IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Parter - Wypadki Przedmiotowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Parter - Wypadki Przedmiotowe   Czw 23 Paź 2014, 18:33

Dostawał to, czego chciał. Zabrał jej tak wiele, siejąc swoje zasady, swoje normy życiowe ucząc ją budowania swej skorupy na obcych jej fundamentach. Yui wiedziała o tym, że dała się omotać. Znała siłę podatności na zachowanie człowieka stojącego naprzeciw niej i choć rozumiała konsekwencje pozwalania na taki bieg wydarzeń, nie umiała zrobić nic, aby temu zapobiec. Nie pozwalała mu na to, lecz wiązał jej ręce mając w swych silne argumenty na zachowanie z nim ciepłych stosunków. W pewnych kwestiach brakowało jej słów. Wypełniał sobą większość jej potrzeb jednocześnie narażając ją na wieczny smutek, który będzie jej towarzyszył już do końca życia. Smutno-gorzko-spokojna przyszłość czekała na nią z otwartą zardzewiałą furtką.
Według analizy Amycusa, Yui była niedostosowana społecznie w stopniu zaawansowanym, skoro pozwoliła sobie pierwszy raz w życiu tęsknić do osoby żyjącej. Nie miał prawa odwracać się teraz od niej, gdy już namieszał w jej wnętrzu tak drastycznie. Musiał teraz ją znosić czy tego chciał czy nie. Musiał ją oglądać kiedy chciał i kiedy tego nie chciał. Za każdym czynem ciągnęły się konsekwencje.
Zacisnęła pięści w kieszeniach spodni. Nie chciała rozmawiać z plecami. Nie zakończyła rozmowy na temat jego samopoczucia, powrotu do zdrowia i do domu, gdzie będzie miała na niego oko. Yui mogła dostać to, czego chciała. Możliwość zatroszczenia się o niego wbrew jego woli. Musiałby poddać się jej zachowaniu, bo potrzebowałoby to jego organizm. Człowiek jest zwierzęciem stadnym, potrzebuje kogoś obok. Sam jej o tym mówił nie biorąc pod uwagę, że działa to w dwie strony. Odwróciła się zaraz po nim dostrzegając obiekt morderczego spojrzenia. Zawstydziła się za niego. Posłała pielęgniarce przepraszające nieme słowa, a potem bez niepotrzebnej zwłoki ruszyła za Amycusem. Serce stanęło jej na dwie sekundy, gdy do mózgu dotarło dobitne znaczenie odpowiedzi. Ciężki ton z jakim to wypowiedział omal jej nie podciął skrzydeł. Jak to, nie wygoi się? Miał tę rękę, a więc powinna wyzdrowieć. Przez dłuższą chwilę Yui nie mogła znaleźć słów. Omal nie wpadła na niego, gdy niespodziewanie zatrzymał się, aby dopowiedzieć kolejne słowa, które nie były wystarczającym powodem, by zmusić ją do powrotu do domu. Widziała w nim coraz więcej luk, dowiadywała się, że perfekcjonizm nie wiązał się z ideałem i dokładnością. Yumi dowiadywała się, że Amycus jednak ma te siedemnaście lat mimo, że sprawiał swoim zachowaniem i mową o wiele starszego.
Zmrużyła powieki odpierając jego atak, próbę przemówienia do jej rozsądku. Przestała go słuchać mniej więcej na początku obozu, gdy wszystko szlag trafiło. Zacisnęła mocno zęby i mimo wszystko, odwróciła się... Powróciła do parapetu i sięgnęła po torebkę leżącą wciąż na podłodze. Przerzuciła ją przez ramię i w sposób szybki, godny ścigającej Ravenclawu odrobinę pouczanej przez Gilgamesha, dogoniła znikającego już za rogiem Amycusa. Złapała go za lewą rękę, zmuszając go do zatrzymania się w połowie stawianego kroku.
- Zraniłeś mnie już dawno temu, ale dzięki za troskę. - mruknęła oschle, wbijając w niego zirytowane skośne oczęta. Nagle teraz zmartwił się, że mógłby wyrządzić jej jakąś krzywdę, a dotychczas nie zawracał sobie tym głowy próbując pielęgnować w niej uczucie, którego oczekiwał dostać. Wbiła palce w wierzch jego dłoni dając mu do zrozumienia, że teraz poniesie konsekwencje swoich zabiegów. Przełknęła głośno ślinę, ponownie rzucając spojrzenie na zabandażowaną rękę. 
- W jakim stopniu? - ciche słowa pytały o siłę kalectwa, niezdolne nazwać rzeczy po imieniu. Miał tę rękę, a więc powinien się z niej cieszyć. Nie powinien martwić się tym, że burzy swój obraz. Widziała jego bogina, po tym przeżyciu nic już jej nie złamie. Bardzo dobrze wyczuwała, że jest wściekły i boli go potencjalny stały defekt fizyczny. Tym bardziej upierała się, że będzie zmuszać go do własnej obecności. Yui dawała mu niewerbalnie znak, że musi postarać się trochę bardziej, żeby ją nakłonić do powrotu do domu. Poświęciła kilka chwil na skoncentrowanie się na reakcji otoczenia na widok Amycusa. Pielęgniarki wymijały go, ich, szerokim łukiem, zaś pacjenci siedzący na białych krzesełkach nawet na niego nie patrzyli. Yui rozumiała ich, lecz nie umiała obawiać się i słuchać gniewu Amycusa. Nie reagowała tak jak oni, wręcz przeciwnie i właśnie to było konsekwencją jego prób oswojenia Yui ze sobą.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Parter - Wypadki Przedmiotowe   Czw 23 Paź 2014, 18:34

Utrzymywanie maski normalnego nastolatka przepełnionego szeroką gamą odczuć było niezwykle trudnym zadaniem dla Amycusa, zakrawającym o niewykonalność pod wpływem wielu czynników zewnętrznych wpływających na jego możliwość prawidłowej oceny. Odseparował postać Alecto od Yumi i zdarzeń z II etapu obozu skupiając się przede wszystkim na trwającej chwili wraz z próbami odnalezienia się w sytuacji, obierając odpowiednią reakcję organizmu na nieoczekiwanego gościa. Dla celów czysto praktycznych rozejrzał się po korytarzu, natrafiając na drzwi naznaczone symbolem czystości i interesując się nimi w sposób jedynie powierzchowny, rejestrując ich umiejscowienie w razie koniecznej rozmowy z dziewczyną. Poznał ją wystarczająco dobrze przez ostatnie miesiące, aby uzyskać pewność iż nie odpuści dopóki nie postawi go pod murem i wyłoży na wierzch wszelkie swoje domysły oraz podejrzenia dotyczące jego stanu zdrowia. Dlatego zdecydował się na bezpośrednie odniesienie do własnych możliwości oraz przedłożenia jej dobra nad własne potrzeby, prezentując tym samym doskonałą znajomość własnego organizmu i próby ochrony jej przed negatywnymi skutkami niewłaściwego zachowania.
Pośpiesznie stawiane kroki utwierdziły go w przekonaniu, że jednak postanowiła posłuchać zdrowego rozsądku i udać się w podróż powrotną zezwalając mu na zachowanie odpowiedniego czasu na ogarnięcie własnych myśli, pozwalających na rozeznanie się w ogólnej sytuacji. Niestety zanim dobiegł do końca korytarza poczuł mocne szarpnięcie z lewej strony, stłumione i wyciszone z powodu aktywnych w organizmie leków, acz wystarczającego do zatrzymania go i zmuszenia do spojrzenia.
Puszyste włosy Yumi pachniały świeżo zebranymi malinami oraz deszczem, drażniąc nozdrza chłopaka swoim aromatem i ściągając jego spojrzenie na twarz, przypomniał sobie zażenowaną minę Krukonki gdy postanowił się rozebrać z wierzchniej warstwy ubrań, w irracjonalny sposób pragnąc zmienić mimikę na tamtejszą. Smutny wyraz brązowych oczu topniał wraz z każdą sekundą, kiedy patrzył w nie i doszukiwał się przebłysków dziwnego niezadowolenia, twardo obstając przy prawdziwym powodzie złości Merberetówny jakim był… on sam. Jedynie stan w jakim się znalazł umniejszał poziom wybuchu, a miejsce publiczne hamowało jego resztki, ustępując pozornemu spokojowi i zawieszonej miedzy nimi broni. Ostre słowa zostały wypowiedziane bez cienia współczucia oraz litości, którą pragnął zaznać, niczym dziecko zatapiając się w ciepłych ramionach dziewczyny i zapomnieniu o całej powinności, jaka otaczała go ze wszystkich stron niezwykle ciasnymi ścianami. Przez kilka sekund wpatrywał się w nią z czystą rezygnacją stanowiącą autentyczny obraz wewnętrznych odczuć Amycusa walczącego o właściwą drogę postępowania na przyszłość, stojąc w martwym punkcie i nie odpowiadając na zadane przez nią pytanie. Zamiast tego wykręcił nadgarstek z trzymania, wsuwając palce między jej i pociągnął w swoją stronę, zmierzając do zauważonego wcześniej schowka na narzędzia czyszczące, które otworzył i wepchnął ją do środka. Zaraz po tym zatrzasnął drzwi i nakluczył zwykłym zamkiem, poszukując dłonią odpowiedniego włącznika światłą z przekonaniem niewykonania nawet prostego zaklęcia z pomocą słabszej magicznie dłoni, powstrzymując się przed użyciem czegokolwiek bez różdżki.
- Yumi, czego ty ode mnie żądasz? Jesteś wciąż zła, że odesłałem ciebie do domu? Najprawdopodobniej nigdy nie odzyskam władzy nad ręką przez to, co się stało na obozie. Piątka uczniów trafiła do namiotu pielęgniarki i z pewnością nie chciałbym usłyszeć, że coś ci się stało. Jeśli masz zamiar na mnie wrzeszczeć, proszę bardzo. – Przez całą wypowiedź nawet jedna nutka gniewu nie przebiła się na wierzch ustępując za to zmęczeniu i niejakiej trudności w wypowiadaniu poszczególnych fraz, ze względu na dokonywane przez chłopaka przerwy. – Spoliczkować, uderzyć, zrobić wyrzuty sumienia, jeśli ci to ulży to proszę bardzo. Wręcz żądam tego od ciebie, bo nie zniosę jak zostaniesz tutaj jeszcze minutę dłużej. Gubię się w tym jak powinienem się zachować i jak prezentować uczucia, a myślę tylko o tym, żeby kogoś zabić i upewnić się, że wciąż mam władzę. Myślę tylko o tobie, bo tłumisz mój gniew, ale nie jestem w stanie … nie zniosę twojej obecności przy mnie, chociaż chcę cię mocno przytulić. Te wszystkie scenariusze są jedynym dla mnie ratunkiem, nie mogę pozwolić sobie na spontaniczność, a teraz… Po prostu nie wiem. – Dokończył ostatecznie swoją wypowiedź bez żadnej zmiany na twarzy, próbując rozłożyć ramiona po obu stronach ciała, zapominając o braku władzy w jednej z nich, upuszczając lewą dłoń wzdłuż siebie. – Prosiłem cię o to, abyś nauczyła mnie kochać. Nigdy tego nie chciałem, bo kiedy zacznę to robić, kiedy zacznę tęsknić, stanę się słaby. Zresztą zobacz sama co się ze mną dzieje. Jestem naszprycowany wszystkim co tylko można i gadam od rzeczy, żądając od ciebie zrozumienia. A przecież oboje dobrze wiemy, że to nigdy nie nastąpi. Z kaleką nie ułożysz sobie życia.
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Parter - Wypadki Przedmiotowe   Czw 23 Paź 2014, 18:35

