wyczarowaniem srebrnego zwierzaka. Jak teraz będzie? Nie wiedziała. Skupiła się na sensie słów, jednocześnie starając się doszukać do tych wspomnień, do których bardzo często wracała. Zazwyczaj przed snem, gdy miała wystarczająco wiele czasu na myślenie o rzeczach ważnych, i tych mniej.
Zacisnęła powieki i odruchowo przygładziła palcem srebro należące do jej ojca. Potem zerknęła na Skai i posłała jej rozbrajający uśmiech.
- Spytaj go przy kolacji. – Powiedziała niemo, poruszając tylko wargami, mając nadzieję, że dziewczyna zrozumie o co jej chodzi. Potem znowu skupiła wzrok na ciemnych oczach Wilsona. Jak to możliwe, że ten gbur spłodził tak fajną dziewuszkę? Sama nie wiedziała…
Obruszyła się tylko wtedy gdy facet wprost ich obraził, uważając, że istoty ich pokroju miały mało wspólnego z myśleniem. Wykrzywiła usta w delikatnym grymasie i spojrzała po reszcie, jakby chcąc się dowiedzieć, czy ktoś z obecnych ma ochotę na zadanie jakiegokolwiek pytania. Ona wolała się na razie nie odzywać.
Zobacz profil autora
Isabelle Cromwell
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 21/09/2014
Liczba postów : 104
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Pią Gru 12, 2014 1:02 am

Isabelle nigdy nie zrozumie, dlaczego niektóre osoby nie potrafiły zachowywać niechęci względem innych dla siebie. Nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś może się przydać, a ukrywanie emocji łączyło się z wieloma plusami. Postanowiła nie komentować nieuprzejmej i krzywdzącej uwagi Porunn, ciesząc się, że Wanda nie mogła jej usłyszeć. Nie zależało jej na Krukonce, ale nie tolerowała takiego zachowania, choć jej własne myśli często były zabarwione złośliwościami.
- Cześć Porunn, również się cieszę, że cię widzę – szepnęła słodkim tonem, kładąc chłodne palce na jej dłoni, by trochę złagodzić jej wewnętrzny żar. Wystarczyło, że już w pomieszczeniu panowała nieprzyjemna atmosfera, nie trzeba było jej więcej zagęszczać. Chwilę później przywitała się z Vincentem, posyłając mu swój charakterystyczny uśmiech. Nie odpowiedziała na pytanie chłopaka, w końcu był problemem Porunn i to ona mogła mu w tej chwili odpowiedzieć. Może zajmą się sobą i nie będzie musiała się martwić jej ewentualnymi wybrykami. Powoli schodziły się kolejne osoby, jednak Isabelle nie zaprzątała sobie nimi głowy. Najchętniej pootwierałaby wszystkie okna i zagoniła kogoś do sprzątania, jak można zmuszać uczniów do przebywania w takich warunkach? Nigdy wcześniej nie widziała na oczy aurora, który bezczelnie postanowił zamknąć okno, odcinając tym samym dopływ świeżego powietrza. Zmrużyła lekko tęczówki, w których przez chwilę pojawił się złowieszczy błysk, postanowiła się jednak nie wychylać. Zapamięta sobie tę ładną buźkę… Drugi mężczyzna wcale nie zrobił na niej lepszego wrażenia, mimo to utrzymywała pozory i nie dała się wyprowadzić z równowagi. Posłała Porunn porozumiewawcze spojrzenie, unosząc lekko brwi. Niby ta dwójka niekulturalnych buców miała ich czegoś nauczyć? Przez chwilę pożałowała tego, że w ogóle zapisała się na te zajęcia, choć zależało jej na nauczeniu się czegoś nowego i przydatnego. Ton Wilsona doprowadzał ją do szału, który szalał tylko i wyłącznie w jej wnętrzu – nikt nie domyśliłby się, że ta oaza spokoju najchętniej rozerwałaby go na strzępy. Później wszystko potoczyło się szybko… Krótkie ostrzeżenie, które można było równie dobrze uznać za groźbę, uniesione różdżki i nastanie chwilowego chaosu. W ostatniej chwili podniosła się z krzesła, ale oczywiście nie mogła wyjść z tego bez szwanku. Zapewne udałoby jej się złapać równowagę, gdyby nie to, że ślizgońska koleżanka runęła na nią, a obie wylądowały z gracją baletnic na niegrzeszącej czystością posadzce… Isabelle syknęła cicho, będzie bolało. – Chociaż ty miałaś miękkie lądowanie… – mruknęła w stronę Porunn, próbując pozbyć się niechcianego ciężaru. W tym samym momencie auror wylądował w worku osób, z którymi Izzy nie chciała mieć nigdy więcej do czynienia. Zacisnęła usta w cienką linię, wciąż powstrzymując się od komentarza. Przetrwa to. Jakoś, ale przetrwa.
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 789
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Pią Gru 12, 2014 5:22 pm

Na widok Vincenta Porunn uśmiechnęła się półgębkiem i uniosła dłoń do góry, aby się z nim przywitać i tym samym zwrócić na siebie uwagę. Pocałunek w kącik ust skwitowała tylko szerszym uśmiechem i krótkim spojrzeniem w jasne oczy.
- Wydaje mi się, że klasa specjalnie została przygotowana tak, a nie inaczej – odpowiedziała krótko na jego pytanie i wzruszyła ramionami. Następnie skierowała błękitne oczy na Skai, która chwilę później wpadła do Sali w podskokach, jakby spotkało ją coś niezwykle miłego i chciała się tą wiadomością podzielić z każdym za pomocą mowy ciała. Ślizgonka przewróciła tylko oczami, po czym wzruszyła ramionami, na powrót wracając myślami do Isabelle i Vincenta. Cała trójka czekała na rozwój wydarzeń nie zawracając sobie głowy zbędnymi rzeczami, takimi jak inni uczniowie. Dopiero wejście Alexa Halla i Jareda Wilsona zwróciło uwagę Porunn na znacznie dłużej. Obserwowała obu mężczyzn ze zmrużonymi oczami, słuchając wszystkiego, co mieli do powiedzenia. Jej spojrzenie świdrowało czarnoskórego intensywnie, jakby tym samym chciała przejrzeć tajniki jego duszy. Niechęć jaka łączyła jej ojca z tymże osobnikiem sprawiła, że i Ślizgonka nie potrafiła spojrzeć na niego nieco przychylniej. Zdawał się sztuczny w tym, co robił. Jakby chciał pokazać swoją czarną stronę w jak najgorszym świetle. Może zamierzał ich przestraszyć, aby przypadkiem za dobrze im nauka nie szła? Nie wiedziała tego, ale zdecydowanie podejście mężczyzny jej się nie podobało. Pochyliła się w stronę Isabelle, aby coś jej szepnąć do ucha, opierając tym samym dłonie na ławce, przy której siedziała. Wtedy Wilson postanowił machnąć różdżką tak, że wszystkie meble, łącznie z tymi zajmowanymi przez uczniów odsunęły się z hukiem pod ścianę. W wyniku czego wszyscy runęli w dół na twardą posadzkę. Fimmelówna miała o tyle miękkie lądowanie, że jej twarz przytuliła się do piersi swojej koleżanki z dormitorium, jednak kolana zetknęły się z gruntem. Poczuła przeszywający ból startej skóry, po czym warknęła, odsuwając się od pani prefekt. Usiadła na podłodze, mamrocząc pod nosem ciche przepraszam w stronę Izzy, po czym rzuciła okiem na otarcia. Piekło, a ona jak na zrządzenie losu nie potrafiła rzucić nawet prostego zaklęcia leczącego.
- Pięknie – skwitowała tylko, rzucając nienawistne spojrzenie w kierunku Wilsona, mając nadzieję, że prędzej czy później przydarzy mu się coś szalenie niedobrego. Chciała patrzeć, jak płonie żywcem, nie mogąc nawet wołać o pomoc, kiedy wcześniej utnie mu się ten język. Działał jej na nerwy od samego początku. Nie da mu tej satysfakcji, o nie. Nauczy się tego zaklęcia, chociażby miała spędzić na uspokajaniu swojego temperamentu nawet cały dzień.

_________________


Teach me how to fight, I'll show you how to win
Put me to the test, I'll prove that I am strong

♪♫♪♫


Ostatnio zmieniony przez Porunn Fimmel dnia Pią Gru 12, 2014 10:21 pm, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 21/05/2014
Liczba postów : 431
Skąd : Plymouth, Anglia