Blady kolor twarzy uwypuklał cienie pod oczami zdradzając jak bardzo jest zmęczony. Mogłaby przysiąc, że odkąd widziała go po raz ostatni, w ruinach jakiegoś domostwa, schudł przynajmniej o ten jeden symboliczny kilogram. Zaczęła dostrzegać tak mało istotne detale, bo to one zdradzały najwięcej. Pamiętała jak bardzo wydawał się ludzki i bezbronny, gdy spał, a ona mogła sobie go oglądać (dopóty nie postanowił zwierzyć się nieświadomie ze swych snów erotycznych). Powinien leżeć i spać, a paradował po korytarzu zabijając każdego wzrokiem i doprowadzając pacjentów do załamania. Yu nie była na tyle głupia, aby litować się nad nim bądź głośno mu współczuć. Byli wszak do siebie podobni; takie emocje nie miały prawa bytu niosąc za sobą działania destrukcyjne. Minęła minuta spoglądania sobie w oczy i już wiedziała, że wygrała.
Zbił ją całkowicie z pantałyku ciągnąć w stronę wąskich drzwi, które okazały się... skrytką na narzędzia czyszczące. Nim wcisnęła pięty w podłogę, była już w środku w ciemnościach czując przy sobie źródło intensywnego ciepła. Zmrużyła powieki od nagłego przebłysku włączonego światła. Odpychający zapach chemikaliów delikatnie ją otumanił. Mógł chociaż wybrać bardziej przystępne miejsce na poważne rozmowy. Chyba nigdy nie zrozumie do końca jego postępowania, a była przecież na dobrej drodze. Wysłuchała go ze stoickim spokojem, nieświadomie łaskocząc opuszkami palców wnętrze jego dłoni. Prowokacja do kłótni nie wyszła mu tak dobrze jak to działo się w ruinach, gdy w efekcie rzuciła nim o drzewo i spoliczkowała go, pozwalając sobie na wyrzucenie z siebie całej złości. Tym razem nie dostał to, czego chciał. Nieświadomie dostarczał Yui więcej powodów do tego, aby go nie słuchać. Wypowiedział prawdopodobnie najdłuższe zdanie dotyczące swoich uczuć. Nie chciał, żeby była w świętym Mungu, aby nie pokazać jak bardzo chce kogoś skrzywdzić w ogarniającej go bezsilności. Yu po raz enty uświadomiła sobie, że jest coś z nią nie tak, skoro nie potrafi go za to potępić. Nie podobało się jej to, lecz nie był to silny powód, aby zmusić ją do odwrotu.
Wykrzywiła usta i westchnęła pozwalając sztywno wyprostowanym plecom rozluźnić się, nadając jej sylwetce mniejszości.
- Och, zamknij się w końcu. - mruknęła delikatnie zniecierpliwiona jego próbom przemówienia jej do rozsądku. Nie przyszła tutaj, aby na niego wrzeszczeć. Na to przyjdzie inna pora, wygranie mu to w swoim czasie. Teraz nie była w stanie przywołać w sobie gniewu, skoro chciała go zarazić spokojem. Wysunęła rękę z jego dłoni i objęła go w pasie, przyciągając go odrobinę do siebie. Położyła mu głowę na wysokości mostka i bijącego serca, splatając swoje dłonie na jego plecach. Uderzyło ją niesamowite ciepło, przeszywające na wskroś. Zamknęła oczy stwierdzając po cichu nieśmiało w duchu, że schowek na narzędzia stał się całkiem przyjemnym miejscem, skoro mogła przestać oglądać się oglądać przez ramię i robić to, co chce. Czyli być sobie tutaj i nikomu nie przeszkadzać. Niedowład ręki wciąż niepokoił ją i powodował co silniejsze skurcze w sercu, lecz Yui zdobyła się na optymizm.
- A gdybym to ja miała coś z ręką i wyganiała ciebie, to byś mnie posłuchał? - zapytała, nie patrząc na niego. Nie musiał odpowiadać, bo oboje znali odpowiedź.
- Nie myśl o tym, co ja sobie myślę. Masz rękę i ciesz się z tego. Będzie działała i nie dyskutuj z tym. Wyjdziesz z tego, znam cię. - powiedziała cicho, ale bardzo stanowczo. Lepiej, aby nie podważał teraz jej słów, bo rzeczywiście wywoła kłótnię, która nie doprowadzi do niczego dobrego. Potrzebował, aby teraz na nim się wyżyła, aby mógł odparować gniewem.
- Ułożę sobie życie i z ghulem, jeśli będę chciała, Amycusie. I nie jesteś słaby. Nie znasz tej siły. - ostatnie słowa szepnęła, bardziej do siebie niż do niego. Gdyby ich nie słyszał, nie miałaby tego za złe. Ciaśniej przylgnęła do jego torsu, słysząc teraz wyraźnie dudnienie serca. Na obozie wydarzyły się straszne rzeczy z tego co jej powiedział. Yui, choć z natury dobra dziewczyna, nie mogła poświęcić im myśli, skoro jedną z tych pięciu osób był Amycus. Miał teraz uspokoić się i przytulić ją mocno tak jak ona próbowała go przy sobie trzymać. Nawet kosztem późniejszego pokazania jej swej brutalności i potrzeby skrzywdzenia kogoś. Może uda się jej go przypilnować, aby w sposób zdrowy odzyskał kontrolę nad nową sytuacją. Yui od zawsze go potrzebowała. Chciała dać coś od siebie i miała właśnie tę możliwość. Pytanie, czy zostanie to zauważone i przyjęte.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Parter - Wypadki Przedmiotowe   Czw 23 Paź 2014, 18:36