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Pią Gru 12, 2014 5:32 pm

Gdzieś w głębi ducha współczuł tej niedużej grupce śmiałków, którzy w większości pewnie nieświadomie podjęli się nauki pod przewodnictwem Wilsona. Jared nie był przyjemnym facetem, nawet dla kogoś, kto zdążył przyzwyczaić się do tych cech jego charakteru, które u innych musiały wywoływać przy pierwszym spotkaniu chęć mordu. Widział ją wyraźnie w oczach obecnych uczniów podczas krótkiego wyłożenia zasad obowiązujących na tych zajęciach. Kreda jeździła po tablicy zapisując ich nazwiska oraz nazwę grupy, a wydawała przy tym dźwięk tak upiorny i nieprzyjemny, że nawet Alex miał ochotę się wzdrygnąć. Choć nie należał do tych osób, które rzucały się pocieszać i głaskać po głowie, jego obecność w sytuacji kryzysu i możliwego załamania mogła się okazać zbawienna dla nastolatka przechodzącego traumę. Po coś w końcu wziął ze sobą eliksir uspokajający rozlany do kilku fiolek z ciemnego szkła, które teraz niewinnie wisiały sobie przy pasku. No i William miał wiarę (zdecydowanie za dużą i umiejscowioną nie tam, gdzie trzeba) w jego umiejętności komunikacji z dzieciakami, a to znaczyło dla aurora więcej niż zapewnienia kogokolwiek innego. Póki co jednak musiał ukryć wszelkie strzępy empatii, jeśli metoda wybrana przez Wilsona miała odnieść faktyczny skutek. Była to trudna droga, którą z pewnością naznaczy frustracja, złość i może łzy, ale skutecznie prowadziła do nauki tego specyficznego zaklęcia i umiejętności używania go w najmniej sprzyjających okolicznościach. A patronusa wyczarowywało się tylko, gdy świat walił się w posadach wypełniany smutkiem, rozpaczą i chłodem, w warunkach dużo gorszych niż zakurzona klasa.
Siła połączonych zaklęć skutecznie wymiotła ławki oraz krzesła na tył pomieszczenia, obijając uczniów, niektórych posyłając na podłogę i choć Alex uważał, że można to było zrobić z mniejszą szkodą dla fizyczności nastolatków, nie odezwał się ani słowem. Podważanie metod nauczyciela prowadzącego zajęcia było najgorszą możliwą rzeczą, jaką mógł zrobić – oczywiście sprawa miałaby się inaczej, gdyby stało się coś gorszego niż nabicie kilka siniaków. Z tym dało się żyć.
Wsunął różdżkę za pasek, krótkim ruchem głowy odmawiając cygara oferowanego przez Wilsona. Kiedyś próbował palić, ale dosyć szybko przestał, bo choć chwilowo wyciszało to jego niespokojny charakter, później czuł się jeszcze gorzej, jeszcze bliżej krawędzi wybuchu. Kilka razy podrzucił i ponownie chwycił tłuczek, dając Jaredowi dokończyć to co chciał powiedzieć we względnym spokoju. Rozbawione błyski w jego ciemnych oczach, gdy zwrócił spojrzenie w kierunku Alexa było cokolwiek nowe, ale budziło strzęp nadziei w należenie czarnoskórego aurora do rodzaju ludzkiego. Czasem ciężko było o tym pamiętać.
Wargi blondyna uformowały lekki, nieco złośliwy uśmiech, gdy odrzucił tłuczek, jednocześnie robiąc kilka kroków w stronę rozlokowanych na podłodze uczniów. Miał pomysł jak dodatkowo rozchwiać ich koncentrację. Muzyka płynąca z radia była znajoma dokładnie na tyle, by wraz z rozpoczęciem nowej piosenki Alex otworzył usta, bez skrępowania zaczynając śpiewać razem z wokalistą Upiornych Wyjców, w międzyczasie chwytając i odrzucając lecącą w jego stronę piłkę. Głos mężczyzny ciężko było zakwalifikować jako pianie, bo nieskromnie mówiąc słuchało się go z przyjemnością, gdy wyciągał co głębsze tony, ale w sytuacji, gdzie uczniowie najchętniej życzyliby sobie ciszy, musiał solidnie rozpraszać. Nie wspominając już o tym, że Alex zaczął krążyć między usadowionymi na podłodze nastolatkami, modulując głos tak, by raz brzmieć ciszej a raz głośniej. Wanda w szczególności miała na co narzekać, bowiem to nad jej głową stał najdłużej, w dodatku uśmiechając się bezczelnie i na odchodne mrugając krótko. Jeśli Krukonka sądziła, że wcześniejsza znajomość pozwoli jej uzyskać jakieś fory, grubo się myliła.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/04/2014
Liczba postów : 1179
Skąd : Okolice Londynu.