Frustracja i zrezygnowanie jakie dopadły Amycusa z całą pewnością nie miały w sobie najmniejszej nutki pożądania, sącząc przez żyły gorzki posmak bezsilnego gniewu burzącego dotychczasowy spokój, nie godząc się na całkowite zniszczenie podwalin. Z zadziwiającą wręcz łatwością połączył żądanie wysnute przez los do przemianowania odpowiednich wartości i zmiany nastawienia, podobnie jak on kilka miesięcy temu niezbyt powolnymi krokami starał się przekonać do swej osoby Yumi. Egoistyczne postępowanie mogłoby mieć w końcu odzwierciedlenie kary adekwatnej do winy, odbierając chłopakowi kilka istotnych w jego życiu elementów, od jakich stawał się słabszy i bardziej zależny od innych, co zaczął dostrzegać dopiero teraz. Szpital mieszał mu w umyśle i z pozoru racjonalne rozwiązania stawały się wytworem jego wyobraźni, a prawdziwe potrzeby zmieniały się miejscami z poszczególnymi argumentami na groteskową fantazję.
Spojrzał na nią uważniej wyostrzając wzrok kiedy zamierzała go krótkim zdaniem uciszyć go i zmniejszyć ilość wypowiadanych przez niego słów kłócących się swoim sensem z kolejnymi, wprowadzając całkiem solidny mętlik do umysłu obojga. Wypuścił cicho powietrze ciążące mu w płucach aż do momentu, kiedy pokonała tę niewielką odległość jaka ich dzieliła i bez żadnej wątpliwości objęła pokracznie zakryty prawą dłonią brzuch chłopaka. Intensywność ciepła ciała nagromadzonego przez dziewczynę napotkało na swojej drodze przeszkodę w postaci wilgotnego ubrania i nie do końca świadomie, wzdrygnął się skupiając na wypowiadanych przez nią słowach, nie czując niczego prócz wszechogarniającego zmęczenia odbierającego mu władzę nad własnym ciałem. Dlatego też nie musiała wyczekiwać długimi minutami aż pokona wszelkie wątpliwości i ułoży rękę na plecach, przyciągając ją do lewego boku będącego najlepiej odsłoniętym miejscem. Bezwładna kończyna pulsowała przez cały czas tępym bólem, którego nie planował w żaden sposób powiększać, nawet za cenę przyciągnięcia do siebie bliżej dziewczyny. Wykonał mimowolny krok w jej stronę, kiedy tylko pociągnęła fragment jego koszulki i zmusiła do zmiany perspektywy, oferując dobroduszną radość z powodu bliskości i bezpieczeństwa, jakie mogłaby mu zaoferować.
- Moim obowiązkiem jest bronić ciebie. To co innego. Nie powinnaś widzieć mnie słabym. – Zaprotestował surowszym tonem oszołomionego lekami pacjenta, próbując ugrać coś więcej niż przegranie partyjki pokera z laikiem, korzystającym z tymczasowej niezdolności do racjonalnego myślenia. Siła z jaką ona wypowiadała słowa wzmocniona była zaciskajacą się piąstką na cienkim materiale koszulki chłopaka, dostrzegającego delikatne drżenie ramion dziewczyny z każdym wypowiadanym słowem i pewnością, a właściwie próbą zapewnienia ich obojga o wyjściu z tej trudnej sytuacji. W trakcie kiedy odpowiadała na aluzję do możliwości uwolnienia się od niechcianego małżeństwa odczuł ulgę związaną z nie drążeniem tematu i ucięciem go w tak zręczny sposób, aby żadne z nich nie spostrzegło się co właśnie zaszło. Pochylił głowę i przystawił usta do jej włosów wyczuwając dotkliwe dreszcze w okolicach szyi kiedy wydłużał chwilę pocałunku, ostatecznie opierając polik o wilgotne, dziwnie przyjemne i miękkie włosy Yumi. – Wierz za nas oboje, ale idź już. – Łagodny głos został połowicznie stłumiony przez poszczególne kosmyki, kiedy przesuwał z zachwytem nosem i ustami po nich, sycąc się utęsknionym zapachem wtłaczanym do jego organizmu w przyspieszonym tempie. Objął ją ramieniem mocniej chwytając drugi bok dziewczyny tak mocno, że mogła nawet mieć delikatne problemy z oddychaniem, przecząc w ten sposób własnym słowom i prośbie wystosowanej w zdecydowanie zbyt spokojnej formie. Naparł na nią ciałem zmuszając do cofnięcia się zaledwie trzy kroki, aż oparła się plecami o ścianę i dostrzegła twarz Amycusa na wysokości swojej, rozbieganym spojrzeniem wpatrując się naprzemiennie w oczy oraz usta, uchylając rąbek niebezpiecznej strony własnej osobowości jaką Yumi znała póki co od teoretycznej strony. – Dwa uczucia, pamiętasz? – Wyszeptał zbliżając się do niej i owinął skórę ciepłym oddechem, samemu przymykając na ułamek sekundy powieki z cichym pomrukiem zadowolenia kiedy ona sama wypuszczała powietrze. Dopiero potem oparł czoło o jej siląc się na względne zachowanie spokoju i nie przestraszenie jej czymś, czego przecież do tej pory nie doświadczała, obawiając się zwyczajnego i szorstkiego pocałunku z jego strony, nieprzygotowana do żaden z myśli przemykającej po jego głowie. Jeśli trzymała wciąż dłonie na jego ciele, mogła wyczuć że zaczął drżeć.
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Parter - Wypadki Przedmiotowe   Czw 23 Paź 2014, 18:37

Nie zwróciła uwagi na grubość bandaży przeszkadzających w ciaśniejszym przylgnięciu do torsu i bezpośrednim chłonięciu błogiego ciepła. Potrzebowała pewności, że jest żywy, tylko odrobinę poszkodowany. Nie chciała go zostawiać tutaj samego, nie chciała wracać do domu. Tutaj czuła się lepiej wbrew skrętów żołądka przy wdychaniu zapachu chemikaliów i leków. Ułożyła głowę z lewej strony jego ciała, słysząc dobitniej bicie serca. Nawet ten dźwięk ją uspokajał i dawał dowód, że Amycus jest takim samym człowiekiem jak inni, z tą różnicą, że skrywał w sobie o wiele więcej niż ci inni mogliby jej zaoferować. Nie stało się absolutnie nic złego, gdy zrobiła to, co oboje chcieli. Nauczył ją też, że potrzeba bliskości to coś normalnego u rasy człowieczej, a więc jeśli chodziło o niego, ośmieliła się to wziąć, jednocześnie wciskając mu w ręce to, czego w niej szukał. Tej odwagi na przyznanie się, że stoi poza wszystkimi kategoriami nie mieszcząc się w definicji ani znajomych ani przyjaciół.
Nie zwróciła uwagi na możliwość wycofania się z małżeństwa. Nie wiedziała czy zrezygnowałaby z tego, gdyby mogła. Od paru miesięcy budowała się pod właśnie tę zależność od niego, a powrót do dawnego życia nie wchodził w rachubę.
- Nie widzę cię słabym, tylko zmęczonym. - poprawiła go cierpliwie, nie komentując jego sposobu prób wmówienia jej jaki ma obraz jego osoby w głowie. Żar rozlał się po jej głowie, barwiąc skórę na twarzy na delikatny czerwień. Wypieki na policzkach nie świadczyły tym razem o chorobie, a o intensywnym uderzeniu gorąca. Coś w jej sercu zasłabło, a z gardła wydobył się marudzący jęk.
- Dobrze, pójdę. - poddała się. Nie mówił nic o nie wracaniu nazajutrz. Dzisiaj może i będzie w stanie wrócić do domu, ale przecież potem też jest dzień. Jeśli nie, wyśle tu lokaja. Kogoś, kto dowie się wszystkiego za nią, skoro tak bardzo nie chce jej obecności. Nie chciała narzucać mu się, bo to nie leżało w jej naturze. Wyciągnęła do niego rękę i choć ją przyjął, to i tak stawiał na swoim. Potrzebował samotności i Yui pozostawało modlić się do Merlina, aby ta samotność nie odbiła się na otoczeniu szpitalnym. Planowała spełnić swoje słowa i iść, ale tak jakoś trudno było jej skomunikować się z nogami. Amycus zasłonił sobą całkowicie źródło światła, na co nie miała nic przeciwko. Serce zabiło jej mocniej, gdy w końcu, bo ileż można czekać, objął ją z siłą zaznaczając, że mimo wszystko gdzieś na dnie jego zlodowaciałej duszy cieszy się z jej niespodziewanej wizyty. Zadowoliła się płytkim oddychaniem, ignorując protesty płuc. Przez chwilę mogą nie oddychać, nic im się złego nie stanie. Niechybnie wylądowałaby na regale, gdyby jej nie trzymał. Cofnęła się o te trzy kroki, nie mając innego wyjścia, dotykając plecami zimnej chropowatej ściany. Zahaczyła stopą o metalowe wiadro ze szczotkami, przewracając je na bok. Nawet na to nie spojrzała, zaskoczona zachowaniem Amycusa. Czy aby on przed chwilą jej nie wyrzucał ze szpitala?
Łaskawie dotleniła płuca głębszym wdechem, nie spuszczając wzroku z jego twarzy. Zatrzęsła się zauważalnie od oddechu łaskoczącego już pulsujące usta.
- Pamiętam. - nie mogła o tym zapomnieć, wszak doprowadzało ją to do szewskiej pasji. Drgania mięśni na plecach i drżenie zaniepokoiło Yui. Przez chwilę była pewna, że poczuł się gorzej. Czy chciał czy nie, był pacjentem w szpitalu, a ona zamiast pomóc mu odpocząć, pozwala na trzymanie siebie w schowku na narzędzia. Ułożyła dłonie po obu policzkach Amycusa, korzystając z oferowanej bliskości.
- Zaraz pójdę. - szepnęła wmawiając sobie, że jest w stanie wyprostować się, odsunąć go od siebie i wyjść, zamykając za sobą drzwi. Pogłaskała kciukami szorstkie policzki wyrażając w ten sposób tęsknotę, gdy dzieliło ich wiele kilometrów. - Tylko mnie puść. - dodała z wyczuwalnym rozbawieniem, aczkolwiek nie robiła nic w kierunku wyjścia. Spojrzała mu w oczy śmiertelnie poważnie, szukając w nich oznak, że jest gorzej niż mówi. Nie mogła wyprzeć z siebie martwienia się. Nie pamiętała odkąd zaczęło jej to doskwierać ilekroć myślała o Amcyusie, czyli nader często.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Parter - Wypadki Przedmiotowe   Czw 23 Paź 2014, 18:39

Dobitność słów stosowanych przez dziewczynę zaskoczyła go prezentując mu obraz bardziej zdecydowanej osoby ze spostrzegawczością znajdującą się na o wiele wyższym poziomie niż przypuszczał wcześniej, celniej od niego nazywając stany w jakich się znajdował. Zerknął na nią nieznacznie uważniej doszukując się kolejnych oznak pewności, że nic mu się nie przywidziało i zachowanie Yumi jest dokładnie takie jak widział, bez możliwości cofnięcia wypowiedzi. Słabe pogodzenie się z losem utwierdziło go w przekonaniu, że jednak ma nad nią psychiczną władzę i obojętnie ile razy stosowałby odpowiednie metody, wystarczyło łagodnie poprosić, aby zmiękczyć jej serduszko ofiarując imitację troski.
Pozwalając sobie na chwilę zapomnienia zabrał głębszy wdech zamykając całkowicie powieki w dobrotliwej pieszczocie, kiedy drobnymi dłońmi próbowała ująć całą jego twarz i zbadać zmiany zachodzące na powierzchownej fakturze skóry, intuicyjnie podążając do stref poruszających najskrytsze pragnienia Amycusa. Dotychczas nie sądził, że w chwilach oddawania się złości lub pożądania intensywność odczuć jest widoczna dla uważnego obserwatora, prezentując mu mniej i bardziej przyjemne fragmenty ciała lub rzeczywistości, w zależności od dominującego w jego ciele uczucia.
Wysunął rękę zza pleców i ułożył ją na prawej stronie karku dziewczyny, w milczeniu kontemplując przesiąknięty wrażliwością gest, doprowadzający go do zawirowań w umyśle i sercu przyspieszającym rytm w nieprawidłowy sposób, nie w taki jaki planował. Wystarczył drobny ruch kciuków dziewczyny, aby ze spękanych warg wydostało się drżące powietrze przepełniające go na wskroś swoim ciepłem, uniemożliwiając racjonalne wiązanie faktów. – Sęk w tym, że nie chcę. Chcę cię trzymać w ramionach i całować nawet, jeśli zabraknie tchu. Chcę pokazać ci zaangażowanie do jakiego mnie zmuszasz, a którego nie powinienem odczuwać. Kochać się z tobą i usłyszeć, że było znakomicie. Co dzień przynosić ci kwiaty, aż w końcu odkryje które z nich najbardziej ci się podobają. Mieć pewność, że dochowasz mi wierności i nie spojrzysz na innego. Mieć cię przy sobie, pragnąc samotności. – Wyrzucał z siebie kolejne słowa zabarwione wyraźnym szeptem, nie podnosząc głosu i mając doskonałą wręcz świadomość żałosnej postawy jaką prezentował, nawet nie próbując przerwać monologu spływającego z głębi umysłu. Mięśnie pod dłońmi dziewczyny drgnęły kiedy próbował uśmiechnąć się w jej stronę, rozchylając powieki kiedy wyczuł resztki rozbawienia spływające pod wpływem szturmu powagi, którą narzuciła im odgórnie. – Mieć pewność, że mnie nie zostawisz. – Dokończył wpatrzony w ciemne oczęta przeciętnej, szarej dziewczyny, której uroda nie zwróciła do tej pory niczyjej uwagi na tyle, aby wysilić się i posiąść jej serce. Widział w nich odbicie własnego spojrzenia zasnutego nieodgadnioną mgłą, upijając się malinowym ciepłem narzeczonej
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Parter - Wypadki Przedmiotowe   Czw 23 Paź 2014, 18:39

Chłód ściany przestał mieć znaczenie, gdy ni stąd ni zowąd Yui zabolało coś w mostku. Fizyczny ból, ukłucie, skurcz narządu pompującego tam krew. Nie chodziło już o skaleczoną ślizgońską rękę, która nie jest powodem do zmian emocjonalnych między nimi. Pojedyncza zmarszczka między brwiami zdradzała, że przez chwilę zadziało się coś, co odczuły jej komórki nerwowe. Zamrugała, wyostrzając wzrok, wszak żłobiła w pamięci obraz Amycusa, jego inny kolor. Pokazywał się jej z wielu stron, a jej zadaniem było zaakceptowanie każdej albo... pokochanie ich. Zacisnęła palce na jego policzku, zachowując opanowanie i chłodną ocenę sytuacji. Nie mogła pozwolić sobie na porwanie słowom wypływającym z suchych ust, na które zerkała niepewnie. Przez te kilka lat jego stosunek do niej zmienił się drastycznie, bo dostawał to czego chciał. Zniszczył wszystko, wiele razy przez niego płakała, ale tez i przy nim czuła się bezpieczniej. Tego jej brakowało, a dźwięk wiszących między nimi słów wżynał się głęboko w jej serce. Zamknęła mocno powieki nie tylko poruszona, lecz również wzruszona. Ze skośnych kącików oczu wypłynęły po dwie łzy, a gdy ponownie spojrzała na chłopaka, powaga zamieniła się w śmiertelną powagę. Odsunęła dłonie od jego twarzy, nie chcąc zdradzić jak trzęsą się ze zdenerwowania. Ramionami objęła jego szyję, przysuwając się do niego albo go do siebie... nieważne.
- Jeśli to gra... ono umrze, Amycusie. - szepnęła, mówiąc z wielkim trudem o stanie swego serca. Co słowo, pojawiał się odstęp na nabranie minimalnej ilości świeżego powietrza smakującego już jego obecnością.
- Masz być świadomy, że poświęcę resztę życia, swój honor, imię rodziny i swoją przyszłość, jeśli mi je złamiesz. Ono umiera bardzo powoli od pięciu lat. - ledwie słyszalny szept wypowiedziany mu wprost do ucha wrył się również w jej głowę. Nazwała w końcu rzeczy po imieniu i choć nie było to fair, prawie wcisnęła mu w dłonie swoje dogorywające serce. A miała przecież tylko piętnaście lat. Przytulała swój policzek do jego i mówiła tonem, którego nie używała nigdy przy ludziach ani nawet przy jeżu. Czuła się teraz taka naga i bezbronna, odsłaniając samodzielnie spory skrawek źle doświadczonego serca. Nie miała sił... bronić się przed nim. Nie po tych słowach, których nie potrafiła powtórzyć, a wiedziała, że trafiły tam, gdzie były kierowane.
- Ożyje, ale może umrzeć, masz to wiedzieć. - powtórzyła łamiącym się głosem, nie mogąc odnaleźć w sobie więcej sił na przywoływanie rozsądku i walkę ze sobą. Nikt nigdy nie patrzył na nią tak jak w tej chwili Amycus, tak samo jak nie kierował do niej słów tak nasączonych emocjami, choćby był to gniew bądź pożądanie. Nie spojrzała mu w oczy, nie odważyła się na przedstawienie mu maleńkich łez, a nawet nie wiedziała dlaczego zataczają po jej policzkach półkola.
Skrzyżowała ręce w łokciach na jego karku, po omacku znajdując suche usta, które zakryła swoimi. Nie zauważyła, że ich dotychczasowe źródło światła zgasło tuż przed chwilą. Tak nieporadnie zajmowała go całowaniem, tylko aby nie patrzył w jej oczy. Yumi ryzykowała bardzo wiele, kładła na szali wszystko co miała nie mając pewności na jak długo to rokuje. Jeszcze parę miesięcy temu nie pozwoliłaby mu na zwykłe objęcie w talii, a dziś sama szła w jego stronę prowokując go do wylania z siebie tego, co tam kłębi się w jego wnętrzu. Oddychała bardzo płytko i szybko, zaś resztki łez opadły na jego kości policzkowe topniejąc dopiero przy temperaturze jego ciała.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Parter - Wypadki Przedmiotowe   Czw 23 Paź 2014, 18:42