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Pią Gru 12, 2014 10:11 pm

Piwne oczęta Wandy wzniosły się ku górze, gdy wraz z rozpoczęciem się pierwszych taktów dobrze znanej jej piosenki Alex postanowił okazać im swój talent – nie-talent muzyczny. Wpierw chciała jak najszybciej zacisnąć dłonie na uszach, jednak to mogłoby się okazać niegrzeczne wobec młodszego Aurora, do którego dalej czuła ogromną sympatię. Poza tym gdyby się wsłuchać w jego mocny głos… Nie śpiewał najgorzej. Gdyby dziewczyna posiadała tabliczki rodem z ‘Tańca z gwiazdami’ pewnie zafundowałaby mu ósemkę. Bo wiadomo, trzeba dopracować technikę.
Po dłuższej chwili stwierdziła, że śpiewa Halla nie jest taki zły i w sumie całkiem miło się jej go słuchało. Oczywiście zmieniła zaraz zdanie po tym jak zobaczyła, że ten kieruje się w jej stronę. Porcelanowa do tej pory twarz Wandy drgnęła, kiedy wyłapała bezczelny uśmiech skierowany w jej stronę. Odpowiedziała mu długim i nienawistnym spojrzeniem – w jej patrzałkach można było wyłapać tańczące pogo iskierki. – Facet może być pewny, że się na nim zemści.
Domyślała się również, że nie będzie łatwo się skoncentrować, ale nie sądziła, że Alexa aż tak poniesie. Zacisnęła bezwiednie pięść i zaraz przykleiła do buźki uprzejmy uśmiech i dalej słuchała z zainteresowaniem faceta, który zaraz rozniesie ich po Sali. Lekcja zapowiadała się dosyć ciekawie – nie będzie żadnej taryfy ulgowej, co też daje im równe szanse. Nikt nie będzie lepszy, nikt nie będzie gorszy. Istniało także duże prawdopodobieństwo, że praktycznie nikomu nie wyjdzie nauka tego ważnego zaklęcia, z czym Whisperówna się liczyła. Miała jednak nadzieję, że spędzone tutaj godziny zdadzą się na cokolwiek, że nie będzie to czas zmarnowany.
Zobacz profil autora
Vincent Pride
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 17/06/2014
Liczba postów : 234
Skąd : Orlean, Francja