Amycus od praktycznie pierwszych lat życia dowiedział się jak bardzo destrukcyjnym stanie się człowiekiem, a wszelkie relacje jakie zostaną z nim zawiązane w przyszłości, nasączone zostaną trucizną powolnie niszczącą drugą osobę, nie do końca świadomą co tak naprawdę się dzieje. Yumi nie była wyjątkiem, a jedynie regułą potwierdzającą jego przypuszczenia jeszcze z czasów niewiedzy na temat własnych możliwości, potrafiąca w irracjonalny i niemalże groteskowy sposób zaakceptować go pod wpływem własnych deficytów i pragnienia bliskości drugiego człowieka, jakie narzucił jej już kilka lat temu, zmieniając pod wpływem własnych scenariuszy dających o wiele więcej korzyści.
Dostrzegł drobne zmarszczki wygładzające się pod wpływem napięcia mięśni mimicznych, nie będących w stanie przezwyciężyć własnego strachu i powstrzymać spływające łezki z kącika oczu dziewczęcia wykazującego się niezwykłą wręcz odwagą w przeciwstawianiu własnemu rozsądkowi, pielęgnując w sobie wypełnienie palącej pustki po drugim człowieku oferującym miłość i zrozumienie. Wciąż dostrzegał w niej zagubioną dziewczynkę nie potrafiącą poradzić sobie z własnymi lękami i pomysłami zakrawającym o głupotę związaną z potrzebą realizacji beztroski, jaka została odebrana jej przed pięcioma latami brutalnym zamachem na psychikę. Przełknął żelazną kulę w gardle skupiając się na oferowanych przez nią gestach i odsunął spojrzenie w stronę zmiażdżonej ręki z próbami odseparowania lawy krążącej po jego żyłach, aby skupić się na delikatnych łaskotkach na karku kiedy przysuwała się bliżej. Poruszył lekko głową i przesunął zarastającym policzkiem po gładkiej skórze dziewczęcia, wycierając tym samym mimowolnie gorzko-słone łzy lęku i oddania, przenosząc dłoń na ścianę tylko i wyłącznie po to, aby utrzymać względną równowagę, zakrywając tym samym sylwetkę drobnej Krukonki z trudem wypowiadającej obietnicę przepełnioną groźbą skierowaną do … niej samej.
Z wyraźnym ociąganiem przesunął głową w przeczącym geście kiedy jeszcze mówiła zwracając uwagę na stan, w jakim znajdowała się dusza i serce dziewczyny, które nazywał wielokrotnie inteligencją emocjonalną zachwianą w posadach, uniemożliwiając jakiekolwiek racjonalne działanie. Szept drażniący jego skórę owinął go z podwójną siłą i oparł czoło o przedramię w marnych próbach ustalenia dalszego planu działania do improwizacji, jaka nie powinna ujrzeć światła dziennego aż do końca jego marnego życia i ta właśnie świadomość uniemożliwiała mu sprzeciwienie się własnym słowom. Pragnąc zagarnąć pełnymi garściami z manipulacji Yumi zgubił się na ścieżce prowadzącej go do autodestrukcji odsłaniając się przed nią w zbyt wielkiej mierze, aby potrafił cofnąć słowa i wymazać je z pamięci z dziecinną wręcz łatwością. Przesunął bezwiednie głową po raz kolejny ocierając się policzkiem o jej z brakiem jakiegokolwiek pomysłu na dalszą wypowiedź, stanowiącą odpowiedni komentarz dla całej sytuacji w jakiej się znaleźli. Resztki rozsądku roztrzaskały się o posadzkę, a wizja przystąpienia do grona Śmierciożerców oddaliła się w zastraszająco szybkim tempie kiedy przysunęła się bliżej i zapoczątkowała niemrawy pocałunek, wkładając jak najwięcej energii na zwrócenie uwagi właśnie na ten gest, porzucając wszelkie niekorzystne myśli poza obręb świadomości.
Pogodzenie się z rzeczywistością nie będzie czymś prostym dla ambitnego i dotychczas zdrowego chłopaka podchodzącego z czystokrwistego rodu od wielu pokoleń przynależnego zasadzie czystości krwi, zsuwając na barki pierworodnego powinność przystąpienia do Czarnego Pana przy równoczesnej trudności ochrony najważniejszych dla niego osób. Dopiero w trzeciej sekundzie zaczął odpowiadać na zaproszenie Yumi, napierając na nią ciałem nie do końca celowo z powodu utraty oparcia ręki, którą wsunął w proste, acz lekko splątane włosy na okolicy potylicy. Drżenie jego ciała nie ustało ani przez chwilę, a składane pocałunki nie zamierzały prowadzić do dalszego etapu, ponieważ Amycus sycił się delikatnym przegryzaniem miękkiej wargi Krukonki, spijając póki co z warg zaangażowanie oraz chęci. Przenosząc ciężar ciała na prawą stronę rozchylił nogę i ustabilizował w końcu własną postawę, wsuwając między ścianę a plecami dziewczyny własną dłoń, aby przyciągnąć ją do siebie z odsłoniętej strony i odczuwać łapczywe oddechy na własnym torsie. Domagając się szelestu ubrań i mało wrażliwego dotyku wpił się w końcu w usta Yumi zamykając powieki, wydobywając z dna własnego serca wszelką tęsknotę i gniew nie mającego dotychczas własnego ujścia. Pomimo medykamentów jakimi został nafaszerowany posiadał jeszcze trochę siły, zmuszając ją od oderwania się od ściany i zrobienia wolnej przestrzeni, którą wykorzystał od razu zsuwając dłoń na jej prawy pośladek masując go z wyczuciem i oddaniem
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Parter - Wypadki Przedmiotowe   Czw 23 Paź 2014, 18:45

Spokojne życie zakłóciło nagłe zainteresowanie Amycusa. Znali się od małego, a dopiero od nie dalej jak roku ich relacje zaczęły zmieniać się wbrew ich woli. Kiedyś był tylko jej sojusznikiem, w którym widziała możliwość ochrony przed zadaniem rany przez silniejszego psychicznie od niej brata. Pamiętała agresję Amycusa, widziała ją niedawno drugi raz. Okrucieństwo i plamy krwi na śnieżnobiałym kołnierzyku. Czy całowała właśnie potwora?
Yui bała się, że to wszystko tylko gra i jej śmiałe zaangażowanie ją kiedyś zabije. Znała Amycusa, potrafiła w większości bezbłędnie rozszyfrować jego nastrój i wyczuć, że coś nie gra. Unikała jego wzroku, czyniąc sobie tym samym coraz więcej szkód, wszak powinna właśnie w tej chwili szukać w nim prawdy i szczerości, skoro nie zdążył jeszcze założyć swej maski. Naiwnie wierzyła, że to co się nimi dzieje będzie czymś prawdziwym. Pozwalała wykorzystać swoje serce znając deficyty Amycusa. Nie pojmowała czemu jeszcze z nim jest i dlaczego nie uciekła.
Podrażnione od ciepła policzki nabrały ciemnych rumieńców, zakrywając jakiekolwiek ślady bytności łez. Wystarczająco długo analizowała i myślała o ich wzajemnym stosunku, aby znowu to popsuć. Trafił się jej Amycus bardziej podatny na bodźce i słowa. Obejmowała ciaśniej jego kark, zapominając, że niegdyś cofała się, gdy stawiał krok w jej stronę. Gorący dreszcz przebiegł wzdłuż jej ciała promieniując wszędzie począwszy od wilgotnych, ciepłych ust. Nie odrywała ich nawet na chwilę od ślizgona, oddychając teraz razem z nim, w tym samym rytmie. Indywidualny smak miękkich warg wsiąkał w nią wyczulając kubki smakowe doprowadzające Yui do bezsilności. Odetchnęła z ulgą wprost w jego usta, otrzymawszy odpowiedź na jej prośbę o zaniechanie tymczasowego rozwodzenia się na tym co robią, a co powinni robić bądź czego nie powinni. Ból za mostkiem nie malał, a mimo to został intensywnie zagłuszony w następnej chwili. Yui wciągnęła gwałtownie powietrze do płuc zastanawiając się czy właśnie nie kopnął jej prąd. Uderzył ją gwałtownie, przeszywając od stóp do głowy z chwilą wyczucia miejsca ułożenia jego dłoni. Stanęła na palcach, owijając ręce wokół szyi chłopaka, odsuwając się jednocześnie na kilka centymetrów. W szoku stwierdziła, że jego zachowanie przypadło jej do gustu, chociaż nie przyzwyczajał jej do takiej śmiałości.
- Powiedz... że wiesz. - pojedyncze słowa wyduszone z gardła przerywały ciszę przerywaną jednym, wspólnym oddechem. Umyślnie przesunęła wargi w stronę dobrze już jej znanej małej blizny, którą ponownie pocałowała, nieświadomie przesuwając po niej koniuszkiem języka. Słony smak z zaskakującą szybkością dotarł do kory mózgowej zapamiętując go już do końca życia. Trzęsące się palce zanurzyły się w ciemnych włosach chłopaka, głaskały go chcąc tą pieszczotą nanieść na niego spokój. Yui wprost nie mogła uwierzyć, że można odczuwać tak wiele bodźców naraz, a przecież nigdy ich nie zaznała.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Parter - Wypadki Przedmiotowe   Czw 23 Paź 2014, 18:49

Śmiałość gestów jakie wyprowadzał w pełni intuicyjnie nie był w stanie stworzyć chociażby pozoru spokoju i równowagi między dwójką nastolatków, wspólnie przejętymi tragedią jaka zmusiła oboje do odsłonięcia się bez żadnej ochrony przed drugim, burząc w ten sposób podwaliny silnych fundamentów dystansu jaki próbowali zachować. Z paraliżującym uczuciem mrowienia na opuszkach palców zatrzymał dłoń na materiale jeansów, pochylając się w stronę głębokiej toni czekoladowego raju oferowanego przez Yumi, z przymkniętymi do połowy powiekami obserwując ostatnie zmiany dopełniające zjednoczenie się tych dwóch, skrajnie różnych person. Łapczywie pochłaniane powietrze wydawało się diametralnie odmienne od gorąca kumulującego się w zmęczonym siłą emocji i bólu ciele młodego chłopaka, zamykającego oczy przy prostej prośbie wypowiadanej miękkimi ustami zatroskanej dziewczyny. Pochylił głowę i powtórzył gest przytaknięcia z niewielką energią, czując jak złość opuszcza go i ustępuje przemożonej pustce drążącej nie tylko serce, ale przede wszystkim depcząc wszystkie schematy wypracowane latami przez Carrowa. Opierał się palcom wplatanym w gęste kosmyki i próbował odnaleźć w sobie wystarczająco wiele siły, aby odepchnąć ją od siebie z szorstkim stwierdzeniem zabawy, wysilając się na właściwą dla siebie szczerość z maską kpiny. Oczyma wyobraźni podejmował odpowiednią gamę zachowań i reakcji organizmu odrzucającym całą dotychczasową miłość Krukonki, pozwalając jej odejść z czystym sercem i wolnością rozdeptaną jego stopami, jednak dotkliwe ciepło otaczające go ze wszystkich stron uniemożliwiało jakiekolwiek działanie zgodne z przemyśleniami.
- Jestem głupcem… - Burknął pod nosem z wahaniem przesuwając głowę w kierunku ramienia dziewczyny, wyraźnie walcząc z własnymi myślami i dopiero kiedy dokończył ostatnią wypowiedź, ułożył czoło na swetrze dziewczyny garbiąc się. – Cholernie głupim dzieciakiem… - Wypowiedział niewyraźnie z zaciśniętych mocno szczęk kiedy opanowanie nieprzyjemnej pustki połączyła się z pulsującym bólem wprost ze zmiażdżonego ramienia rozlało się po całym jego organizmie i nie pozwalało uporządkować myśli, błagając o kontynuowanie prostej pieszczoty ucząc Amycusa nowego zastosowania dla niej. Przesunął dłonią po krągłym pośladku wracającej do sportowej kondycji dziewczyny, dostrzegając w niej potencjalnie zręczną i zgrabną kochankę, przy odpowiednio cierpliwej i długotrwałej nauce. Zimny dreszcz przebiegł po jego kręgosłupie powodując spięcie mięśni w ciele, a dłoń przesunęła się na lędźwie dziewczyny kiedy zmuszał ją znów do przywarcia do niego z niedostrzegalną dzisiejszego dnia siłą, nie potrafiąc ukryć drżenia jakie kończyło się dreszczem co jakiś czas. Nie potrafił nawet złożyć odpowiednie zdania w formie zrozumiałych wypowiedzi oraz retorycznych pytań, w pełni odzwierciedlających jego wewnętrzne rozgoryczenie oraz mętlik, tak dobrze już zapomniany przez Ślizgona. Czułość poruszających się nierównomiernie dłoni dziewczyny topiła w nim cały zastosowany wcześniej opór, uświadamiając mu równocześnie żałosny wygląd słabego człowieka nie potrafiącego podjąć się stawieniu czoła bezpośrednio kłopotom. Niemrawe wspomnienie z dzieciństwa zlało się z obecnymi odczuciami skupiając usilną uwagę Amycusa na erotycznym podtekście przyjętej przez nich pozy, potęgując doznanie ponownym zsunięciem ręki na pośladek dziewczyny, wsuwając właściwie palce w tylną kieszeń spodni.
- Nie powinnaś mnie takiego widzieć. To gorsze niż… - Wypuścił gorące powietrze prosto w skórę na szyi dziewczęcia, próbując odszukać odpowiedniego słowa adekwatnego do sytuacji, ale milczenie z jego strony przeciągało się, aż w końcu podniósł głowę i rwąc w ten sposób zdanie, spił gorycz z ust Yumi, oferując podjęcie przerwanego wcześniej tematu. Uciekał od możliwości odsłonięcia myśli przed nią, skupiając się dokładnie na elementach jakie posiadł w stopniu wybitnym, oferując autentyczność doznań niż próbami zaspokojenia pustki odpowiednimi metodami.
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Parter - Wypadki Przedmiotowe   Czw 23 Paź 2014, 18:49