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Pią Gru 12, 2014 10:49 pm

Osoba czarnoskórego aurora nie wywoływała przyjemnych odczuć na "dzień dobry" i bynajmniej nie chodziło o rasizm. Po co dyskryminować kogoś na tle rasowym, jeżeli tak czy inaczej zachowywał się wyjątkowo irytująco(mówiąc delikatnie)? Jared należał właśnie do tej grupy osób. Osób, które Vincent najchętniej potraktowałby najprostszym zaklęciem uśmiercającym lub strzałem z pierwszej lepszej broni palnej. Z miejsca głos w jego głowie kazał mu gardzić tym człowiekiem, choć oczywiście nie lekceważyć go. Prostak czy nie, wciąż pozostawał aurorem, a nie dostawało się tego tytułu za ładne oczy czy odpowiednio dużą sakwę galeonów. Prawdopodobnie. Nie zasługiwał na dłuższą uwagę Ślizgona, na najmniejszą torturę poza tą psychiczną. No, może tuż przed śmiercią zafundowałby mu darmowy spektakl z jego córką w roli głównej, to tak na rozluźnienie. Dziewczyna mu wprawdzie nic nie zrobiła, ale cel uświęca środki, a jej życie nie miało dla niego większego znaczenia.
Wysłuchał tego, co prowadzący mieli do powiedzenia w milczeniu, ograniczając się do uważnego, przyszpilającego spojrzenia. Zupełnie jakby chciał przeniknąć każdą warstwę tego aurorskiego jestestwa na podobieństwo rentgena. Musiał się wtopić i zyskać sobie sympatię lub pozostać niewidzialny - jedno z dwóch, w zależności od osoby, a okazywanie swojego niezadowoleniu nikomu by nie pomogło.
Refleks pozwolił mu odsunąć się w samą porę, by uniknąć szarży mebli klasowych, choć niewiele brakowało, a wylądowałby tuż obok dziewczyn. Co prawda odruch kazał mu złapać Porunn za ramię, by oszczędzić jej nieprzyjemnych konsekwencji szczeniackich popisów, ale spóźnił się o ułamek sekundy. Szczęściem w nieszczęściu był fakt, że wylądowała na swojej przyjaciółce. Przykucnął obok Slizgonek, następnie siadając ze skrzyżowanymi nogami obok Fimmelówny, opierając jednocześnie przedramiona na kolanach.
- Patrząc na twoją minę myślimy dokładnie o tym samym. - szepnął do niej, posyłając dziewczynie pół uśmiech z drugim dnem. Zdawał się mówić w ten sposób "poczekaj, kiedyś się odegrasz, wszystko w swoim czasie". Potem ponownie skupił wzrok na aurorze. Najszczęśliwsze wspomnienie, oczywistości mamy już za sobą. Zdziwiłby się, gdyby na tej sali ktoś nie znał tak podstawowych informacji. Trudność zaklęcia nie podlegała dyskusji, jednakże Patronus należał też do najbardziej popularnych zaklęć, więc prolog dla idiotów uważał za stratę czasu. Zamiast tego postanowił od razu wziąć się do roboty. Przymknął oczy i wziął głęboki wdech, chcąc odciąć się od otoczenia. Wycie pomagiera, piłkarskie wyczyny czy po prostu obecność pozostałych uczestników zajęć - nic się nie liczyło. Pył na wietrze, jak to mówią. Wizualizował sobie po prostu puste pomieszczenie, jakby pozbawione światłocienia. Poświęcił temu tyle czasu ile tylko było mu potrzebne, nie spieszył się. Już to w końcu robił, choć musiał przyznać, że matka nie była tak denerwująca jak ta dwójka pachołków z Ministerstwa.
Kiedy uznał, że jest sam na sam ze sobą zmienił swoje wewnętrzne wyobrażenie. Pokój zaczął się rozpływać, zamieniając się w zlepek wspomnień. Wertował stronice przeszłości, starając się wyselekcjonować to najważniejsze, wywołujące uśmiech na twarzy i ciepło we wnętrznościach. W końcu znalazł. Musiał przyznać, że nigdy nie zaznał takiej ekscytacji, radości i uczucia spełnienia jak przy pierwszym samodzielnym morderstwie. Było to kilka lat temu i wszystko zrobił po raz pierwszy samo - i to z jaką finezją! Szczególnie, gdy stosować pierwsze zaklęcia, badał na ofierze jakie szkody mogą wyrządzić wycelowane w ciało. Czuł się jak dziecko podczas pierwszej Gwiazdki.
Nie powstrzymał się przed uśmiechem, podejrzewał, że nawet się rozluźnił, pogrążając się całkowicie we wspomnieniu, na nowo przeżywając każdy jego szczegół. To uczucie, gdy jest się panem życia i śmierci, kiedy od ciebie zależy "być albo nie być" drugiej istoty i wiesz, że wszystko zależy tylko od twojej wyobraźni. Co za wspaniała rzecz!
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 789
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Pią Gru 12, 2014 11:14 pm

Młodszy Auror chodził między uczniami, starając się ich rozproszyć. Tłuczek latający nad ich głowami zupełnie nie pomagał na skupieniu się na nauce patronusa. W dodatku dźwięk wydobywający się z radia stwarzał istny rozgardiasz, a zapach stęchlizny unoszący się w pokoju był nie do wytrzymania. Porunn jednak starała się wyciszyć i skupić na zadaniu. Obiecała sobie w duchu, że uda jej się nauczyć tego zaklęcia nawet, jeśli miałaby spędzić nad tym połowę roku szkolnego. Nie miała zamiaru dać nikomu satysfakcji ze swojej porażki, a już szczególnie nie Wilsonowi. Na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu, słysząc słowa Vincenta, po czym tylko skinęła głową na znak, że zrozumiała jego głębsze znaczenie. Zacisnęła pięści na brzegu spódniczki od mundurka i zamknęła oczy, starając sobie wyobrazić coś, co oddzielało jej świat zewnętrzny od wewnętrznego, aż w końcu przed jej oczami pojawiła się duża, szklana brama, która w momencie zbliżenia się do  niej, powoli, majestatycznie zaczęła się rozchylać, aby w końcu wpuścić ją do środka. Wciąż jednak nie odizolowała się od zewnętrznego rozgardiaszu, który wciąż nie pozwalał jej na całkowite wyciszenie się i oderwanie od rzeczywistości. Z każdym upływem minuty dźwięki jednak stawały się coraz bardziej odległe, a ona coraz bliżej bramy. Musiała tylko przekroczyć tę granicę, która pozwoli jej na cofnięcie się w czasie i odszukać tego najwspanialszego wspomnienia.
Udało się.
Stąpała boso po świeżej, jeszcze mokrej od deszczu trawie po środku lasu, w towarzystwie swojej ukochanej siostry Arii. Miały wtedy po osiem lat i były najszczęśliwszymi istotami na świecie. Wtedy nie potrzebowały nikogo innego. Beztroskie, mające tylko siebie i kwiaty, z których mogły zrobić niezliczoną ilość wianków, wplatać je na przeróżne sposoby we włosy i śmiać się do rozpuku. Tego dnia po raz pierwszy udało im się wybrać na samotną wycieczkę w głąb lasu i spotkać małego jelenia, który zaufał im na tyle, że udało im się do dotknąć.
Mimowolnie się uśmiechnęła i wyciągnęła dłoń w przestrzeń, chcąc poczuć jego sierść jeszcze raz, która przypomniałaby jej jak blisko była ze swoją siostrą. Co poszło nie tak, że ta chwila nie trwała wiecznie, a to wspomnienie należało do jednych z najlepszych? Było tak odległe… a wciąż wyraźne, jakby to było dzisiaj.