Serce łomotało niczym po szalonym maratonie, a uśpiony rozsądek nakazywał wyjście ze schowka na narzędzia czystości zanim Yui całkowicie zatraci się w atakującym zewsząd cieple pochodzącym od chłopaka. Niczym zadra w oku na dnie świadomości tkwiło przekonanie, że to może być gra. Amycus był aktorem nieprzeciętnie utalentowanym o czym przekonała się niejednokrotnie obserwując jego zachowanie wśród innych, mniejszych od niego ludzi. Perfekcjonista ufający swym umiejętnościom manipulatorskim. Yu nie chciała być jego zabawką, traktując go śmiertelnie poważnie. Przekonywała samą siebie, że wbrew temu co mówił, jednak coś ich łączy. Nic silnego, aczkolwiek na tyle ważnego, że są przy sobie stojąc ramię w ramię. Niestety w jej umyśle tkwił jeszcze inny obraz, widok jego ślepi przepełnionych grozą, okrucieństwem. A więc powstawało pytanie, czy byłby na tyle okrutny, zabijając ją od środka? Yui cholernie bała się, że to wszystkie pesymistyczne scenariusze okażą się prawdą, a wtedy nie pozostawałoby jej nic niż oprócz... umarcia.
Zatrzęsła się ni to z zimna ni to z gorąca, rozpraszając nieprzyjemne myśli. Przytaknął, a więc wiedział co może się stać. Obudziła się w niej dawna nienawiść, tląca się tuż wokół serca. Miał nad nią tak wielką przewagę, i jeszcze mu na to pozwalała... jakże chciała go nienawidzić i ponownie wywrzeszczeć mu to w twarz. Zdusiła to, twierdząc zgodnie z zdrowym (?) rozsądkiem, że nie powinna dokładać na niego więcej problemów. Potrzebował czasu, aby oswoić się z nową sytuacją, z ranną ręką, a Yui chciała mu w tym pomóc na tyle, na ile mogła. Otworzyła powoli powieki wyciągając z tego burknięcia słowa. Ciężar na ramieniu rozczulił ją. Z wrodzoną delikatnością pogłaskała opuszkami palców skórę od jego skroni, przez policzek aż do brody, powtarzając to wielokrotnie, naturalnie. Oparła głowę o niego niczym matka tuląca dzieciątko. Trząsł się i drżał niespokojnie, a Yu nie potrafiła określić czy to przez fizyczne reakcje, ból kończyny czy może wciąż tłumiony gniew. Pogłaskała bezwiednie zdrowe ramię, wzdychając smutno. Okazywanie słabości nazwał głupotą, zaś sama Yui nie widziała w tym nic, co byłoby głupie. Zmarszczyła brwi próbując się skupić na słowach a nie na pieszczonym pośladku, wytrącającym ją skutecznie z równowagi. Błądziła wzrokiem po ciemnym schowku nie dostrzegając niczego poza ciemnością. Bez żadnego protestu pozwoliła przycisnąć się do jego ciała i mogła stać tak długo, jak długo może dźwigać jego głowę na ramieniu. Chciała obdarzać go takim płytkim gestem ufając, że cokolwiek to pomoże mu w odzyskaniu równowagi.
- Przestań się martwić co sobie myślę. - bardziej stanowczo i odrobinę głośniej dała mu do zrozumienia, że to co się dzieje teraz w jej głowie jest ostatnią rzeczą jaka powinna go zainteresować. W chwili obecnej powinien zatroszczyć się o siebie, z możliwie jak najmniejszymi konsekwencjami odbijającymi się na otoczeniu i na niej. Spojrzała w toń jego oczu czekając na dokończenie zdania.
- Widzę twoje zmęczenie, a nie sła... - reszta liter złączonych w niedopowiedzianym słowie zagłuszona została przez następny spokojny pocałunek. Mogłaby oddawać się wiecznie takiemu zajęciu, gdyby nie nagle pojawiające się przemożne żądanie dowiedzenia się więcej, co skrywa serce Amycusa Carrowa. Nie mogła udawać, że nic się nie stało, skoro leżał w szpitalu. Gdy wróci do sali numer cztery, jego "problem" nie zniknie. Wciąż będzie wyżywał się na niewinnych ludziach za niezaakceptowany przez siebie defekt. Odsunęła się wbrew woli trybików migoczących w głowie, stając bliżej ściany.
- Podaj mi rękę. - poprosiła na wdechu, zdejmując z jego ramion dłonie. Odgarnęła włosy z czoła, zarzucając je na plecy. Nie prosiła o zdrową rękę. Była akurat tam, gdzie ciało Yui przyzwyczajało się mozolnie do jej obecności na pośladku. Dokładnie wiedziała, że wzbudzi w nim gniew, ale przecież o to jej chodziło. Tylko tą drogą pojmie, że defekt cielesny może wzmocnić, a nie osłabić. Żałowała, że ten dzielny optymizm nie pojawił się pięć lat temu. Mogłaby wtedy być silniejsza i mieć więcej mocy w opanowaniu tego, co dzieje się w głowie Ślizgona.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Parter - Wypadki Przedmiotowe   Czw 23 Paź 2014, 18:51

Ciężko było mu zapomnieć o pieszczotliwych gestach ze strony Yumi doszukując się w nich jakichkolwiek podstaw zainteresowania nim w sferze czysto fizycznej, umniejszając tym samym wagę jej czynów. Opuszki palców muskały szczecinę na twarzy chłopaka sięgając aż do skroni, powodując zupełnie odmienną reakcję od założonej w ramach utrzymania przez niego równowagi wewnętrznej, powodując spustoszenie biegnące ponownie w stronę wspomnień. Rodzice, których pożegnał ponad godzinę temu nie stanowili dla niego żadnego oparcia w przeszłości stawiając wymagania zdecydowanie zbyt wysokie od możliwości dziecka, zmuszając go do parcia na przód z precyzją i brakiem oznak jakichkolwiek słabości, pośrednio wpływając na rozwój osobowości syna w konkretny sposób z premedytacją. Przez kilka chwil zastanawiał się czy potrafiłby docenić taki gest wykonywany przez matkę w okresie dzieciństwa, jeśli tylko Alexander pozwoliłby podejść do syna w taki sam sposób jak do drugiego dziecka, z czułością, na każdym niemalże kroku rozpieszczając Alecto.
Umiejętność rozpoznawania poszczególnych stanów emocjonalnych nie oznaczała wcale zrozumienia, a tym bardziej akceptacji dla poszczególnej reakcji psychicznej, z pełnymi skutkami konkretnego zachowania. Zaczął powoli dostrzegać różnice w podejściu wychowawczym w okresie dzieciństwa względem nich, słysząc kolejne zapewnienie Yumi o istnieniu zmęczenia a nie słabości oznaczającej wyraźne zachwianie stabilności wewnętrznej Amycusa. Wsunął dolną wargę do środka i przytrzymał ją zębami kiedy odsuwała się, kończąc kolejny pocałunek nie spełniających jego właściwych rozmiarów potrzeb zbliżenia się do niej i skupienia na bardziej przyjemnych doznaniach niż rozmyślaniu na temat przyszłości związanej bezpośrednio z bezwładną ręką przekreślającą większość aktywności chłopaka. Rozchylił powieki zamierając w połowie ruchu i uniósł spojrzenie na twarz Yumi ze ściągniętymi mięśniami, nadając mu ostrzejszych i niebezpiecznych rysów szczególnie kiedy poszczególny mięsień przemknął po lewej stronie jego szczęki podczas zaciskania ich. Ciemne spojrzenie było trudno dostrzegalne w panującym półmroku, ale bez problemu dostrzegł sugestywne spojrzenie rozmówczyni poruszające bez żadnej wrażliwości nieodpowiednią strunę w osobowości Amycusa, podburzonego własnymi wadami ukazując je przed narzeczoną wymagającą od niego zbyt wielkiego poświęcenia, używając niezbyt wyrafinowanych metod oswojenia go. Brak ciepła na ciele został mu odebrany zbyt gwałtownie, aby potrafił zapanować nad wybuchem gniewu krążącym nieustannie pod rozgrzaną skórą Ślizgona, który zamiast odwrócić się na pięcie wyszarpnął dłoń z kieszeni i uderzył mało delikatnie dłonią po prawej stronie głowy Yumi. Nie zbliżał się jednak, przyglądając się jej wzrokiem drapieżcy upatrującego swoją przyszłą ofiarę i jedynie niewielkie błyski pozwalały sądzić, że nie zatracił się w wzmagającej się furii, oferując jej ostatnie chwile na wycofanie się ze swych słów. Cienie na jego twarzy igrały pod wpływem chłodnych dreszczy, a zmęczenie nadawało mu bardziej groźnego wyglądu niż planował, przyszpilając Yumi do ściany i czekając aż ucieknie wzrokiem z przekonaniem, że nie powinna wymagać od niego rozwinięcia akurat tego tematu. I tylko z rozchylonych warg wydobywało się rozgrzane powietrze, emanując wewnętrznym mętlikiem zmieniającym swoją istotę w bombę z opóźnionym zapłonem,.
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Parter - Wypadki Przedmiotowe   Czw 23 Paź 2014, 18:51

Unikanie myślenia o bezwładnej ręce potęgowało tylko problem. Yui nie chciała wypuszczać go ze schowka ze świadomością, że załamie cały personel w szpitalu, wyżywając się na niewinnych czarodziejach. Znała go i wiedziała, że chociaż teraz uspokoił się, to wszystko wróci, gdy wyjdą naprzeciw rzeczywistości, czyli za drzwi pomieszczenia. Czuła na ustach i na języku smak pocałunków mających nadrobić czas rozłąki. Zawsze to ona była tą bardziej rozsądniejszą stroną, jeśli chodziło o ich fizyczne spotkania. Naciskała non stop na inne życiowe aspekty, które muszą przerobić i przejść choćby z bólem. To nie był jeszcze czas, aby całkowicie puścić mocno trzymane wodze.
Z premedytacją wywołała w nim gniew, a szło jej to o wiele łatwiej niż gdy role były odwrócone. Przełknęła ślinę zdając sobie sprawę bezpowrotnej utraty chwilowego spokoju. Nie mogła jednak wycofać się mimo ostrzegawczego spojrzenia, zaciśniętych zębów i wyostrzonych rysy twarzy świadczących o granicach furii. Och tak, właśnie to wylałoby się na cały szpital, jeśli go w tym stanie wypuści. Yui nie była aż tak krystalicznie czystą duszą, aby martwić się o wszystkich pacjentów narażonych na obecność gniewu Amycusa. Mimo wszystko ona zniesie raczej więcej niźli obcy ludzie. Sam ją nauczył, że wylewanie wściekłości niesie później za sobą znaczną poprawę.
Ciepło nie zostało mu odebrane na zawsze, zostało przerwane na rzecz zapoczątkowania w jego głowie procesu oswajania się z bezwładnością ręki. Z trudem udało się zapanować nad drgnięciem jako reakcją na uderzenie w ścianę. Patrzyła mu prosto w oczy z czystym przekonaniem i pewnością siebie. Wyglądał wręcz upiornie, odpychając ją teraz od siebie bez słowa. Mógł nie patrzeć na rękę, udawać, że go nie interesuje, a to nie rozwiąże problemu. W tej dłoni będzie trzymał różdżkę, a więc jego cholernym zadaniem było wyciśnięcie z siebie wszystkiego, aby ją naprawić. Nazbyt dobrze wiedziała jak się czuje, wszak znała uczucie podłamanej dumy. Odepchnęła się delikatnie od ściany, nie spuszczając zeń czujnego, poważnego wzrokiem emanującego jednocześnie spokojem. Nie mogła pozwolić sobie na wytrącenie z równowagi, bo wtedy będzie stracona. Miała przed sobą bardzo ciężki przypadek...
- Nic nie mów. - przerwała ciszę, stawiając krok w jego stronę. - Nie. - szybkie słowo nakropione czyżby groźbą? w chwili, gdy sięgnęła po obandażowaną rękę, którą jak dobrze go znała, zamierzał cofnąć, aby nie musiała jej oglądać.
- Nie ruszaj się. - dodała łagodniej i choć wiedziała, że igra z ogniem, z namaszczeniem i czcią położyła ciepłą rękę na łokciu rannej kończyny. Stała tak przez długą minutę dzielnie znosząc furię kierowaną pod jej adresem. Gdzieś tam w środku tańczyła i gratulowała sobie wytrzymałości, gdyż w innym przypadku zawtórowałaby mu gniewem, a potem nie odzywała się do niego przez tydzień.
- Ciii. - szepnęła w chwili dotknięcia palców wystających z bandaża. Nie unosiła jeszcze jego ręki do siebie, łaskotała chłodne opuszki swoimi sprawdzając czy czuje cokolwiek. Uniosła wyżej głowę dając mu znak, że jej nie spłoszy niewerbalnym rozkazem wycofania się nim będzie za późno. Niczym dotknięcie skrzydła motyla przesuwała opuszkami po dostępnym skrawku skóry nie zakrytym bandażem. Nie robiła absolutnie nic złego. Jeśli Amycus jeszcze nie wybuchnął jakimś niewyjaśnionym cudem, jeszcze wolniej wsunęła palce na bandaż skrywający wnętrze jego ręki, podnosząc kończynę tak, aby widzieli ją oboje. Uniosła wolną rękę w geście "stop", aby powstrzymać jego próby zabrania ręki z widoku. Chciała ją oglądać i już. Ułożyła chorą dłoń wierzchem do wnętrza swojej, obchodząc się z wszystkim z wrodzoną ostrożnością. Ciepły oddech owionął chłodniejsze i sine palce Amycusa, gdy musnęła ustami jeden z opuszków. Najpierw musi znosić widok swojej ręki, aby potem ją intensywnie rehabilitować. Yui szukała w sobie zapasowych pokładów sił dostrzegłszy w oczach Carrowa groźniejszy błysk.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Parter - Wypadki Przedmiotowe   Czw 23 Paź 2014, 18:52