_________________


Teach me how to fight, I'll show you how to win
Put me to the test, I'll prove that I am strong

♪♫♪♫
Zobacz profil autora
Isabelle Cromwell
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 21/09/2014
Liczba postów : 104
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sob Gru 13, 2014 12:01 am

Isabelle odsunęła się od Porunn i Vincenta, łudząc się, że im większą odległość zachowa od innych, tym szybciej będzie w stanie uzyskać pożądane efekty. Siadła wygodnie i zamknęła oczy, próbując się nieco rozluźnić. Przeszkadzało jej dosłownie wszystko. Głupie gadanie Wilsona, jego sposób wypowiedzi. Duszność, zamknięte okna, nawet niesłyszalne oddechy wszystkich osób znajdujących się w pomieszczeniu. Głośna muzyka byłaby nawet do przełknięcia, gdyby nie dołączył do niej głos Hall’a. Zastanawiała się, czy przypadkiem nie zapisała się na złe zajęcia i co ona właściwie tu robiła. Zadanie odnalezienia najpiękniejszego wspomnienia wydawało się pozornie proste, choć Ślizgonka nie lubiła błądzić myślami w przeszłości. Wyglądała na niewzruszoną, ale za każdym razem, gdy zbliżał się do niej natrętny auror, miała ochotę podłożyć mu nogę i wyrwać mu struny głosowe. Rozważała również opcję wyrzucenia go przez zamknięte okno, żeby dobitnie poczuł jej niechęć. Po chwili okazało się jednak, że skoncentrowanie się na jednej rzeczy wcale nie było takim złym pomysłem. Zacisnęła mocniej powieki, by niedługo po tym rozluźnić mięśnie twarzy, gdy izolowała głos Alexa od reszty całego hałasu. Uczepiła się go, wytężając słuch w momencie cichszego śpiewania, wyłączając się znów gdy stawało się głośniejsze. Idealnie, to mogło zadziałać. Przekręciła się nieznacznie, zaokrąglając delikatnie ramiona, uspokajając i spowalniając oddech. Pozostała sam na sam z głosem aurora, który chwilę temu jeszcze mógłby ginąć na różne sposoby w jej umyśle, teraz wystarczyło już tylko pozbyć się jeszcze jego, zastąpić go, wyrzucić z głowy. Wyobraziła sobie dom, jednak nie swój. Ten, który był postawiony na małym wzniesieniu, otoczony ogrodem. Szum morza, ciepłe promienie słońca… I jedyną osobę, na której tak naprawdę najbardziej jej zależało, z którą łączyły się jej najwspanialsze i najcudowniejsze wspomnienia. Uśmiechnęła się delikatnie, gdy przed oczami pojawił jej się uśmiech Samuela. Nawet nie spostrzegła się, kiedy głos Hall’a zmienił się w przyjemną barwę głosu przyjaciela. Obraz ten został jednak zmącony przez jakiś świst, a może Isabelle się tylko zdawało, że coś przemknęło jej niedaleko głowy. Momentalnie powróciła do zakurzonego pomieszczenia, a wspomnienie zostało zmącone, rozbite na drobne kawałki niczym popękane lustro.
Zobacz profil autora
Skai Wilson
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 25/06/2014
Liczba postów : 183
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sob Gru 13, 2014 10:30 am

Zachichotała pod nosem, ukrywając usta obiema dłońmi i posłała Wandzie bardzo roziskrzone spojrzenie. Nie mogła zbyt długo gniewać się na ojca, mając obok nową koleżankę. Nie znała jej zbyt dobrze, ale nic nie stało na przeszkodzie by zmienić ten stan rzeczy. Uspokoiła się dopiero po chwili, poprawiając po raz kolejny rąbek spódniczki i przysłoniła swoją łydkę, krzyżując spojrzenie z ojcem. Był twardy, od zawsze to wiedziała. Nie podejrzewała jednak, że zachowa się tak… tak… brzydko przed uczniami i narobi jej wstydu. Już teraz wiedziała, dlaczego ojciec postanowił zostać aurorem i dziękowała w myślach dyrektorowi, że zgodził się na obecność pana Halla tutaj. Chociaż on wydawał się łagodniejszy i liczyła na zrozumienie młodszego „nauczyciela”.
Rozejrzała się po twarzach najbliżej siedzących osób, od razu zauważając ich skupienie. Westchnęła ciężko, zaciskając mocno powieki i przywołała w głowie obraz… Lloyda. Jego zawadiacki uśmiech odsłaniający zęby, błysk w oku kiedy mrugał do niej…
Pisnęła i podskoczyła w miejscu, jak pierwszy raz tłuczek przeleciał obok jej głowy. Schyliła się i niemalże przykleiła do podłogi, obawiając się podnieść głowę wyżej. Nawet muzyka Wyjców nie przeszkadzała jej tak, jak ten drobnym przedmiot! Przełknęła głośno ślinę, zerkając czy kogoś wyrwała z myśli swoim okrzykiem i niepewnie, z ociąganiem wróciła do poprzedniej pozycji. Unikała spojrzenia Jareda, bojąc się ujrzeć rozczarowania. Bardzo, bardzo mocno chciała pokazać tacie jaka jest twarda, że poradzi sobie z tym trudnym zaklęciem. Równie „bardzo” bała się, że tłuczek uderzy ją w buzię albo narobi nieprzyjemnych siniaków.
Twardo zacisnęła powieki, przytrzymując pięści na udach. Nie potrafiła znaleźć jednego wspomnienia, które byłoby na tyle silne, aby wprowadzić ją w stan całkowitej koncentracji na zadaniu. Była zbyt rozchwiana, zbyt przestraszona i zbyt rozkojarzona, aby rozluźnić się.
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 392
Skąd : Clonmel, Irlandia

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   Sob Gru 13, 2014 5:18 pm

Jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech, kiedy na krześle obok pojawiła się przyjaciółka. Ucałowała ją w policzek i przyjrzała jej się uważnie, żeby ocenić w jakim nastroju jest dziewczyna i przede wszystkim z którą z nich ma teraz do czynienia. Nie było to bowiem aż tak oczywiste, obie strony Thetis raczej lubiły Resę, bo ta umiała sobie z nimi radzić. Tym razem była jednak pewna, że ta dobra i kochana Thet przyszła na zajęcia... i bardzo się z tego cieszyła, bo wybuchowa natura "złej siostry" Thet połączona z nieprzyjemnym charakterem Wilsona mogła nieść za sobą szereg nieprzyjemnych wydarzeń.
- Musimy w końcu... - zaczęła zdanie dość głośno, ponieważ inni również rozmawiali, ale w połowie jej wypowiedzi do klasy wszedł Wilson. Westchnęła bezgłośnie. Ciekawe jak bardzo będzie miała u niego przerąbane po akcji w lochach. I tak, nadal go lubiła, mimo że każdemu mówiła jaki z niego gbur. - ...pogadać. Szybko wyszłaś w pociągu - dodała szeptem, a potem skupiła całą swoją uwagę na Wilsonie.
Nie trwało to jednak długo, bo zaraz usłyszała szybki rozkaz. Jako pałkarz musiała mieć spory refleks by zamiast oberwać tłuczkiem, odbić go we właściwą stronę. Złapała rękę Thet i jak najszybciej poderwała się z krzesła, ciągnąc dziewczynę za sobą. A potem okazało się, że Wilson nie żartował - ławki i krzesła odleciały do tyłu, a Resa mogła z ulgą odetchnąć, że znów udało jej się ujść z życiem. Mimowolnie uśmiechnęła się, widząc powstający w klasie bałagan. A może porządek? W każdym razie miejsce. Lubiła tego typu niespodzianki, zajęcia z aurorami był swego rodzaju wyzwaniem, a panna Anderson zdecydowanie lubiła wyzwania.
Z zaciekawieniem słuchała słów aurora, a potem uśmiechnęła się rozbawiona na myśl, że mężczyźni będą próbować wszystkiego aby rozproszyć uczniów.
Cały czas ściskała rękę Thetis, to pozwalało jej się skupić, a jednocześnie uspokoić. Lubiła mieć świadomość, że nie jest sama. Zacisnęła powieki i wolną ręką pomasowała skronie. Muzyka wyjców nie przeszkadzała jej, wręcz przeciwnie, była ich fanką i często uczyła się przy ich utworach, choć mocno pogłośniona zaczynała robić się denerwująca. Tłuczki stanowiły większy problem. Otworzyła oczy ze świadomością, że zaraz może oberwać. Gorączkowo myślała nad wspomnieniem, które było jej najszczęśliwszym.
Pierwszy koncert Upiornych Wyjców, na który zabrał ją tata. O tym pomyślała najpierw i tego postanowiła się trzymać. Nie czuła jednak by wspomnienie to wypełniało ją od środka. Może robiła coś nie tak?
Uchyliła się przed tłuczkiem i rozejrzała po innych, zastanawiając się co robi źle, w końcu zerknęła na aurorów. Gdyby przebrali się za baletnice i zaczęli tańczyć, wtedy na pewno zdekoncentrowaliby wszystkich uczniów.