Środki uspokajające krążyły po żyłach Amycusa w zastraszającym wręcz tempie szczególnie w chwilach wzburzenia, hamując w ten sposób jego atak furii jaką zaprezentował podczas pierwszych godzin personelowi medycznemu, nie przejmując się nieadekwatnością własnego zachowania do wymogów społecznych, o czym przypomniał mu w brutalny sposób własny ojciec. Podczas krótkiej rozmowy dowiedział się o planach samodzielności pierworodnego zmuszając go do rozpoczęcia stażu papierkowej roboty w Ministerstwie Magii, jaką rozpocząć miał już od najbliższego września z drobną pomocą Adrala, przedstawiając tym samym oczekiwania do przyszłości syna. Niejednokrotnie zastanawiał się nad rozmowę z ojcem o własną niezależność i przeprowadzkę do własnej posiadłości, czerpiąc z rodzinnego majątku jedynie tyle, ile będzie potrzebne na rozpoczęcie życia w jednorazowy sposób, sprawdzając tym samym umiejętności przystosowawcze młodego Carrowa, którego obecność w rodzinnej posiadłości zaczęła coraz mocniej zawadzać Alexandrowi. Wyczuwał coraz większą niechęć do własnej osoby od strony ojca zmuszony traktować go z należytym szacunkiem oraz powagą, adekwatnie do zajmowanej przez niego pozycji i jedynie bardziej sprecyzowane scenariusze na przyszłość pozwoliłby mu uzyskać akceptację własnego ojca.
Ciemność pomieszczenia potęgowały uczucie bezsilności oraz osaczenia od strony Yumi, oczekując od niej zrozumienia i spuszczenia chociaż na kilka minut bariery wymagań, podążając zgodnie za jej prośbami o porzuceniu domysłów na temat oceny jego zachowania, skupiając się na własnych potrzebach oraz egoizmie, jakiego przecież on sam wymagał od niej. Dreszcze nasilały się i wzdrygnięcia Ślizgona pojawiały się w coraz krótszych odstępach czasowych, podczas gdy na czole i karku wystąpiły pierwsze krople potu, niedostrzegalne dopóki dziewczyna nie uniesie dłoni i sprawdzi jego stan.
Jak nikt inny wcześniej sprzeciwiała się gwałtownie postanowieniom i nieświadomie burzyła wpajany przez lata schemat małżeństwa, utarty w małżeństwie jego rodziców, przekazany właśnie na niego i Alecto, która de facto postanowiła podążyć za buntem rozpowszechniającym się po Anglii. Krew pulsowała w jego głowie z każdą chwilą coraz mocniej roznosząc się bolesnym echem po czaszce akurat w momencie kiedy wykonał gwałtowny zwrot i wyprostował się z dumą, walcząc z obrazem zakrwawionej twarzy dziewczyny próbując nie wprowadzać go w działanie.
Ciężar bezwładnej kończyny był czymś olbrzymim dla tak drobnej osoby jak ona, jednak podniósł podbródek i przyglądał się jej, marszcząc brwi w niezadowoleniu iż ośmiela się dotykać niedoskonałości, do jakiej nie zdążył się jeszcze przyzwyczaić. Chłodne i sine opuszki palców nie drgnęły nawet pod wpływem delikatnych zabiegów dziewczyny, a on odkrywał w sobie rosnącą kulę wściekłości tkwiącej w gardle, uniemożliwiając wydobycie na wierzch ryku szaleńczej furii, jaka przytłaczała go z każdą mijaną sekundą. Temblak zakołysał się w próbach uniesienia prawej ręki chłopaka, jednak ostatecznie musiała pochylić się z stronę torsu i tylko fakt, że dostrzegł co uczyniła spowodował błysk w jego oczach zakończony gwałtownym szarpnięciem prawej strony ciała do tył. W mgnieniu oka bezwładna ręka opadła na temblak z wystającym nadgarstkiem, a Amycus warknął na dziewczynę: - Nigdy więcej. – Ostrym i nienaturalnie wrogim głosem, karcąc ją za niestosowne według niego zachowanie, przekraczające zdecydowanie granicę przyzwoitości oraz akceptacji, na jaką nie potrafił się zmusić. Odwracając się do niej plecami poprawił temblak zdrową ręką i nie pozwalając jej odezwać się, rzucił przez ramię: - Nigdy więcej tego nie rób, rozumiesz? – Groźba ściekała z jadowitych słów zabraniających Yumi podejmowania jakichkolwiek prób zaakceptowania tego konkretnego fragmentu ciała i z pewnością dopowiedziałby coś jeszcze, gdyby nie utrata równowagi. Zachwiał się znacząco i tylko mocny uścisk prawej ręki na regale oddalił wizję spotkania się z podłogą, podczas gdy jego oddech stawał się coraz cięższy i z narastającym trudem łapał kolejne oddechy. Zachrypnięty śmiech wydobył się spomiędzy zaciśniętych zębów Amycusa, który odepchnął od siebie dziewczynę jeśli tylko odważyła się podejść do niego i próbować mu pomóc z poczuciem równowagi. Zwyciężył nad ciałem na tyle, że uderzył plecami o regał i przytrzymując się, ponownie parsknął pogardliwym śmiechem, nie odwracając spojrzenia od brązowych oczu okolonych gęstymi rzęsami w kształcie migdałów, podkreślonych poszczególnymi błyskami wściekłości właścicielki. – Serio? Będziesz mnie całować po chorych członkach? To ma być twoja metoda? – Kręcąc z niedowierzaniem głową pochylił się w końcu w stronę Merberetówny, przytrzymując się prawą dłonią o jej ramię i parskając znów śmiechem, powiódł rozbieganym spojrzeniem po twarzy, nie zatrzymując się w konkretnym punkcie. – Więc coś ci powiem, Yumi. – Dodał ciszej, zbliżając się jeszcze bardziej i jedynie niebezpieczny błysk w oku nakazywał zachować czujność, aby nie przestraszyła się kolejnych słów narzeczonego upojonego lekarstwami. – Musiałabyś mnie całego wycałować, wiesz? Bo mam w sobie pierdoloną toksynę, na którą NIE ZNALEŹLI JESZCZE ANTIDOTUM! – Pytanie wypowiedział jeszcze względnie spokojnym tonem, jednak z każdym kolejnym cedził uważnie słowa, nie zwracając uwagę na kropelki śliny i potu ściekające po nienagannym wcześniej ubraniu, zaciskając palce na przedramieniu dziewczyny, która bez problemów mogła dostrzec pogorszenie się jego stanu. Szczególnie, że nie miał w zwyczaju przeklinać i krzyczeć tak mocno, że żyły na szyi uwydatniły się.
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Parter - Wypadki Przedmiotowe   Czw 23 Paź 2014, 18:55

Nie mogli w nieskończoność udawać, że nic się nie dzieje. Co prawda chwila wytchnienia trwała zaledwie kilkanaście minut, a to było i tak dużo jak na Yui ze zdolnością do przerabiania tych samych problemów i spraw wielokrotnie. Zbierała swoje plony, skoro zasiała z nim z taką łatwością gniew. Zacisnęła mocno zęby i pięści, nie sięgając już rękoma po ranną dłoń. Wyrządzona szkoda miała solidne odbicie w Amycusie, solidniejsze niż przypuszczała. Ona sama z czasem zaakceptowałaby defekt chłopaka, szybciej od niego aczkolwiek nie ona tutaj była ważna, a on. Przerastał ją, stał szczebel wyżej doprowadzając ją do różnych skrajności. Miał problem z poprawnym interpretowaniem impulsów, jakie przesyłała w jego stronę. Cofnęła się o jeden krok, spuszczając ręce wzdłuż ciała w rezygnacji.
Wypowiadane słowa przecięły powietrze wżynając się w jej serce, które zawczasu otuliła murem domyślając się, że pogarda i czysta wściekłość będzie tak silna, aby móc ją ugodzić niewyobrażalnie mocno. Nie odpowiedziała na jego pytanie, a raczej żądanie. Stała tak, jak stała i przyglądała się jak miotał się w wściekłości. Tak łatwo mogła go zranić, właśnie teraz. Skreślić te pięć lat, w szczególności ostatni rok. Miała drugą szansę na rezygnację z wymuszonych zaręczyn w sposób bardziej bolesny. Zimny prąd zbił dotychczas podwyższoną temperaturę ciała dziewczyny, wywołując tym samym nie tylko gęsią skórę, a drżenie rąk zaciśniętych w pięści. Otworzyła usta i postąpiła jeden krok w przód, gdy stracił równowagę przypominając im oboje jak jest osłabiony. Jeszcze szybciej cofnęła się spłoszona nienaturalnym wybuchem śmiechu. Schowała ręce do kieszeni dżinsów, rozpoczynając systematyczne miarowe dotlenianie organizmu. Powietrze miało zneutralizować wzrastający gniew, którym chciał się Amycus z nią podzielić. Zmrużyła oczy i w ciszy znosiła wylewany jad. Zapomniała tylko, że była słabsza niż chłopak przed nią, a więc mimo wzniesionego muru wokół serca wstrzymała oddech od ssącego bólu. Lecz to nie było jego interesem. Ciężar ręki na ramieniu przygwoździł ją do podłogi, tak więc skazana była na czujną obserwację wzrastającej z każdą chwilą furii. Zabrakło jej tchu na wieść o toksynie, o której najzwyczajniej w świecie nie wiedziała.
- Toksyna? - zapytała bardzo cicho w porównaniu z tym krzykiem. Nie została o tym poinformowana. Podjudzany gniew przemienił się błyskawicznie w panikę i zmartwienie. Toksyna w organizmie brzmiała o wiele bardziej niebezpieczniej niż sama poszkodowana ręka. Jego krzyk, przekleństwa i wrzask w furii dudnił jej w uszach wywołując nienaturalne gorąco na twarzy. Przyglądała się mu z nieodgadnionym wyrazem twarzy, zaciskając mocno zęby i pięści. Czuł się znacznie gorzej, widziała to jak na dłoni. Sama do tego doprowadziła i choć powinna mieć wyrzuty sumienia wiedziała, że to było niezbędne. Największa furia zostanie wylana, potem będzie już lepiej. Miała nadzieję.
Yui oddychała z trudem, sprawiało jej to trudność. Zapaliła nagle światło, jednocześnie kończąc to piękno jakie dziś usłyszała i poczuła. Yui po cichu sobie cierpiała świadoma, że przecież dostała dokładnie to, czego chciała nie słuchając wcześniejszych ostrzeżeń Amycusa. Położyła rękę na swojej klatce piersiowej, sprawdzając czy wydaje jej się czy jej serce rzeczywiście przestało bić. Biło, ale za szybko. Słono to przypłaci, gdy wróci do domu. Bardzo słono.
- Porozmawiam z twoją matką. - stwierdziła martwym głosem, wybierając odruchowo rodzicielkę. Nie dogadałaby się z jego ojcem, który nie uraczyłby informacjami niepełnoletniej narzeczonej swego syna.
- Najlepiej będzie trzymać cię w domu. Szpital źle na ciebie wpływa. - stwierdziła lakonicznie, nie komentując więcej istnienia toksyny w jego żyłach. Nie mogła teraz spanikować, nie w tej chwili. Nigdy nie sądziła, że Amycusowi mogłoby się coś stać. Coś tak poważnego, co czuła w całym ciele.
- Będziesz w stanie iść i spróbować przespać się, Amycusie? - zapytała, zamykając się na powrót za murem dla swojego dobra. Nie wyjmowała rąk z kieszeni, stała sztywno nie pogodziwszy się z myślą, że Amycusowi dolega coś poważniejszego niż uszkodzona kończyna. Nie chciała stąd wychodzić i żegnać go w taki sposób. Mogłaby zostać i siedzieć tu do końca dnia, całe noce, jeśli wiedziałaby, że to pomoże. Dowiedziała się jednak, że jej nieobecność jest tu potrzebna mimo wcześniejszych słów, aby go nie zostawiała.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Parter - Wypadki Przedmiotowe   

 

Parter - Wypadki Przedmiotowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Parter - Wypadki Przedmiotowe
» I Piętro - Urazy Magizoologiczne / Wypadki Przedmiotowe
» Łazienka I - parter
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Jadalnia [Parter]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Londyn
 :: 
Szpital Św. Munga
-