(Piszę za Thetis, bo mnie prosiła - komputer jej nawala i nie może wejść, a bardzo zależy jej na tym żeby zostać. Jeśli nie mam takiego prawa to zignoruj tę część posta, Łaj :) )

Uśmiechnęła się do Resy i skinęła głową, bo aurorzy weszli do sali i nie zdążyła odpowiedzieć. Nie chciała narażać się Wilsonowi, za dużo się o nim nasłuchała. Patrzyła na nich z mieszanymi odczuciami i nawet nie zdążyły do niej dotrzeć słowa aurora, kiedy poczuła szarpnięcie, które zmusiło ją do wstania. Resa pociągnęła ją za sobą na bok i jak się zaraz okazała, uratowała jej tyłek przed potłuczeniem oraz kompromitacją na oczach całej grupy "gumochłonów"
- Dzięki - szepnęła do Gryfonki, patrząc jak ławki odsuwają się pod ścianę. Skrzywiła się mimowolnie. Nie podobały jej się takie metody nauczania. Wysłuchała Wilsona i po chwili rozejrzała się po innych. Wszyscy zdawali się być skupieni, nawet Resa, która dalej nie puszczała jej dłoni, a ona jakoś... nie umiała. Ta muzyka, latające tłuczki, dym z cygara, który powoli docieral do jej nozdrzy. Jakoś nie potrafiła tego przezwyciężyć, przynajmniej na początku.
Z czasem jednak się oswoiła, muzyka nie wydawała się już tak drażniąca, przed tłuczkami zazwyczaj chroniła ją Resa, a dym... cóż, po jakimś czasie przestała go tak mocno czuć. Przymknęła powieki, nie przejmując się latającymi tłuczkami.
Szczęśliwe wspomnienie...
szczęśliwe wspomnienie...
Miała dużo szczęśliwych wspomnień. A jednocześnie tak mało tych prawdziwie szczęśliwych. W dodatku po zamknięciu powiek widziała przed sobą jedynie twarz Gilberta, który ostatnio ciągle siedział w jej głowie.
A gdyby tak... gdyby tak to wykorzystać? Przywołała w myślach wszystkie pozytywne wspomnienia, które się z nim wiązały. Pierwsza randka, pierwszy raz, pierwszy pocałunek. To jest to! Przypomniała sobie euforię, jaką odczuwała w tamtym momencie, w momencie, kiedy Gryfon zaczął się nią interesować i odważył się ją pocałować. To wspomnienie było cały czas bardzo żywe, cały czas wzruszające.
I kiedy w końcu je przywołała, poczuła się cudownie, jakby nic złego nie mogło się teraz stać. Nie była pewna czy o to chodzi Wilsonowi, ale czuła to wspomnienie całą sobą.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Zielone drzwi [Patronus]   

 

Zielone drzwi [Patronus]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Zielone drzwi [Patronus]
» Zatrzaśnięte drzwi
» Zielone niebo. To co nigdy nie powinno się zdarzyć.
» Studio Piercingu i Tatuażu
» Piwnice (z ukrytymi, starymi zapasami win)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
VI piętro
-